Nieskończoność bazy fazy mąki mrówek
 idzie Staś, a we w oku ma: zaczarowany ołówek.



Nie było początku czasu. Czas nie jest odcinkiem, ani gumką. Nie ma czegoś takiego jak kalareposekunda, i nie ma czegoś takiego jak czas. Istnieje natomiast nieskończoność, i to w tym jesteśmy (..we wyginalnych wnętrzach korytarzy macicznych istoty zwanej Rzeczywistością, ale to tylko raz przykminiłem w legendzie o jaźni pulsującej ścianami - więc nie będę rozwijał tego wątku, bo nie potrafię tego udowodnić; ale tak było, wiem że 1000 razy w sklepie mogłem i dałem radę kupić jogurt i widziałem to, no i tamto też przeżyłem ale raz tylko - lecz pamiętam to tak samo konkretnie, czyli zwyczajnie - bo to się po prostu zdarzyło, przykro mi płatny głosicielu prawideł; skąd wiesz, że każdy z nas nie jest osobno w osobnym korytarzu macicznym rozkurczliwym żywej istoty, co my przeżywamy jako rzeczywistość - tylko że to co jest naokół to w naszym przypadku nie jest coś co ma aparycję wnętrzości jakiegoś żywego organizmu - Ale, tak: rzeczywistość jest Żywa, i później żywa jest ciemność, gdy swój los wk..ałeś - albo ta 1 na 1000 Jasność, której sobie wyobrazić nie umiemy, taki orgazm i haj i chwila kiedy zdobywasz bramkę na mistrzostwo świata..

Ściany wewnętrzne korytarzy tej istoty to dla nas ciągnący się film, a tak jak brzuch anakondy jest organizmem, podobnie możemy być we formie życia szerzej rozłożonej na wachlarz wymiarów, na co zdają się wskazywać różne dziwne przypadki związane z "losem" - bo to jest cały czas jeden i ten sam film dla ciebie kręcony, i ty w nim grasz, wierz lub nie ale za projektor też robisz i nawet piszesz scenariusz, tylko że o tym nie wiesz że jesteś w lustrze i tekst wychodzi z prawej do lewej) Ta forma życia ma dwa rodzaje kwiatów, 997 ciemnistych pąków we czasie co jest zamrożony na kryształ, oraz jeden kwiat wiecznie ciągnącego się wpierw-czasu, bardziej świetlisty niż seledynowy kryształ na szczycie góry o wschodzie - we każdym razie, to potem są te dwie opcje, a na razie my jeszcze w korytarzu jesteśmy, we łodygach

-wnętrze łodygi ci się wyświetla tak jak na filmie "Matrix", bardziej w tym guście - ta "roślina" nas bardziej kontroluje, potrafi zmieniać co widzimy.. ona tylko udaje, że jesteśmy w jakimś prawdziwym świecie, gdzie możemy podróżować - a tak naprawdę jesteśmy w Niej, nigdy się nie poruszyliśmy ..nauczyliśmy się poruszać tylko we śnie, który się nam teraz śni, i mnie i tobie i jak widzisz zdołaliśmy się porozumieć, ale nie będzie to możliwe dziś o północy, bo tak to jest z tymi snami, że tylko czasem się splączą i uda im się zetknąć; zresztą, jak się sny czyjeś ("dni" wg naukowca) za bardzo splączą, to też niedobrze i różne z tego mogą wyjść schizy, stosunki chwasto-pasożytnicze, oraz tym podobna gospodarka marzeniami, jak na polu nie wiem - jakimiś minerałami.]

  Tymczasem uważam, z tego co przyznacie z 600 rozumów zjadłem, natomiast nigdy nie ułożyłem kostki Rubika (..bo się zawesze STRaSZnie Wk.. po 2 min.!!) - iż trzeba mieć naprawdę zryty łeb, aby zadawać pytania o początek bądź koniec Nieskończoności, nazwijmy ją dalej wiecznością - ponieważ początek i koniec są to pojęcia odnoszące się do .. czasu? odcinka? te, no właśnie - o:! pisząc to zdanie uświadomiłem sobie, że to się odnosi do jakiegoś krótkiego "czegoś", niewyrażalnego tegesa-szczeliny w naszej wyobraźni, którą mamy tam wbudowaną ..z jakiego powodu nie wiem. Bo przecież zgadzamy się że nieskończoność nie może mieć początku ani końca, to nie ta parafia - ale tej czas.. kto nam właściwie wkręcił, że czas może mieć jakiś koniec :trik: ..nie no, tego to nam jeszcze nie wkręcili - ale już łażą i pytają o początek, a przecież to jest równie bez sensu, jak z tym końcem, no nie? -No powiedz Stefan, czy ja nie dobrze zrobiłem, że żem wyszedł na ćmika na przerwę i to odkryłem, jak że sem 10-11 minut tam myślał, na schodkach przed drzwiami magazynu - przecież oni wszyscy p..olą jak p..tłuczeni, ci kurde niby ci profesorowie czy naukowcy, co im płacą za recytowanie z broszur starej wiedzy o kryptonimie systemu "Stagnacja", podczas gdy "Oni" co koń wyskoczy mkną według prawdziwej wiedzy w podziemnych bazach, robiąc klony hybrydy i sztuczki ze naginaniem skalarnym czasu.

 Zresztą, nie wiem czy mam rację. Nie jestem jakimś wybitnym naukowcem, jak ci co mają rację; każdy z nich poszedł w świat, reflektory marzeń w oczach torowały dlań drogę - nie wiem czy szedł asfaltem, gdzie wytyczyli geodeci i urealnili budowniczy; bo może unorał sobie skarpy brnąc na przełaj, gdzie zew ptaka.. a i we zbożu stworka szmer - ale wiem, że "odp..ierniczyli koreęwch z tą nauką, i 100.000 jest ich co każdy wie tak samo, mimo że wyruszyli z tych swoich domostw różnymi drogami i ciekawość ku innym popychała ich stronom, jako więc odmiennie zobaczyli krajobrazy i plany perspektyw emocji trybików wartości.

Ale coś wymyśliłem, chociaż żem domorosły i bardziej jako ten kowal w chałupie, co nie szedł po naukę do miast i nawet nie chciał ichniejszych narzędzi, ino żeby mu tu nie przychodzili na wioskę z tym światem, co taki lepszy i bardziej mądry od dawnego sprzed 500 lat, że generuje więcej wysypisk rzeczy martwej na miejscach energii żywej łąk i zielonej lasów, niżeli jakikolwiek inny "mundry" świat przedtem, który nie umiał tyle zjebać bo wiadomo naukę mieli słabszą.

Otóż wymyśliłem taką planetę, gdzie są jacyś naukowcy - a niechże będą to jakieś inne stworzenia, wymyślcie sobie jakieś głowy człekotriceratopsowe, niezbyt straszni trochę więksi - no i kombinowali właściwie analogicznie do naszej rzeczywistości, jeno że komedie mają trochę słabsze i poczucie luzu-rasta-ciepła, za to bardziej są na wyścig i rywalizację nastawieni. ["Te, kurde : ta moja wyobraźnia to jest jakaś podejrzana, bo czasami nasuwa mi takie szczegóły o których wręcz nie chciało mi się pisać, ani tym bardziej wymyślać.. -a jednak nieodparcie sunęły, rysy miejsca kolory i panoramy, zwyczaje; ale tak tylko czasem, hobbystycznie - na zawodostwo jak Jackowski się nie wybieram, talent się pojawił może kiedyś urośnie;; "..we wnętrzu ciebie ekran jest, co wyświetla się ścieżka, i są tam odpowiedzi na wszystkie pytania" - ja, teraz, średnie ..jeno na temat. "W głębi myśli ukryta jest cała wiedza." - ktoś, kiedyś, lepsze ..no, ale tam to ja jeszcze nie byłem.]

Na tej planecie triceratopsgłowych robią pułapki na zwierzęta. Ze złapanymi robią co chcą. Jednak zaczęło obowiązywać prawo, że takiego niewinnego to nie można jakoś wymyślnie krzywdzić, przed zgładzeniem. Komputery były sędziami i sprawdzaczami, itd. Tysiąc i siedem razy dwa zwierzęta wpadły razem do pułapki, i były tam przez pewien czas. 86 razy jedno z tych zwierząt było zboczone. W 11 przypadkach jedno z tych zwierząt było psycholem.

W 1 przypadku tak się to złożyło więc razem i zsumowało, że na nagraniu sprawdzili, iż zwierzę A znęcało się nad zwierzęciem B ; lubiło je gryźć, ale nie żeby zabić-dobić .. tylko tak raczej na zasadzie kołysanki-melydyjki ..lubię, jak piszczy - " o, włączę muzyczkę".

Firma dostarczająca pułapki zastrzegła, że jeden na 24126 egzemplarzy może wykazać wadę w działaniu, i coś może pójść inaczej niż miało. W tym wypadku tak się właśnie stało. Mechaniczne ramiona zabijające zwierzęta A i B, już prawie samym strachem tuż przed dotknięciem wykończyły niezdolne już wstawać zwierzę B. Natomiast A przez prawie rok cierpiało wycierane stopniowo ze skóry, oparzane ale nie dość żeby zabić. Infradźwięk przeszywał jego czaszkę, to było gorsze niż najgorszy hałas.

Za takie wtopy karę musi ponieść właściciel pułapki. Ponieważ pułapka należała do ćwierćcelebryty, który ubiegał się o rolę w serialu ze średniej półki - wynajął adwokata, gdy jacyś konkurenci rzeczonej firmy od pułapek wzięli się za skandal i zrobili sprawę w sądzie, mediach itd. Ale się przejechali - i wszyscy się przejechali, bo jak pamiętamy sędzią był komputer, we który wgrali wszystkie swoje prawa, oraz dlaczego takie są aż po ich uzasadnienie moralne wg ichniech systemów wartości.

Komputer okazało się orzekł, na podstawie bazy danych prawideł i rusztowań etyki logik wszechświata - że nie jest winą zadawanie cierpienia istocie, która sama robiła źle i bezdusznie. To jeszcze ujdzie - " można, ale nie trzeba."

Brzydzę się o tym pisać, ale dwa lata później 100.000 zbokolów rocznie na tej planecie kupowało specjalne pułapki- pułapki, w których po złapaniu na zwierzę czekała wewnątrz następna pułapka. Polegała ona na jakichś sztuczkach z jedzeniem, nadzieją i drugim- niekiedy holograficznym, słabszym współtowarzyszem w niedoli.

Ponad 55% zwierząt w toku 667 okazji zaczynało w końcu korzystać z otwierających się bardzo rzadko możliwości, w których można było na chwilę coś zyskać, robiąc w zamian nieładnie "temu drugiemu".

Pułapki przez 100 lat udoskonalano.

- ----- ----- -----

Ale to tylko bajeczka. Natomiast jest tak, że w nieskończoności istnieje nie tylko upływ trwania, jakaś tam próżnia, nie wiem - wiatr, ziemia ..woda, powietrze, zew. Istnieje jeszcze takiego coś jak świadomość, jest to tak samo "składnik" tego, rzeczywiste co jest - może zresztą zawierający resztę wewnątrz, a i na odwrót jakoś zarazem wspak na wyściu - no bo świadomość istnieje w tym, co jest: =tylko taka, jaka mogła by być.

Mówię o Bogu, cały czas - Panie, Jaśnie Stórcy czy Kreacji - nazywaj to jak chcesz, ale nie mów mi że ty pierwszy miałeś świadomość, po tobie żuczek itd. cała hierarchia, byle wszyscy niżej - a wcześniej tego nie było, czekało kurwa na ciebie wszycho gotowe - planety, piasek, morze ..miliony lat czekało wiernie jak kochający pies na ciebie, aż przyjdziesz i się raczysz urodzić, kiknąć ..może potem nawet jak ostatni cham odwalisz kitę specjalnie, bez ni słówka "dziękuję". Weź Stefan nie gadaj, że przed twoim ryjem nie było w Istnieniu świadomości, a tak w ogóle to mam taką osobistą prośbę drogi przyjacielu, żebyś już wypier.. z imprezy.

 Takie czasy, że nie można wspominać o Stwórcy w choćby nie wiem jak efektownych popisach logik czasu, przy których zwykły naukowiec jest jak smutny pan okularnik 5-ty w kolejce w piekarni. Ale pomimo obowiązującej w ramach dotacji z UE "jaźniowej poprawności" ja to właśnie zrobiłem, ponieważ świadomość, która nas stworzyła, jako podmiot w następnym zdaniu jest mi potrzebna do całego następnego akapitu, który powodem jest czemu gdzieś od godziny bez przerwy piszę, bo mi się naszły trzy osie płaszczyzn wiedzy w jeden splot prądu czuja wykminy.

Stwórca stworzył wieczne istoty, np. nas ludzi. Dziecko które będzie żyć 777 lat i to wie, stworzy zabawkę na tyle samo lat. Po co by miało tworzyć na sekundę? Taka relacja. Opowiedziałbym teraz legendę o tych wiecznych ludzikach, które na początku na 100 lat umieszczone są w takim lepszym hełmie wirtualnym - całym kombinezonie, stwarzanym zresztą niby pstryknięcie palcami albo słowo, za 0,00 dol. we lepszym animowanym świecie magii-wyobraźni. [Skoro w prawdziwym świecie wytwarzają animowane filmy, to jakie światy-filmy wytwarzają w wymiarze animowanym? Prawdziwe? -No na dobrą sprawę, tak by kurka Stefan pasowało] A teraz dla odważnych, ale to już sami musicie: połacz kropki punktów skupienia jaźni, jak girlandy: z legend o pułapkach na istoty żywe instalowanych przez sadystów, którym zależy na stworzeniu tysięcy okazji do niegodziwości, aby później mogli cię torturować i "się tobą nacieszyć". Tera weź legendę o kabinie holograficznej. A teraz się weź kurwa rozejrzyj.


sam nie wiem ile to pisałem, lecz ni łyka wody przez ten czas nie brałem - choć w gardle susza, jak to rano; jednak sekunda przerwy nie zaistniała podczas klepania tych literek, bo gdy się miasto "normalnych" zbudzi, ich myśli wytworzą smog, który zakłóci ..o, już mnie zakłóca, bo zabrakło mi słowa - ale tu na końcu mam dowód, bo tym właśnie i teraz, i za 10 lat będę różnił się od tych wszystkich fajnych ciepłych profesorków, we okularkach za biurkiem - bo sam widziałem w programatorze przeświadczeń zwanym telewizorem, i każdy widział, że taki naukowiec to jednak popija herbatkę, kiedy coś tam "tworzy"...

Ja nie tworzę, ja tylko relacjonuję - był to komentarz na gorąco, halo żegnam się Dariusz Szpakowski oddaję głos do studia..! sob 18 lip 06:25w

To być może jest na tej zasadzie, że:

  Tylko czegoś nie spierdol przez 1000 lat, i git gites gitarka, świetlista wieczności szparka wchłonie cię, flim wzionie - i w rozkoszy utoniesz, jak zakapturzony raper z klatki blokowiska, który nagle odtąd łapie rymy niczym Mickiewicz.

  Tylko jeden motyw: niczego nie spiernicz. Przez ten tysiąc lat niech cię nie skuszą żadne dwa złote, leżące na chodniku - czyż nie tej staruszki, co przewracała się tutaj gdzieś 5 min. temu, a jeszcze ją widać na horyzoncie?

  Bo jest jeszcze jedna szparka - ale zła, nienawistna, stara i cuchnąca z niej przepaść, gdzie prawdziwie animowany wymiar ma skala rozciągłości domysłów znaczeń zwrotu "mieć przek...."
wiem, sieję panikę . . .
no cóż, gdybym był dobry w nakręcaniu lekkiej
fazy piachu, cmokałbym pląsając po scenie Eurowizji


28 IV 2015r. - Te, to jest kurde gra o wszystko, Eda. . wieczność i nicość, ale - Eda! O chuhrfa.. nie ma żadnej nicości, a są tylko dwa rodzaje wieczności, chwalebna i smutna, a pamiętaj - gdy ścieżka bałamutna nr 671, drogę ci zastąpiła - tyś poszedł jak niejeden:

Nie tam dla śmiałków, jak od zarania po zawsze
ale tam gdzie wielu, prost w chaszcze


poszedł tam gdzie mówili, gdzie wyobrażali
gdzie pojęcia i słowa sobie wykuwali.

gdzie popletli nam w umysł empajerstejt bzdur
..aż nade szedłem ja, jako kombajn ze chmur.

Największy zakład transenergetyczny PRlu
dziw ze splotu czasów, z dwóch wymiarów szmeru
umysł jego pokolenia spektrum znał podwójne
poderzliwie znał jak wszystko "spójne"
Jak gazeta się zgadza z książką, a dziennikarz potakuje
-Zdzisław zrozum k.. ja tu ściemę czuję,
jak we naszej zakładowej gazetce
szofer widział dyrowi przywożą w teczce
rubryk konspekty, poglądów szablony
i zaś po fajrancie człek patrzy na świat - niby mądry, a we środku podku.. -



Ale niech ma klawy profesorek na kanapkę, tyż nie jego wina że nie tą wyciągnął epistemologiczną zdrapkę.
-nie weszło . . .;Jeno czemu na studiach przez mój łeb to przeszło, gnuśno jak dworcowy tłum przedreptało; przecież nawet Kartezjusza by to sfrytowało

 Hegel zjadł knebel i zrył sobie hebel - Zosiu patrz: idzie nasz, który kroczy wspak cegieł.

Wstały co miasteczko większe, animowane dzieci - jak olbrzymie drzewa, nimi Duch rozbrzmiewa - Polska nigdy nie zginie, wróg stopnieje, przeminie - Patrz! ojczyzna we dali legend świeci. Taka Panorama Racławicka wieczności - czuwa Kustosz, byle płytki czuj tam nie zagości.


Ile jeszcze dziadków, odejdzie z niepewnym fochem, że teraz wyprzedali i kraj zgnoili, zrobili z niego modelkę, która zakłada jakieś suknie, co się jej przyśle - i tak teraz Polska chodzi niby dama, a jej szyją suknie tam gdzie jedzą żaby, i co na dodatek - ślimaki; więc o co chodzi, i do kogo my się właściwie pchamy - bo akurat we tamtejszych lasach to będzie najłatwiej spotkać jakiegoś wilkołaka, z tego co się orientuję - a po siedmiu latach prowadzenia stronki już się na tym znam, trochę - choć może nie były to kierunki moich poszukiwań, ale tak jakoś się łyknęło do całości - metoda nadrozpoznawcza - 129 kilo kaszanki proszę na przedpołudnie, taka taktyka, zajawka sytuacja - woda, głównie woda, i prowokacja. ) : szalony napad stanu, zwierz nie tak rzadki stepów Lechistanu - gdzie wstrzymali Germańca, Mongoła i Rzymian - naród który obraz we sercu utrzymał, rozdzielczość ideałów pierwotnego tknienia - nim zwodzili, że regułki ue na to jeszcze nie ma, i że lepiej chodźmy drukować pieniądze; "ile puścim z bębna, tyle odpracują tysiące" - tak mówił Hans, sam słyszałem; ja tego nie wyśliłem, jeno cynk nadałem.

   A mówili nie próbuj, kurs na cmentarz, "kaleka". Długo żyje granat, odkąd poszła zawleka; długo człek patrzy jakby oczami czterema; we milionach kapnęła z ręki litera - a podobno leniwy, krzywy był i samolubny.. Może obraz był dobry, lecz to świat obłudny? Plotki gąszcz zakłamany, spojrzeń cierń dusz złamanych - ostrokrzew tłumu, zrył mi psychę jak Olkowi łyżeczka piołunu, kiedy w kiblu zgubił drogę do wyjścia w akademcu "Jagience" - i łeb sobie rozbił do krwi, w panicznej udręce. -Ja nie wszystko przeżyłem, wiele dowiedziałem; drewnem byłbym w prostaku, lecz na studia zdałem.

Ale byłem wtedy po prostu sercem ..bliżej szczeliny wieczności, skąd ma iskra nieskończoności wyje..ła z nicości - a raczej ją wy..bano,

i to dzieje się w spermie, w co poktórym oknie co rano?
-No bo kurde, wiem że to nie pasuje do wiersza, ale jest taka teoria
Sam tłumaczyłem film gdzie bogobojny Żyd mówi, jak porzucił żywot ćpuna i pykacza, bo po tamtej stronie widział co kaj czyn oznacza, i jak to się transmutuje we wymiarze sensów, skąd bierzemy się . jakby w każdej porcji nasienia są małe wieczne świadomości, które potem mają pretensje, co żeś zrobił...a my se nie pożyli, frajerze-nabazgwarańcu, - no tu już kurde wybacz mi jeden z drugim Egonie, ale nie mam rymów. Mózg mi się zagrzał, jak ten kombajn właśnie, o którym tu pisał powyżej jakiś debil, czy jego odbicie w lustrze - ps. "pojebaniec".

Pojebaniec lubił debila, tamten też miał to gdzieś - i tak mijała chwila, wietrze nieś. Miasto chłoń, ulico patrz - łąko tchnij, spojrzenie znacz. Przeszyj mnie jeszcze raz kinami oczu dziewczyno, aż pragnienia we wirach wspomnień zaginą. - Te, te wszystkie oczy . .  wciąż mogę zajrzeć we ich studnie, lustra wody.

 Wielki dar - a czy mówiłem ci Zdzichu, że nie zbudowałem się sam?
Nic kurde nie dołożyłem, ani cegiełki - z bigosu marzeń dla mnie wykrojono szelki. Ze materiału wszech-zawsze,od-istniejącej świetlistości - me wzięto czucia i tknienia,
.bo nawet nie kości - nie, te są kurde trój-pixelami ze 3d hologramu

 pomnij jak ręka ma od środka wychodziła z radaru - - przyznam ci Józef, tak . . wtedy się speniałem, i w matriksie ciepły pozostać wybrałem. Wtenczas nie zagrałby mnie Keanu Reeves, a jak już -to wyszłaby nuda i kicz, Benny Hill - ale pamiętaj, k.. na końcu diament tkwił. Co należało dowieść, Polski i ludu dostarczyć opowieść : na nowo spawaną, oczyszczoną z syfu - i dorzucić kilka współczesnych knyfów.

 Nie wiedziałem już sam czasem, ile mam rąk
 byłem jak ten młyn, gdzie wybuch mąk. Jeden taki musiał być, w krajobrazie pięćsetnym gdzieś nad holenderską rzeczką - dzidź się za długo wpatrywał w nieskończone mleczko, dziecko w mleczku w mleczku w dziecku - nieskończoność mężniała we małym człowieczku, gwiezdne oczy patrzyły napinała się struna - kiedy .ebła, taka od Łaby po Dniestr łuna, ezoteryczna tęcza -

 nad tym małym s......lem długo ktoś się znęcał
 że powstała tak dziwna przepowiednia, uśmiechnięta skała - z biegiem lat już tylko jak korbol się rozrzeszała,
dziwna czaszka rosła, jezioro nań kopią - ja nalałem ocean, dysponując kroplą.

 Sam bym w to nie uwierzył, ale trudno: to mi się przytrafiło,
a o drugim - sza! wielu by w to nie uwierzyło.

 Widzicie wszakże co umiałem w literkach,
hmm.. onegdaj, gdy jeszcze brylowałem w sweterkach

 nie ciągnęło mnie wówczas do sekretów, zeszytów - ale transu wymiarów i szyku.
 Skąd się biorą popędy, kolejne znaczeń skręty - pytania, nowe miejsce znów nadzieja spotkania

- i wiecznie nie, znów wracam do domu rozk...
- a we głowie stąd wzięły się pytań kamieniołomy, niejeden tam kruszec wykopali
Przemysł ciężki wyobraźni - nadplan wykonany! !!

Ja jestem wódz "ale Qua", szalony napad stanu
zaczynałem pi..eczką, dziś z pogranicza czarów.
Co mnie tak zmieniło? - na pewno nie książki. Nie chce[m], ale muszę przyznać:  prędzej worki i krążki.

 Dawno temu to było, lecz me jelołston fałdy biegu koralzwidu jaźni - jeszcze się nie uspokoiło.

 Ale co żeśmy się, Stefan - teraz do jądra za dowiercili
tosz kur.. na horrorach porno sadyści trupom nie wkręcili:

 Może być tak, że jest tylko 1.wieczność- albo 999.wieczność. -To chyba nie jest jeszcze zakazane, o tym mówić? Ot, k... -tak sobie spekulować; a jak będzie, to jeszcze tego samego dnia, przed zachodem słońca wyjdźmy z unii europejskiej; - niech sobie krowa odetchnie po polsku, niech ma coś z życia ta mućka - a nie tylko, że według rubryk mleczność bydła wzrosła, i każdy Polak ma już 10 miliardów euro na koncie w polskim banku, który jest własnością niemieckiego banku, i ma w tym banku taki sam otwarty kredyt jak kraj Polska, czyli 315 kosmosów bilionów dolarów - i mimo całego tego zadłużenia, sprzedali żeśmy albo daliśmy sobie zamknąć, lub zburzyć 80% xakładów takich jak cementownie, huty stali surowej, fabryki lin i drutu, walcownie, huty przetwórcze, fabryki maszyn itp. - słowem, przemysł ciężki, który wybudowały żylaste ręce naszych ojców i dziadów po 1945 r. i który odróżniał nas od kraju pasterskiego pozbawionego szans w nowoczesnej wojnie, jakim byliśmy przedtem i stajemy się znowu, pod wesołą niebieską flagą.


 Idź, kurde teraz, żyj - nie musisz mnie więcej czytać, nic tu nie ma; ale pamiętaj - nazaś Wieczność albo wieczność, nie ma żadnej nicości - z nicością to był kit, którego nas nauczyli i mnie też wkręcili ..a każdy dzieckiem wiedział, skąd i jak po co tkwi żywym echem czucia i ciągnie się w tym, o co biega - a co jest zarazem tym, co jest; i czymś więcej, na około jaźni.

może my nie jesteśmy jeszcze gotową Pepsi, a jedynie kroplą dopiero czystej wody - nalewaną do butelki
może z tym czuciem i czasem, które teraz mamy - to jeszcze nie jest gotowa Pepsi, a jedynie słaba faza i rozgrzewka ?

 I co wtedy, gupi naukowcu?
-żryj to, desko sztywna od powtarzania regułki: której nawet żeście sami nie wymyślili, jeno wam to wgrali niby ze perforowanych taśm

 -Brałeś kasę?
-To spier... Nie jesteś dla mnie filozofem; tylko mrówą systemu - wiarygodność "TW". Wynagrodzenie wypłacono.


PRl 2057 - w erze didżejki sensów taki mięsny przyszłości: ..salcesony znaczeń, semantyczne ości (niedaleko w kiosku mają epistemologiczne zdrapki - wciąż je robią, "idź..!" dzisiejszy naukowcu gładki). Stoją w kolejce na nowym osiedlu, gdzieś w wykarczowanej powojennej dżungli - same roboty, ludzi już prawie nie ma- zniczyły ich gazety, zmieniły w piłki ich we głowie kalarepy, zrobili z nich taką co się nie załzawisz cebulę - snów już nie pamiętają w ogóle, nie pamiętają skąd byli - ani wzorków w które swe psychiki szyli, na radiofal bankietach w 2015'Warszawce ..

..kiedy to było, gdy Urszula puszczała dmuchawce - kiedy ludzie mieli marzenia, i cele - szczytne struny grały w każdym tam, gdzie pompa w ciele - co nam, k.. zrobiła ta unia europejska, ja się pytam Edzik? Co nam zrobiła "Gazeta Wyborcza"? Co okupacja, niejedna zaborcza? -co manipulacja historii dawnej, i tej co będzie - "to, że kto w bajkę uwierzył, siedzi na urzędzie"!

  W tym biednym i siermiężnym PRL-u, który ja znam - bo byłem w nim Kevinem z "Cudownych lat" - ulice były smętne, a wystawy sklepowe nudne - natomiast ludzie szykowni i ciekawi w środku. Dziś się to jakoś odwrotnie ułożyło, na domiar gazety próbują przedstawiać kolejne liczby i procenty jako sukcesy naszego państwa i rzeczy, z których obywatel powinien się cieszyć.

 - Tak ze 30 deko dzisiejszych kategorii poproszę - ale, ale ..! tych, z "Conmyślu" pani mi niech da, no niech pani mi da - ja bardzo panią proszę, i jeszcze ..to będzie osobno zapakowane 400 gram słoniny pojęć; może być ten kawałek ze stemplem Sanepidu wyobraźni. Torcik mięsny dla Bezika robię - jutro 43 rocznica zjednoczenia Europy .. a kraj k.. bardziej rozmymlony i zapypłany, niż po dwóch wojnach światowych. -Ale nie narzekajmy, sąsiad psa nazwał Nikol - no też ładne imię, prawda? -A do pani Kowalskiej, z piętra niżej, wprowadzili się dwa geje. -O, gdybym ja też miała gejów, to bym miała dodatek. -Ale pani Stachowiak, przecież wprowadzili się do pani ci dwaj przyjezdni, ci co w Ceglorzu na inżynierów mają się rychtować? -Ale to nie geje, mówią że mają dziewczyny w swoich miastach, i chcą je sprowadzić. -A to szkoda, bo i może by się tą poręcz w końcu dało naprawić, gdyby był dodatek ze spółdzielni.
4 IV 2015 W przygotowaniu nowa receptura melodyjna, zajawka wspak przychylna, parkour wskroś przepisów - niszczarka oszustw i kitów; maszyna powolna, acz skuteczna - w prawdziwą dojrzeje historia niedorzeczna, co zobaczycie tu w literko-latach ..byli śród nas obłąkańcy typ "kryształ-szmata".

  ja jestem pan Tik-tak, odpalam zwrotkę wspak
ćwiczyłem uśmiech dzwonem, aż stałem się pokłonem

  Ja jestem Pan tik-tak - i tera zakrzywię wam świat
Zara pokoloruję wizję, odkręcę schizę i nakreślę misję
dawno ozbyłem się skrupułów, i mózg mam z mułu - [tu padam na kolana i uderzam pięściami w podłoże - z dziko przesadzoną miną..]
bo wstanę - i poprowadzę człeczą jaźń w nieznane.

Żółw wiedział że jest żółwiem, tak jak ja żem skoblem
zabierzcie noble - niosę chorągwie
Czy czujesz w bajto-łanach pojęć powiew?
..jak zmienia kurs semantyczny el-Nino
wciąż co nieco umiałem, pomimo...
Nowa formuła, co zbiła kręgle pomysłów: Toplista zadziwiających teorii spiskowych summercharts'2015 by UKRYTESPRAWYorg

...
(kolejność miejsc nie ma znaczenia - ów tuzin ma według planu co rok się zmieniać) --==trailer- miejsce

03. Relacja mianowicie o tym, jakoby za dawniejszych czasów gdy król polski podejmował gości ucztą, herald odczytywał jego przodków listę, naszego państwa królów poczet wszem i wobec wiadomy, przez oficjalnego nadwornego kronikarza przypieczętowany przysięgą wedle ksiąg najdawniejszych .. - i tę wyliczankę otwierał nie kto inny jak Lech I około roku -2000. Jeżeli po każdej przegranej wojnie my Polska przez te z górą dwa wieki mieliśmy fałszowane we podręcznikach historii t-y-l-k-o c-z-t-e-r-y k-a-r-t-k-i ..to pomyślcie, jak mogli z nami pojechać.

 To że Słowianie sięgali po Łabę, to już wiemy - jako i azaliż 33% Niemców słowiańskie wykazuje geny, cechy ..lub wręcz kulturę, jak Łużyczanie którzy w liczbie 50-100 tys. po dziś dzień uchowali swą słowiańskość wbrew 1000-letniej germanizacji; ich ziemie wciąż są pod panowaniem Niemiec. "thousand years and counting ..." Czego jeszcze nam nie powiedzieli - jakim wielkim imperium byliśmy, Wandalami czy Scytami, czy też tą Wielką Tartarią. Hipotez jest wiele, wspólne pasmo - to że owo coś było większe od Francji - ...i miodem płynęło dobre pół Czasu.. znajdując się tam, gdzie według hipotezy najemnych historyków (tych, którzy przeszli na zawodowstwo) na 100,000% zgodności osobniczej był tam tak zwany bardzo gęsty las, i to te ciasno rosnące pniaki przez wiele wieków nie cofnęły się ani o krok przed Rzymiany czy inne Germany.

 No ale to tylko teoria. Idź do jakiegoś historyka, co mu za to płacą, co on wypisuje. Mnie nikt za to nie płaci - robię to, żeby nie być ostatnim samolubem-skurczysynem.

 Co wiedziałem, to opisałem - ale największego hardkoru ci nie zapodałem. Są rzeczy, w które byście mi nie uwierzyli, przyjaciele - moi drodzy, ..na pewno nie od razu. Te prawdziwe przekręty są ukryte nie tak, że to jest jakaś tajemnica, w szufladach podziemnych korytarzy, skąd mógłby ją ujawnić szpieg lub były pracownik-gwizdek.

  Natomiast we taką robótkę szydełkową misternie są we twoim mózgu kontruplecone sztuką tajemniczego echa nieziemskiej skali rozkminki - czyli "zabezpieczone", po waszemu: że gdyby 7-8 prezydentów ze szczytu G20 nagle chwyciło się za ręce, i wspólnie wyjawiło 1-2 takie sekrety .. to każdy dzieciak na tutejszym padole co widział filmy lub chodził do szkoły, i każdy dorosły który wcześniej przeżył to samo - śmiałby się przed telewizorem do łez, na tapczanie krzywiąc minę i robiąc tak ręką jak małpa, sobie po głowie =- ...taką zdałoby się to bzdurą, co powiedzieli prezydenci, i nikt by w to nie uwierzył, nawet ty, i nawet ja - gdybym nie wiedział tego, co już wiem ..po długiej i dalekiej drodze; tak nas zabezpieczyli, ukryli to pod latarnią - za młodu weszli ci w przeświadczenia, w "oczywistości" - we głębi jaźni stawu prawdziwi my są i prości, nie tak jak powiedzieli ci, że to są sny, baje pragnienia i mrzonki, nie! - tam

k.. tchnienia "korzonki" -tknienia echa, i wieczna w sobie sensu szlachetnego kompilacja - ..lub zawiecha, tragedia we animowanym wiecznym wymiarze sprzed Dnia, sprzed tego odpalenia 3D gierki

  gdy komuś rozsypały się nasze sumienia i losy, jak bierki.

Od początku mamy wpojone przez całe życie i na okrągło fałszowane = ...tak z 8 rzeczy, o które zwichnęli naukę i wzięli na pasek nau..(-kowców, -czycieli) . Dla nas wszystkich te rzeczy to oczywistość, takie jak że słońce świeci, kra powstaje z lodu, a czas płynie dla wszystkich tak samo.

Raz czytałem kolesia, opisywał swój wid: tam we innym wymiarze, gdzie się udał osobliwym skupieniem ..33 było mniejsze niż 31, czy coś w tym stylu ..byłem Tam i ja, istnieje coś takiego w liczbach, tylko że ja tam byłem akurat we śnie, ale widziałem to samo w liczbach, tylko na innych może.. [] .- bardziej przydatny niż na "parzyste" i "nie-" byłby podział na powiedzmy.. liczby "wk...ce" i "niewk...ce", takie które się kręcą i te co przynoszą pecha, na których się "krzaczy" rzeczywistość, scenopiso-zwid planów ..bo to jakoś tak wychodzi w praniu, że jak robisz coś powiedzmy na 38 osób to ci wyjdzie "większe" niż na 41 - i tak samo też będzie z jabłkami, gdy się najesz, też już jakoś się najesz bardziej tymi 38-ośmioma niż gdyby 41. Tylko się inaczej nam wszystkim wydaje, tak jak kazali nam uważać za oczywiste i niepodważalne, .." jakbyśmy to sami wymyślili" (!!) ..na trzeźwo, na to "trzeźwo" - które nie jest tym trzeźwo co my mieli przed laty, bo coś zrobili z naszymi jaźniami i nas jakby lekko spłaszczyli i stekturowili, nieprzesadnie ale tak o 8-9% od 1989 - ..chemia w jedzeniu, i fale z nadajników, jak pisał na kartce z podróży Wuj Baza Luja Czasu - kukułcza pisanka ze Planety Wzorów lasu.

Tymczasem między tym tuzinem rzeczy, które wie "każde, nawet małe dziecko" są ze trzy(4) knyfy, które nam podsmrodzili i podkopali, - coś nam tam wkopali, inaczej napięli złudzenia - jak cięciwę porązciągali wielu z nam sumienia, we dziwne kostki Rubika, wyabstrahowane w drewnie posągi,

o parę gwiazdek w oczach mija się żul w wejściu do "Netto", ze takim podobnym do chorągwi.


 Nie zdradzę nic - bo byście się śmiali; ukryty towar jak za PRl pod ladę my schowali. O ufo się nie bałem pisać, kiedy wierzyłem w tych wszystkich planetozów jak dziecko we cukrową watę na festynie - mówili że gumowe ściany; zlałem to. Pisałem o 11 września - burknęli, "że gadam jak ci terroryści". Poszedłem w broń psychotroniczną - no, tu już się nie śmiali, kij wie może wymiękli, albo najpewniej gdzieś poszli. Pisałem o chemii w jedzeniu i amalgamatach - no, to już każdy wie, kolumbijsko-meksykańskie potężne i bezlitosne kartele farmaceutyczne sypią się i tak, bo widać że wszyscy ci co brali leki chorują, a ci co chodzili do lekarzy to i nawet poumierali - natomiast ci którzy mieli to gdzieś, te ich badania i choroby - jakoś kurde nadal trzymają bazę, i jeszcze rozpier.. system.

  Wiele tajemnic odkryłem kopiąc i kopiąc, i szperając- a nawet bojąc się trochę.... Rano dziś natomiast byłem w Tesco i przy kasie na ruch ręki ładnie błyszcząca książka w twardej okładce - "Kosmos" czy jakoś tam. Wk...ny, bo już wiedziałem to co wiem i podejrzewałem wszystko, tylko nie że jak to przejrzę to się nie wk- wziąłem do ręki i przewertowałem. Planety, asteroidy, sratata - wiadomo, każdy to zna. No właśnie, każdy - i to jest podejrzane że aż taki każdy, a np. o bryce pod pomostem w Kiekrzu nie każdy wie, a to właśnie jest prawda - ale taka prawdziwa, nie z tych co za 1,50 przeczytasz wszystko o nich w gazecie.

  Kij wie jak to wszystko jest - ja nie byłem w kosmosie, ty nie byłeś, był tylko jeden rodak Miras Hermaszewski i spytany jak wygląda z góry Ziemia, pie...lnął że płaska jak naleśnik . A niejaki Crow777 na tyle niezdarnie ruszył kamerą, że ponownym wejściem zjawiska w kadr niechcący wyeliminował możliwość odchyłów sprzętowych - podczas uchwycenia zjawiska pikniętego już nocnymi teleskopo-kamerkami przez wielu mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych "pod wielkim ekranem w który zamieniają niebo" zjawisko renderowania się czegoś, co zasłania prawdziwy księżyc, na którym widocznie ktoś wielkimi literami napisał "Ku..".
10 XII 2014

Czy Czesi chcieliby od nas trochę terenu? Pewnie. Węgry - twierdzą, że Morskie Oko jest ich. Słowacja - na pewno coś by wymyślili. Ukraina - wiadomo, nogę nam zżarli i jeszcze im mało. Białoruś - ci to akurat bracia, zawsze tam byli(-śmy). Litwa - temat istnieje jako dziwny fraktal granicy tożsamości mapy, dawny ślad kształtu żywego węzła. Szwecja - sądzę, że nie ucinaliby dyskusji od razu. Niemcy - nie, oni nie, po co, zresztą gazety nic o tym nie piszą, których dziwnym trafem 80% jest kontrolowanych przez kapitał niemiecki.




 A jaki kraj nie chciałby od nas ani terenu, nic kurde ani skrawka, ani piędzi - bo mają swojego pod dostatkiem, i więcej; i nie chcą też naszych bogactw, choć mamy węgla najwięcej w Europie - ale oni mają jeszcze więcej wszystkiego - i węgla, i złota, i tak dalej?

   Rosja. To jest jedyny kraj, który nie chce od nas ani ziemi, ani bogactw, ani nawet pozamykać naszych cukrowni. Co to za mądrzy i nieprzekupni ludzie nami rządzili, że akurat ustawiono nasz naród przeciwko Rosjanom, i to właśnie ich mamy postrzegać jako wrogów, a wszyscy inni to nasi "przyjaciele".?

 Dodam - tym, którzy nie czytają tej strony od lat - że nie jestem jakimś wielkim fanem Rosji, wiem że porwali naszych ludzi, w zamian podrzucając zwłoki klonów, jakich wytworzenie w przeciągu 4 godzin było możliwe już pod koniec lat 70-tych XX wieku przy użyciu technologii, o której wielokrotnie mówił dr. Peter Beter (link) aż po dzień swojej nagłej śmierci - która ucięła te głupoty.

 Ale w 1941 Sikorskiemu i Andersowi przypadło uruchamiać patriotyczne kalkulatory w podobnych okolicznościach, a zresztą dziś ..skoro już przypomnieliśmy ten rok - dziś nasza sytuacja, nie jest moim zdaniem dużo weselsza. Trwa wojna gospodarcza i my ją przegrywamy. Zamiast czołgów krążą teraz faktury, łupy to mózgi i dłonie do pracy. I nie łudźmy się, Goguś - obojętnie jak byś mi tego nie tłumaczył, to jednak nie my mamy 80% gazet niemieckich ukazujących się w Niemczech, ale Niemcy u nas. I podobnie z fabrykami. Aha, i to jeszcze my dla nich robiny - miliony naszych jeżdżą do nich do pracy, to nie oni do nas. No, tyle Niemców na raz to byśmy nie przedzierzgli - i ziemia by klękła, ale wróćmy do tematu.

  Ratują nas Żydzi, którzy też dużo u nas mają i znaczą - i dzięki temu Niemcy jeszcze nas nie wykupili. We trzecią stronę ciągnie zew minionego hitowego mitu kinowo-industrialnego "ZSRR" i to też jest dobre, dzięki temu potężni ci rywale wzajemnie się balansując zapewniają obronę naszej ojczyźnie w tych trudnych latach - gdy każdy z nas musi się przejrzeć w spokojnej, lekko zmarszczonej tafli własnej jaźni, popatrzeć w oczy sumieniu - i zastanowić k. nad jednym pytaniem-kwintesencją: Kim jestem - tym kim byłem, wzorem przez jaki w ten świat zatrybiłem - czy pi..eczką naśladującą mówienie z telewizorka, i fryzury i makijaże - jakie tam zapodadzą, nie wiem skąd oni biorą tę tandetę co 2 lata inną, podobnie prymitywne korale "modnych" pojęć, i proste jak sznurki - rozumowania, z zapałek którymi wgrane młodym nam bzdurki.

 A tymczasem co porabiają "przyjaciele"? Przeforsowali pakiet energetyczno-klimatyczny, wobec którego musimy zredukować wydobycie węgla, który jest naszym największym bogactwem - i to my w całej unii najwięcej na tym stracimy, zupełnie tak jakby to było wymierzone w nas - żeby nas rozłożyć na łopatki; podczas gdy od strony "ekologicznej" jest to zupełnie bez sensu, gdyż Europa produkuje jedynie 21% dwutlenku węgla, w tym Polska 1,1% - podczas gdy Chiny i USA razem ponad 40%, a te kraje w ogóle nie ograniczają emisji, nie podpisały żadnych zobowiązań i nie płacą kar - zaś atmosfera ziemska jest jedna i wspólna, o czym wiedzą dzieci, ale nie eksperci na pensji z Brukseli; poza tym z tym ociepleniem od dymu z komina to i tak jest kit, ale nie znam się na wszystkim, więc tu już nie będę nudził.

   Rozkładanie nas na łopatki pod względem przemysłowo-produkcyjnym właśnie się kończy - pomimo wesołych liczb i wskaźników, dotyczących głównie budowy autostrad, które znakomicie ułatwią sprawę czołgom. Brawo, brawo, brawo - trzymajcie mnie, bo idę klaskać, dawać laurki i ordery. -Ale jeśli przeżyję ten zamęt, a tak wynika z moich snów - to już ja napiszę podręcznik historii, że się co poniektóremu wnuczkowi zakręci w głowie nad deską do krojenia warzyw.

 Zresztą, proponuję taki eksperyment, każdemu profesorowi czy cieszącemu się prestiżem redaktorowi: proszę wydrukować fotki Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego, z czasów gdy byli u władzy. Następnie proszę je powiesić na ścianie obok siebie. W pewnej odległości, należy umieścić na ścianie inną grupę oblicz: J.K.Bielecki, Rostowski, trzeci - do wyboru, do koloru, a jest z czego wybierać.
Proszę sobie porównać te oblicza. -Do których przysiadł/-a/by się Pan/Pani w pociągu?

 A jeśli przypadkiem dziecko wejdzie do pokoju, polecam pytanie: "Jasiu, popatrz na tych panów -i zgadnij: którzy Polskę tworzyli i budowali, a którzy ją roztrwonili i po kawałku sprzedali, wymienili na kawałki papieru drukowane hen za oceanem przez maszynkę." 8 czy 9 dzieci na 10 zapewne wskaże tak samo, bo oczy są zwierciadłem duszy, a twarz - charakteru. Ale o tym nie będzie w żadnej szkole na terenie unii europejskiej - gdyż ta wiedza jest akurat nie na rękę siłom, które stoją za tym przekrętem wszechczasów.


7 XII 2014

  Opowiem ci o planecie N1. Na planecie N1 były zamki i królewny, leśne dzikie świnie i olbrzymie kryształy we wnętrzach gór, bystrzy błaźni oraz konstruktorzy drewnianych robotów... Były tam też rozmowy dyplomatyczne i szepty możnych w kuluarach, intrygi, podstępy, inwazje oraz oblężenia, zmowy - ..no i kłamstwa, które heraldzi odczytywali na targach rzeszom poczciwych ludzi.

     Tak się jakoś porobiło w wyniku wojen, migracji ..może nawet kilku katastrof pojazdów nie z tej bajki, że wytworzyła się tam kasta, elita, pewna grupa mieszkańców - która wiedziała więcej, i mogła dużo więcej ..niż reszta.

  Tymczasem konstruktorzy drewnianych robotów zarzucili ten biznes, ponieważ Yoko generowała drzazgi - i wynaleźli drukarnie, potem maszynę parową i kolej, wreszcie.. - tak, maszynkę do robienia pieniędzy, że jadą sobie z bębnów banknoty, a polikery stoją naokoło budynku i pilnują "żeby nie było żadnego złodziejstwa".

  Odtąd wszystko poszło już z górki, ponieważ ludzie którzy władali tymże starym światem i sponsorowali konstruktorów, wzięli maszynkę do tworzenia pieniędzy z drzew i farbek.

  Ustanowili prawo, że mogą kupić za to cały świat, każdy zamek i każdy kryształ, i wielką jak góra beczkę ropy trzeba im grzecznie sprzedać - za te kolorowe trociny polepione w prostokąty cieńsze niż wafelek w albańskim domu dziecka. Gdy ktoś oponował, wysyłali czołgi i lotniskowce.

 A co na to prasa, radiowizja, posłowie? Podnieśli alarm i ochoczo zrzekli się swoich stanowisk, niekiedy nawet wysokich - mówiąc, że w ten sposób protestują przeciw temu niesprawiedliwemu systemowi, który promuje złych i oszukańczych, a sprawia że uczciwi ludzie - choćby pracowali po 1000 godzin dziennie, zawsze będą mieli mniej niż tamci, i zawsze mniej więcej tyle samo, ot aby przeżyć i móc pracować dalej od pierwszego - gdyż w razie potrzeby ludzie znad maszynki po prostu dodają na banknotach zero albo dwa, i wszystko co zgromadzili uczciwi w karkołomnym tempie traci wartość.

  Ale nie wszyscy ludzie są uczciwi, godni i szlachetni. Inni zgłosili się więc na wakujące stanowiska, i odtąd mamy parlamenty - których obrad transmisji nie trawią nawet psychiczni w wariatkowie, serwisy informacyjne w tv - które są tak wartościowe, że ludzie wolą przełączyć na kanał, gdzie robaczek pełznie przez łąkę - no i profesorów, ekspertów, naukowców ..którzy są tak inteligentni i przenikliwi, że ponad połowa z nich wierzy że to, co w zamian za wypłaty mają się nauczyć na pamięć z książek i poprzepisywać własnymi słowami, to prawda.

  Takie jest "prawo" i porządek rzeczy "wolnego świata", unii europejskiej i "wolnej Polski", a jeśli mi nie wierzysz - popatrz na migawki telewizyjne z planety N1, na twarze tych ministrów, szefów banków, dziennikarzy i posłów. Wtedy na pewno mi uwierzysz. Co poniektóry tzw. szef mafii takiej czy takiej, pruszkowskiej czy petersburskiej - z twarzy wygląda na o wiele bardziej sympatycznego człowieka, i na pewno na weselu czy w kościele, czy nawet w pociągu - prędzej byś się do niego, czytelniku, przysiadł.

unia polsko-litewska kazali nam pisać z małych liter, ale Unia Europejska - o, ho ho, to już k.. dużymi.

 No na pewno - dużymi jak nasze szanse, kiedy odwieczny wróg wysunie w końcu pazury, co mu teraz rosną.







"Myśli chce Pan kontrolować?" - cytat z filmu, dziwnie odbił się w biegu fazy czasolustra refleksji jaźni - promyka światła oczu zaklętego w kryształ - a co by się równało do człeka, z innej strony żywej łodygi tekstur w kierunku, w który myśl atom zmienia i kształt przyobleka. A atom prze, stawia opór i nieraz wpłynie na myśl - łączą się .. i pojutrze spotyka cię to, o czym śniło się dziś.

To naturalne, a "sny" to są sny we śnie - i jest tak, że te słowa nie są tak całkiem realne.
Znikną razem z bańką snu, nigdy my nie byli tu.
Gdzieś tam we innym wymiarze są organizmy, przy których ludzie to postacie z serialu średnio wygarniętego scenarzysty. To my nimi jesteśmy, tamtymi żyjątkami innej miary tembru bytu. Organizmy z tamtego miejsca również potrzebują snu, czasem śpią - tak jest dobrze, jak wszyscy, film we filmie, wszyscy to robią .. --chcesz wiedzieć jak wygląda taki sen, czy jest podobny do naszego?

 Otóż od naszego snu jest to sen głębszy, żywo-realnie ciaśniej odczuwalny, dłuższy i bardziej zespolony we struny pozornych logik oglądanego obszaru. Nie, nie jest to za bardzo podobne do naszych snów.

Natomiast uderzająco zbliżone jest to do tego, co lekarze, naukowcy - a w razie gdy się nie poddasz, milicjanci - każą ci nazywać życiem, jedynym realnym biegiem taktu fazy.

--------------------------------------------------------------------------------------

gdzieś Tam my jesteśmy kryształami świetlnymi hej we magicznej górze,

śni nam się film, że jesteśmy jakimiś człowiekami na dalekiej planecie ziemi. 16 XI 2014

Bolesław Pobożny w XIII wieku nadał Żydom przywilej, pozwalający na wolność osiedlania, podróży, handlu, bogacenia się - - i wolność przed oskarżeniami o uczestniczenie w mordzie rytualnym. Jednocześnie zaczął obowiązywać paragraf, że każdy chrześcijanin który znalazłby się w pobliżu i zobaczyłby ofiarę takiego mordu lub usłyszał jej krzyk, ma obowiązek natychmiast pośpieszyć jej z pomocą.
Na procesie przed sądem, jako dowód wystarczało już samo słowo Żyda, zeznającego pod przysięgą. Równocześnie religia pozwalała Żydom krzywoprzysiężyć wobec gojów, ponieważ przysięgi obowiązują ich tylko wobec innych Żydów.

Fajnie - no, to dobrze, że 700 lat już nasi mali w liczbie, ale starsi braca - pokazują co umieją stworzyć i jak zadziałać.

Albo wszystko może być prywatne, czyli wolne i korporacyjne, czyli w rękach globalnych sitw, gdzie nasi się mogą trafić jak wszędzie -ale większość to obcokrajowcy, tam gdzie wymyślili przekręt z wielką fabryczką magiczną jak z bajki, co drukuje pieniądze dzień i noc niby we śnie, płyną z taśmy szeregiem dolary ..dzieje się to teraz, spójrz ile znowu nas oszukali przez te parę sekund - - ze dwa tysiące dolarów zjechało po bębnie, na które twój syn będzie się musiał zdrowo nachapać.

bo ty i ja nie dostaniemy tych pieniędzy, ni pan Leszek z bloku obok - a jednak ktoś je dostaje

no k. Stefan, weź mi nie pierdol - dokądś te ciężarówki wyjeżdżają, black vany jadą dzień i noc

frajerze, ty zatroskany czytelniku "Gazety Wyborczej", co pieniądze też skądś nagle mieli pierwej niż wszyscy w Polsce podówczas .. jak oni nawet i mnie nastolatka przekonali, że będzie dobrze oddać cały rynek, pierw poszczególne sektory tak gadali - w ręce "prywatne", "wolne", "niezależnej przedsiębiorczości", "wolność gospodarcza".

A co mamy? Banki obce korporacyjne globalne, co każą se haracz płacić nawet za to, że cię obsługują; w Chile woda została sprywatyzowana i jest w rękach firm zagranicznych...
A co u nas? Radom wzięli za ryj, stocznie to już też niemal po problemie, zostały nam jeno nawozy azotowe i 2/3 miedzi.

Na 100 największych firm w Polsce tylko 17 jest w polskich rękach. Kopalnie wykupili Anglicy i je zamknęli, Niemcy to samo zrobili z cukrowniami, Francuzi położyli radioelektronikę, tylko Chinole się opier..lają i tkaniny jeszcze mamy.
Gdyby wszystko było państwowe, to przynajmniej nie byłoby obce, tylko nasze polskie - czyli żydowskie.

Zawsze jest ten krok bliżej przez ocean , krąg bardziej doczesny i przy ciele, i bliżej do macierzy.



Odwrotnie nam przepisano przodków - dwie były wojny, dwie fale historyków - parobków. Ile zostawili swoich dzieł, książek - z których uczyli się dzisiejsi doktorzy habilitowani, jutrzejsi profesorowie i eksperci Unii Europejskiej?

Pomyślałem że ten przywilej nadany przez króla Żydom ukrócił chociaż tę zmorę i plagę - fałszywych i chciwych oskarżeń o uczestnictwo niektórych z nich w krwawych i tajnych rytuałach, w celu skłonienia sił ceniących międzywymiarową transpozycję juchy do rewanżu przez powodzenie w interesach.

 Po chwili już nie byłem taki pewien.

Jeżeli był dodatkowo taki paragraf, że każdy chrześcijanin oskarżający Żydów o mord rytualny musi przedstawić w sądzie trzech Żydów jako świadków, a jednocześnie miał obowiązek natychmiast pospieszyć z pomocą, gdy usłyszy krzyk ofiary lub zobaczy, że to się dzieje i chcą to zrobić - to zawsze musiał wygrać walkę z trzema co najmniej osobami, przeżyć, zjawić się w sądzie z odwrotnie wyłapanymi jakoś trzema, co tam byli a on ich tylko ogłuszył. Prawodawca wykazał tu dziwną zapobiegliwość, którą tłumaczy jedynie podstawienie jako okoliczność, że takie rzeczy naprawdę się odbywały.

-- Przecież sam siebie nie zrobiłem, siebie nie wymyśliłem

W serialu "Twin Peaks" mój ulubiony fragment, to jest kiedy pułkownik przychodzi do Coopera i mówi mu o sygnałach radiowych, które ponad okolicznymi lasami zarejestrowały zeszłej zimy teleskopy ustawione na kosmos.
"Cooper ... ... .... Cooper ... ... ... Cooper" Gdyby to było "Kopacz" kopac kopać..

Gdyby przekopać całą ziemię tam ze Smoleńska, to co byśmy tam odkryli - ślady klonów?



młodzi Mówią: "Ja odkryję, pójdę zgłębię bezdnię ksiąg - i znajdę Prawdę?.. ! "poznam sens trwania i oznajmię go ludziom, i sam też już będę wiedział

Prawda - jest piękna, i trudna, i wszechogarniająca - smutna i wesoła w jednym, musi tak być!- to stamtąd pochodzą słowa, więc to musi być wszystko razem z powrotem połączone w jednym, gdzie znaczenia są razem jako Nieogarnialna Całość Fazy - i krótka i długa, i barwna i jednostajna, i monotonna i zmienna, i poważna i zabawna, i szokująca i oczywista od dawna, i zadziwiająca i prosta. Prawda o nas, o tym że jesteśmy istniejemy - dość krótko teraz, a jakby dłużej od dawna się wijemy każdy w sobie w przeszłość echa tknienia, lustro cienia lęków tożsamości pragnień, blachy maski tchu spojrzenia melodii rozdzielczości - pamiętaj, to musi być i smutne i radosne, to co się z nami dzieje po śmierci, z takimi jak my. -Tak wynika z dendrologii słów. 11 XI 2014 Bierzemy się z Zawsze

Wieczność Istnieje

I tak jak Paweł, który ma brata Gawła, który dostał w 1972 mieszkanie w bloku, i sobie ładnie otapetował - tak jak Paweł bredziłby, gdyby przyszedł do brata i zaczął ględzić coś o jakiejś dżungli, oglądając mieszkanie twierdziłby, że jest wilgotno, dwukrotnie radził aby uważać na tutejsze komary, tubylcy używają wosku kokosowego, i przekonywał - że w pobliżu musi być rzeka -- tak samo bredziłby ów, który gadałby o jakiejś nicości, Początku, że niby wcześniej nic nie było, a potem siup i po sprawie. Nie, to są brednie, tak nie było - nie było żadnej nicości. Wieczność istnieje, tu i teraz od zawsze i do zawsze - ..my, istniejemy od zawsze i do zawsze - na pewno nieraz będąc młodym sobie tak jak ja myślałeś: "O, jak to fajnie że istnieję - jakoś mnie wykombinowali, do tego doszli i oto jestem - fuks, ale fajnie że tak mi się udało - za darmo. Po prostu sobie istnieję i mam to gratis, nieźle." Tak sobie myśli ktoś, kto chodził już do szkoły i przyjął w żyły dziwną, zimną, denną i pesymistyczną do granic buntu wersję rzeczywistości.

Tymczasem coś mi zaświtało - dwa dni temu, przyznam, nie rok temu na medytacjach w Tybecie z jakimś słynnym mnichem; pierwszy raz mi to jakoś tak zakminiło, gdy jak co dzień doszły w zwykłych chwilach i dobiegły mnie te wyobrażenia o Wieczności:

my jakoś tak istniejemy -od zawsze, i do zawsze.

"zawsze" to tylko słowo, ale weź sobie jakoś to wyobraź ; może nawet nie teraz, w jakiejś wolnej chwili - gdy wybije kukułka refleksji, i jeszcze raz odwróci się w tobie karta ..skąd tu jestem - kaj zaś będę..? O co biega stawka w życiu..? Co z tym kosmosem i czasem - czy to tylko przypadkowi towarzysze w tramwaju, jak ściemniają naukowcy i lekarze każą się nie martwić.

Ja też tercję wieku nie przejmowałem się tym w ogóle, poza horyzont który namalowała we mnie "Gazeta Wyborcza", niby wyborny fałszerz Matejki - tak mi się ten obraz podobał, dopóki jakiś szczegół nie zmusił mnie do przyjęcia na klatę ciężkiej schizy, iż jednak to falsyfikat. Minęło 7 lat, dziś sam tworzę schizy, tekstury i tapety -- którymi od wewnątrz jest wyklejona moja jaźń. Coraz to nowe wzorki, się czasem odkryje.

Otóż nie jest tak, trochę bez sensu - że pyk, istniejesz, nic się nie narobiłeś, za darmo - hm.. jakiś dziwny ewenement w przyrodzie (przecież roślina np. przez te pory roku to sporo się nawytęża, by łodygę swą wznosić, to kosztuje budulec, energię i soki, oprzeć się sile wiatru, żyć na przekór mrozu) - a potem pyk, nie istniejesz i też jest fajnie - było, minęło, nie ma tematu. 70 lat i po krzyku, spływasz i nie było filmu, kino jest ciemne, zamknięte i puste. -Ale fajnie, nawet nikt cię nie pytał o nic przy wyjściu - a kużwa pamiętaj, na wejściu też nic nie dawałeś.

Chyba że na wejściu dawałeś odpowiedź, bo jak ja byłeś potencjalną nutą w bezdni echa tkań - lecz na razie byłeś punktem nicości. We wyobraźni dopiero ziomuś, mogłeś i miałeś dopiero za-iskierkować podobnie ze swoim światem 3D, gdzie niekiedy nawali pozorny synchronizator kolizji lub tekstura się źle wyświetli.

Skoro to jest wymiar fałszywy, to gdzieś indziej musi być wymiar prawdziwy. I tam, obawiam się ku.wa, wrócimy..

Tam byliśmy na 10 sek. przed urodzeniem, i wydaniem pierwszego krzyku

Otóź nie wiem na pewno, ale coś mi się kmini - że to nie jest tak, że pyk i pyk, ale że -od zawsze.. i -do zawsze..

Patrz: np. ty i świat. Twój układ jest taki: ja sobie poistnieję 70 lat, najwyżej - bezpieczna próba, a ty Wszechświecie sobie istniej w nieskończoność, miliardy lat do oporu - i ch.. załatwiliśmy cię, frajerze ..ja spadam a Ty istniejesz dalej, nara naiwniaku - taki jest układ. Tak mi powiedział jakiś mądry pan, "naukowiec" - choć po twarzy może bym się i nie domyślił, że to prawdziwy geniusz. Jakoś tak niejeden piosenkarz, ma więcej błysku w tym oku. A co pod okiem gra - to właśnie jest żywa dusza, i ile sobie nie dałeś okroić i zapłotkować ..w ich drewniane sztachety, które nazywają "normalnością" - tylko dlaczego każdy musi być przerobiony?

 Ubrany w szkole w szelki, które potem zaciskają się już tylko wyżej i szerzej, mocniej i więcej - z biegiem lat. Zaś najlepsza niespodzianka: do roboty! - Planeta chińskich maszynistów, podczas gdy potomkowie rodów nie wiadomo skąd - drukują sobie kasę w strzeżonych przez policję budynkach drukarni mennic.

Nie wiedz, nie myśl - idź, kup sobie "Wyborczą".

Otóż ty na wszechświat spoglądasz, i wszechświat ogląda ciebie. Jakoś jesteście po dwóch stronach tego samego, coś jakby lustra ..tylko ma dwie strony, które istnieją; nie może jedna zniknąć.?! | skoro to "lustro" istnieje, to też istnieją obie strony ..jakoś tak razem.. od początku .. i do początku. Wieczność jakby jest kołem, a może sprężyną, a może morzem - ..lub jeszcze inną figurą, to jest wyższa faza snu geometrii gdyby Dali się naćpał i jednocześnie zwariował; ..coś fajnego. [ -Miło jest nawet o tym pomyśleć, nie wiem czy to znasz.. -spróbuj: "Wieczność(Wszechświat) (Czas) ..my - istnieje jakby "od początku" ..i do "początku" . . -od zawsze, i do zawsze .. to jest jakby koło, ale i coś więcej - żywe . . . . . -Oko?

Kiedyś chciałem być słynny, i codziennie pisałem jak nawiedzony - teraz może raz w miesiąc, ale za to jak wiem że coś odkryłem, wiertłem umysłu zszedłem na poziom przodka 646- robota jak każda, i każdy jest potrzebny. Teraz znowu "bez odbioru" przez miesiąc, kapitanie - patroluję dalej tę Arktykę powodów, której mapy nam sfałszowali, a najchętniej to by w ogóle udawali że jej nie ma.

Może gdzieś już jakiś inny naukowiec, wszystko to opisał w jednym dziele, i niepotrzebnie się trudzę. Ale jakoś k.. nie czytałem - a z tego co widzę, to wszyscy "uczeni" (.."wy-uczeni", a'la "wystrugani") idą jednym szykiem niby pod Austerlitz, i grają w te same cymbałki, te same komplety klocków "przedmiot - podmiot - tranzystor", "zdanie - obiekt - hebel,równy blat stołu". Jak tuczniki na fermie produkuje się naukowców podobnych jeden do drugiego niesamowicie, tak samo widzą świat.. To po to Pan Bóg stworzył świat, żeby wszyscy udawali że jest płaski jak papier, jak ekran - bo tak zwodzą płatni naganiacze, "myśliciele" których setki miał i Hitler, i Stalin, i Franco i Loyola - ba, nawet Kaligula. Płatni gadacze buzią zawsze się znajdą - i powiem wam, byłem na tym uniwerku, i poziom pustoty bębna pralki w mieleniu ozorem tych profesorów ..jest niższy nawet, niż by kto przypuszczał, jaki chłop ze wsi. Już taki rolnik, który podnosi kwiat w popołudniowym słońcu i chwilę patrzy się na niego, zastanawia "tępymi oczyma" - jest dla mnie większym myślicielem, filozofem i wrażliwcem, poetą - niż heblowany jak drewniana decha rychły profesor, który dwie godziny przepisuje swoimi słowami myśli i koryta snucia w mózgu fazy, wypromowane 400 lat temu - nawiązując pewnie do schematyki egipskich kanałów fantazyjności ogarnięcia jaźni, gdy mieli mniej słów - więc jeszcze mniej mógł kto zapisać ze swojej fazy. I tak drugi to skopiował, przepisał - jeszcze mniej pierwotnego tchnienia marzenia żywej bajki noworodka, się ostało w tych słowach. 100 lat później następny chciał być profesorem, więc bezpiecznie nawiązał do uznanych przewodników - i tak dzisiaj zostało w tych słowach, tyle co trocin w zakładzie gdzie pół kopy wieków dłubią meble. Byłem, widziałem, żal.

 Trzeba nowe zdania, nowe słowa, nowe rytmy - nowy sposób wygarnięcia fazy. Zaczynajmy zdania od "a więc", mówmy "postacie", "plastik" - dziady się myliły. Dorosły się nieraz myli, dzieciak się pomyli - a profesor-dziad z rady się nie może pomylić? No na pewno..

 Patrz, np. teraz - czytasz tę stronkę. A dlaczego nie czytasz zamiast tego, w tym czasie - nowego dzieła jakiegoś wybijajęcego się doktora, co niedługo zgarnie jakąś nagrodę, laurkę i kopertę. Wiem dlaczego, i ty też wiesz.





8 IX 2014 Cementownie, kopalnie, huty oraz inne zakłady - setki olbrzymich fabryk, i dziesiątki mniejszych - samo się to wszystko nie zbudowało. Zrobili to nasi dziadowie, ojcowie i pradziadowie. Wznieśli to wszystko nasi przodkowie. A czy dziś - ty Eda, albo ty Zdzichu - znacie kogokolwiek, czyj krewny zasiadałby tam gdzieś w radzie nadzorczej? -Więc jak to jest, że podobno to wszystko jest nasze, nie zostało ukradzione - a nikt jakoś nie zna nikogo z tych, co teraz to mają i tym wszystkim kierują. Nasi krewni to zbudowali, a nasi krewni tego nie posiadają. Coś poszło nie tak, był jakiś va-bank nam zrobili. Te publikatory które ci nigdy tego nie wspomną, od razu sprawdź we innych dziedzinach. Bo historię fałszowali generałowie i w 1946 r., i w 1792 - i kij wie w jakich innych miejscach, czasach i dziejach narodów - i myślę że jest może mniej niż fałszywych pieniędzy, ale więcej niż fałszywych obrazów - takich fałszywych faktów i skrętów historii, których my jeszcze nie odkryli - i ten historyk co odkryje wylatuje, a właśnie tacy co nic nie będą odkrywać mogą sobie brać pensję aż do emeryturki - tak jest jeżeli mam rację, a mam rację, bo nikt by nie wymyślił takiej doliny, ja to po prostu odkryłem.

Trochę podobnie ma się sprawa z nauczaniem fizyki od połowy XX wieku - ale tu już nie będę się wgłębiał w temat, gdyż robię tę stronkę już kij-zbój z 7 lat i przez ten czas przeczytałem więcej neta niż jest kłosów zboża na polu, opisałem tu trzycyfrową liczbę teorii, we wiele z nich sam wierzyłem w lukrach czasoprzestrzeni, które dziś wspominam jako pary "pora roku + miejsce gdzie wtedy byłem", coś jak pocztówki z egzotycznych wojaży, a schizy w momencie wykonywania fotografii.

W końcu nauczyłem się wyczuwać tematy naprawdę niebezpieczne. Branże, z których ludzie w danej dekadzie giną (bo to się zmienia, np. research z lat 80'tych może dziś byś dla gimbazy niewiele bardziej posępny niż trądzik, natomiast z kolei coś dziś "pechowe" kiedyś może było popularne i dozwolone, jak garażowe silniki na wodę czy inne gofry we Ameryce Północnej circa 1985-1994.

Oczywiście mam zamiar całe życie przekopywać i udostępniać stajnię Augiasza ukrytych spraw, w której zrodzili nas ci co się sami w tym zrodzili, i przekazali nam jak im powiedzieli, że to piękny ogród skonfigurowany przez profesorów.

Dlatego wybieram taktykę ogłaszania co roku Top-listy 12 najdotkliwiej zadziwiających teorii spiskowych, niekoniecznie takich w które najbardziej wierzę - ale takich, w których coś mnie urzekło ..które chciałbym, żeby były prawdą -które są bajońską fantazją - ..ale też i takie między nimi będą, które są moim zdaniem trzema militarnymi sekretami na których zbajerowano miliardy omulonych ludzi - no bo żeby to się nie rozpadło, to się musi trzymać kupy, więc muszą być też prawdziwe, no nie; generał zresztą mi podziękuje, im to bowiem pasi aby faktyczne przekręty wymieszały się na radiowych falach i w oceanicznych kablach - ...z demosceną popapranej produkcji.

. Nigdy nie będziecie wiedzieć, jak po obejrzeniu odcinka "Strefy mroku" - czy to gdzieś, kiedyś ..nie zdarzyło się naprawdę.
  A bo, zresztą - niby to ja wiem? No bez przesady - skąd, k... Marian?


Byłem na spacerze. Tarcza Księżyca ma taką samą wielkość jak tarcza Słońca. Naukowcy: "przypadek". A może to celowo ktoś tak zrobił, np. Pan Bóg ? Z Ziemi widać zawsze tylko jedną i dokładnie jedną, tę samą i taką samą, stronę Księżyca. Może to jakaś aluzja..? Np. "nie wiesz, nic nie wiesz o tym, co jest po tamtej stronie" (życia)

Może to nie jest wszystko takie bez sensu i niewytłumaczalnie przypadkowe, jak nasze dzieci każą uczyć za moje i twoje podatki ci, których przodkowie chwycili za ryje albo wycyckali naszych przodków?
Trafiłem ostatnio w sieci na listę pytań do świata nauki, pozostawionych przez "Teslę przyrody", Victora Schaubergera. Np.: "dlaczego szczyty gór są pokryte śniegiem i jest tam zimno, skoro są bliżej słońca..?" Link: tutaj (j. ang.)

Czy świat ma 1 wymiar, gdzie Darwin latał z linijką za żółwiem, a Kartezjusz z ekierką odważnie badał nogi od stołu..? Czy może z 7, a nasz jest powiedzmy trzecim, i choć tylko nasz widzą nasze oczy, i mogą dotykać nasze ręce - to następne "warstwy" subtelności bytu wcale nie muszą być "gorsze", "słabsze" czy "mniej znaczące". Ba, mogą tam nawet bytować istoty - które spijają coś z nas, tak jak trzmiele z kwiatków .. Tak jak bóbr robi tamę, tak i stwory te może nauczyły się budować w nas jakieś trwałe blokady ..? -Wciąż zastanawia mnie ta zbieżność relacji o zielono-rogokostno-krokodylej aparycji rzekomych kosmitów widywanych w podziemnych bazach, a wizerunkami demonów uwiecznionymi na malowidłach z wieków, gdy nie wiedziano nawet co to kolej.





8 IX 2014 I stanąłem sam naprzeciw armii naukowców
- napędzany beczką magicznego octu.
Gdy rzucali swe zdania, tezy i twierdzenia
- podobne to było do sieci plecenia,
takiej w kratkę, w dal i bez sensu
- zmieniłem kredkom gęstość i wibrację chrzęstu.
Z chmury się wziąłem,
w dal wichury porwać dałem się w wir, tonę
zaginiony wśród legend będę jak potwór z Loch Ness,
gdzie był dzieciak dziś popierdelony Yeti jest.
Cybernetyczny potwór,
we głowie ma dwie kopy portów,
a we sercu kryształ co żyje
- a we oczach ten któremu dzwon bije.
Nie należał do pięknych, złych ni opoi
- wziął oczywistość i ją rozdwoił:

WE WSZECHŚWIECIE NORMALNY I BIORĄCY SIĘ SAM Z SIEBIE JEST RUCH WIROWY PO OKRĘGU, JEST CECHĄ DANĄ - WSZELKA MATERIA, rowerzysta itp. PORUSZA SIĘ łukiem PO OKRĘGU O PEWNYM PROMIENIU, WSZYSTKIE PRZEDMIOTY SIĘ TAK PORUSZAJĄ, lub będą poruszać gdy ustanie tarcie. Takiemu ruchowi sprzyja przepływ energii, we takie strumienie się układa - może tak zakrzywiona, a jednocześnie "żywa" jest przestrzeń.

Inaczej niż naukowiec puszczał strzałki po płaskim zeszycie, a nauczyciel z ekierką wpajał w mózg pieczołowicie.

Odwrotnie jest, nie tak jak powiadali naukowcy z drugiego tysiąclecia, że wszystko stoi. Wszystko porusza się po okręgu lub dąży do tego, ażeby się tak poruszać.

Miałem moc większą niż człowiek pochodnia, potrafiłem wygiąć startych nauk skobla - i pokazać co tam jest, w środku - że to nie przewodzi prądu. Przebiłem się głową przez ich tekturową ścianę fałszywych naukowych stereotypów - pozostawionych dla gawiedzi, gdy elita mknie na prawdziwej wiedzy.

 Urodziłem się w matni , lecz rytm w zrytym ryju miałem zmienno-dodatni. Widok znad parapetu na -śmietnik, ale w głowie pęk marzeń - i pytań mętlik. Książki żadnej nie było prócz jednej.
Kiedy wreszcie zrezygnowałem z kariery, z tego że będę kimś - wcale nie zdziwiłem się nawet, gdy pośrodku najzwyklejszych dni dane mi było rozłupać największe paradoksy, ich największe tezo bajzlo-stwierdzenia ..którymi świat z dala trzymano od rdzenia.

Powiedzieli nam, że wszystko stoi: no jasne - najpierw był wybuch, a teraz nagle wszystko stanęło i stoi ..bo tak chce głupi naukowiec.

Wszystko się porusza po okręgu, bo przestrzeń jest od wewnątrz obła, a i czas przypomina ścianki tego balonu.



 Ultra-szybki ruch wirowy jest tym samym, co Jedność-bezruch, ponieważ jest to "pełny obrót". 8 IX 2014

Opowiem teraz kawał, ale nie będzie śmieszny - za to ciekawy. "NASA wysyła w końcu misję na Marsa. Pojazd dociera na orbitę, załoga patrzy ..a tam inny, większy kosmiczny krążownik - spokojnie sobie dryfuje, jakby był tam od dawna. Po chwili rozszerzone są nie tylko ich źrenice, ale i usta - gdy dostrzegają na owym obiekcie amerykańską flagę."

  Dajcie no tu superkomputer, i wpiszemy weń pytanie: co jest bardziej śmieszne - to, że ktoś ..najlepiej "jakiś mądry" i oczytany - uwierzyłby w powyższą historyjkę; czy też to, że ktoś wierzy, że teren kosmosu pozostawiony jest "gołębiom i dobrym ludziom", że nie interesuje się nim wojsko, źli ludzie od wojen i mafii energetyczno-przemysłowej ..tajne służby mocarstw - wszystkie takie siły, które mogłyby sporo zyskać na eksploracji oddalonych terenów i budowie tam stacji - o których nie wiedzieliby potencjalni przeciwnicy w ewentualnym konflikcie przyszłości.

  Czy ty Eda, gdybyś był szefem NASA, szefem całego programu kosmicznego Ameryki - to nie zrobiłbyś se jeszcze jakiejś sekretnej "rezerwowej linii produkcyjno-badawczej", jakiejś dajmy na to SRASA ..która szłaby przodem, cichcem i własnymi drogami? ..i o przebiegu wszystkich misji nie pisano by następnego ranka w gazetach, żeby szpiedzy krajów dużych i małych mogli bez wysiłku kablować - ..a gdybyś tego nie zrobił, Eda, nie chciał gdybyś - to czy nie przyszedłby pewnego dnia jakiś smutny pułkownik z walizką, i godzinę później byłbyś blady a przekonany ?

 Na świecie dzieje się wiele, dzieje się teraz.. będzie jutro, działo się wczoraj i rok temu. Te informacje nie trafiają do gazet, w ogóle nie trafiają do opinii publicznej - podobnie jak firmy, które pracują nad jakimiś wynalazkami/projektami ..nie ujawniają tego wszem i wobec, bo to byłoby bez sensu. Już raczej wydadzą jakąś broszurkę targową, by uśpić konkurencję - typu "ściema, ściema ..nad niczym, co was wykosi, nie pracujemy."

 Już ładnych lat parę i jeszcze kilka, jak się skapnąłem chociaż nie chiałem, choć wolałem pozostać w bajeczce - jednak trafiłem na fakty, których nie dało się w żaden sposób obejść, i musiałem to drążyć i jakoś się przez to przekopać.. Dziś cały jestem umorusany, jak górnik.

  I powiem wam, że to co jest w gazetach, tv i itp. mediach, na portalach internetowych - te informacje, to w porywach jest 41% wydarzeń, które dzieją się na świecie. Większość faktów, zdarzeń i procesów - pozostaje ukrytych, jedni ukrywają to przed innymi ..a wszyscy przed "chińskimi maszynistami w zegarku" - jakimi są zwykli ludzie, którzy nie mają dostępu za darmo do pieniędzy drukowanych przez mennice (czym cieszą się kasty uprzywilejowanych, którzy nie muszą pracować - po prostu robią sobie forsę jako cyferki w komputerkach + krótki przekręt że to nie dla nich, tylko dla zwykłego Johna który bierze kredyt.. ale potem, jak John odda, z nawiązką lub dom, to czyje to jest..? Na pewno nie twoje, bo ty nie masz dostępu do strumienia banknotów drukowanego przez maszyny właśnie teraz, w tej sekundzie zjeżdżają kolejne tysiące. Ty musisz ciężko pracować, żeby coś dostać; ale do kogoś to musi trafić na początku .. Poszukaj w gazecie, może oni są głupi - i nie wiedzieli, że to oni powinni mieć prasę, media i senatorów - w USA już 80 lat temu, co wydało się na pewnym małym skandalu podczas uroczystości noworocznej, gdy toast wygłosił szef prestiżowej redakcji).

Zobaczcie np. jakimi samolotami zaatakowali nas Niemcy w 1939r. - nie były to cuda techniki. 5 lat później śmigały już odrzutowce, a poziom samolotów śmigłowych wzrósł o dwie klasy. Minęło od tego czasu 70 lat - naprawdę myślicie, że nie wynaleziono żadnych nowych "gazów" i "świateł" ? -A dlaczego przed poł. XX wieku nie było żadnych filmów o zombiech, żadnych książek o zombiech, żadnych komiksów, legend - nic, nigdy nikt nie słyszał o zombiech. -Zombie? -Jaki zombie..?! ..Aż nagle taki wysyp, masowo filmy - i wszystko, dziś każdy wie jak się zachowują ludzie, których coś zmieniło.. Jak się poruszają, i co trzeba robić; z tego, co wiem, po prostu wynaleziono taki gaz. Inny usypia całe miasto, ludzi i zwierzęta - nie czyniąc im krzywdy, chyba że ktoś akurat przechodził przez tory.


3 IX 2014



Z nieskończoności się wydobywamy, i w nieskończoność wracamy. Nie z nicości - nie ma czegoś takiego jak nicość, nie było i nie będzie; to pojęcie bez desygnatu, jak pierwiastek z (-1). Kropla wody bierze się z oceanu, nie z nicości. Podobnie z materią, planetą, kosmosem, czasem i wszechświatem. Podobnie z jaźnią. Pochodzimy z nieskończoności, i we nieskończoność wrócimy - rulon/kalejdoskop czasu, ocean taktowany Wiecznością. [ Długo o tym myślałem, jak to jest że świat istnieje, i co "niby-było-przedtem". Nie wiem czemu nie chodziłem na mecze, ani na kręgle, nie zbierałem znaczków - tylko ciągle spacery, zieleń, fajka pokoju i te rozważania, ważki słońce enigmatycznie kłoniące się przez chmury. Co czuje teraz bóbr, czy jest mu zimno - przecież jest gdzieś w pobliżu .. Ja mam fajnie, wrócę do mieszkania - ale te zwierzęta, ptaki.. Jak im się wiedzie.. - co w ogóle chodzi z tym życiem? Kto to stworzył, i po co - o co biega? ] -W końo cu nie tak dawno zacząłem rozgarniać, jak to jest - uprzednio kilka pór roku spędziwszy na próbach wyobrażenia sobie, co to może być wieczność. Nie było "przedtem", nie było "początku" - te pojęcia, jak i ci którzy się nimi posługują, jak i myśli/pytania które ich do tego skłaniają - to wszystko było już "potem", wewnątrz oceanu czasu, który jest Wiecznością. Drodzy kosmolodzy - zamiast 'nicość' sobie popodstawiajcie "wieczność" w te wszystkie równania/rozważania ..i wtedy wychodzi, na luzie i bez oporów, i bez bredni wspak logiki, takich jak że kreda, którą pani będzie pisać na tablicy, wzięła się z 0.


  Nie jestem jakimś geniuszem, ani nawet profesorem - ale akurat o nieskończoności sporo wiem, o krańcach wyobraźni w kontekście istnienia wszechświata, i czym mogą być "czas", "trwanie" i "wieczność" - bo myślałem o tym więcej i dłużej, niż niejeden jak wykosić hajs, a inny nad skuteczną kampanią na burmistrza. Jakoś po prostu z życia pół mnie to nurtowało - w końcu rozbiłem bank, naciągnąłem swoją wyobraźnię jak rumuńska gimnastyczka i teraz mogę tam sięgać. -Może to dlatego, że piję jedno piwo na rok - i w dodatku małe? Aha, jeszcze jedno: obejdzie się bez oklasków, laurek, honoris causów itp. zaszczytów tak obrzydzonych przez karykatury dawnych bohaterów - pupilki i pupilów dwóch systemów, w zależności od układu sił na świecie i czyje służby mogły wpompować więcej kasy w naszych "patriotów". Patrioci leżą w glebie, albo z trudem wiążą koniec z końćem - tak już ze 400 lat nam leci, i dobrze - bo kto wie, gdzie szukać, ten może spędzić czas w towarzystwie uczciwych ludzi. Mnie wystarcza satysfakcja, że osiągnąłem coś, czego nie umieli suto opłacani profesorowie typu Takisam-1997.




24.08.2014    Czy pszenica wie, że ją uprawiamy? Kojarzy czym są żniwa ? -A rzodkiewka ..orientuje się, że jest hodowana?

 A przecież są to organizmy żywe, nie jest to materia martwa. Czyli można hodować coś, co żyje - i to coś wcale nie musi o tym wiedzieć, bytując w niższym mianowniku ogarnięcia fazy. No więc właśnie sobie obczailiśmy w kosmosie taki przypadek - a więc takie rzeczy się zdarzają, obojętnie co ci powie nauczyciel.

  Piszę o tym bo przypomniało mi się, co mówił zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach geolog pracujący dla wojsk USA: Phil Schneider. Otóż na krótko przed swoją wielokrotnie przepowiedzianą i dostarczaną w ratach śmiercią oznajmił publicznie, że w niejawnych podziemnych bazach kręcą się Szarzy, którzy "kombinują coś ze żniwami dusz". Chodziło o nasze dusze, ludzkie.

 Jakże długo byłem pewien, że ci Szarzy to kosmici, i przybywają z innej planety. Kilka lat później dowiedziałem się, że pierwsze raporty o nich, pierwsze doniesienia ..wzmianki, i rysunki - dziwnie zbiegły się w czasie z otwarciem przez Alisteira Crowleya i jego kompanów portalu do innego wymiaru za pomocą słów-zaklęć dawnej magii, i zakazanego języka. Działo się to w latach 30-tych XX wieku, a portalu potem nie umieli już zamknąć. Pierwsza istota, która nim przybyła - wyglądała dokładnie jak Szarzy.

 Przez wiele lat myślałem, że na przestrzeni stuleci - ludzie błędnie interpretowali przybyszów z innych planet, nazywając ich demonami i diabłami. A może właśnie to my, nowocześni "mądrzy" - byliśmy w błędzie, wierząc w bajeczki o wesołych innych galaktykach - podczas gdy są to demony, które przybywają po prostu "z drugiej strony" ...?

  Tego nie wiem, ale im dłużej o tym rozmyślam - o tym że świat istnieje, te kule planet jakoś tak toczą się w tej przestrzeni same z siebie ..jaka to musi być siła, która w tym wszystkim porusza ..jakby żadna, zerowa - to wszystko musi się dziać w jakiejś Wyobraźni, we świecie jakby animowanym .??? -No i dlaczego kurde mam ręce, nogi, oczy, palce ..uszy - i dopiero teraz istnieję, czuję i mam refleksję, wrażenia - niektóre skrajne bądź dotkliwe.. A przecież nie oszukujmy się, równie dobrze mogłem istnieć i czuć, i cierpieć - nie mając tych wszystkich bajerów, dzięki którym jakoś się ciągnie przez dni. Ktoś mi to wszystko dał, i nie wierzę w bajeczkę o szympansie, co mu raz spadł banan i z tego się wziął David Lynch - podczas gdy obok paproć dalej tak samo rośnie. Nie dla mnie te kity, Franz.

  Tak że jestem przeciw nauce - nie tylko tej XII-wiecznej, nie tylko tej XVI-wiecznej i jej mądrościom, jej autorytetom - ale również przeciw tej XX-wiecznej i jej spadkobiercom, tak nieugiętym w samodzielnym w myśleniu, że nawet jak niedługo w Google Moon przyuważą Disneyland na Ksieżycu, a łazik na Marsie sfotografuje przez przypadek Legoland na horyzoncie - to płatni uczeni zgodnie jak jeden mąż będą tłumaczyli, że to odbicie nalepki z rury katalizatora, oraz interferencja magnetyczna pomiędzy splątanymi kablami w przekażniku satelitarnym. Jestem przeciw teoriom: o wielkim wybuchu, o ewolucji, i że wszystko jest fajnie - a nawet, że jawa to jawa; bo właśnie jawa jest gdzie indziej, i prawdziwe trwanie - a tu, to jesteśmy jakby w czymś pomiędzy życiem a snem, złudny świat w złudnym ciele ..tylko na końcu zostanie z tego to, czym jesteś, ta iskra - której nie dasz rady zgasić, i z tym wrócisz tam skąd cię tu wrzucono, na podobieństwo teleportacji w płaszczyznę kinowego ekranu filmu, który się rozkręcał ..jakby jakiś zwid (Przypomnij sobie swe pierwsze odczucia, będąc noworodkiem ..było się gdzieś indziej, potem znikopis pamięci - i nagle tu, jakby zanurzanie w długi-bajeczny sen.. nie dało rady nic z tym zrobić, powstrzymać tego procesu ..choć "tam" było lepiej, przedtem - ..każdego to spotkało)

  Choć przez tyle lat byłem mądry i czytałem gazety, ba - nawet dostawałem piątki i szóstki ...a filozoficze studia skończyłem bez jednej lufy, chociaż dostawali je ci, co dziś są doktorami - i prowadzą zajęcia, wdzięczą się do nich studentki.. Nie powiem, miła perspektywa; ale poza tym - tak jak trzeba zrobić coś grubego, żeby cię wzięli do gangu, tak i tam w Instytucie musiałbym pisać o Heglu, dywagować o Kartezjuszu ..podniecać się ich okularami liczącymi pięć wieków, zejść do ich systemu pojęć, pradawnego formatu Lego-DUPLO   (.prg)

 Bez jaj, byłem kiedyś jednym z bardziej pojechanych zawodników w mieście wojewódzkim, bo wiadomo każdy był młody, a co poniektóry również ....bany i z ością wskroś jaźni - ale tu już bym nie dał rady, co taka schiza to nie dla mnie. Poszedłem więc swoją drogą, i zawędrowałem w zwykłe życie między zwykłych ludzi. Jakoś ku..a nic nie poradzę - ale lepiej im z oczu patrzy, i każdy to wie albo może sprawdzić.

 I tak jak Bubka pobijał rekord o 1cm, tak wczorajszej nocy znów poszerzyłem swą kumację odnośnie tego, jak to jest z tym Wszechświatem - że istnieje, i czemu a po co ..skąd i do kiedy. Zaraz do tego przejdziemy, tylko wszystkim fanom dywizji 100.000 naukowców typu Takisam'2000 przyuważę: jeżeli żyjemy w świecie, gdzie jesteśmy hodowani jak pszenica, to całe to gadanie i pisanie profesorów NA PEWNO jest do kitu i zmylone, zmanipulowane żebyśmy byli "w bezpiecznej odległości" od prawdy, ustawiali te rusztowania z zapałek, i ślepe uliczki.

1. Najpierw wyobraźmy sobie, że czas jest jak ocean. Nie rzeka. -Nie kurde, Marian, rzeka. To jest bardziej jak ocean, taki wyobraźmy go sobie na pół planety, ze środkiem w okolicach bieguna. I my sobie tam jesteśmy, nasze życia.. nasza, powiedzmy ..hmm - historia; i tak dalej, itd. ..wszystko, co "w czasie" - tak naprawdę nie ma początku, ani końca, gdyby patrzeć na to w szerszej skali, z dalszej perspektywy. Bo to wszystko jest w tym oceanie, który nie początku, ani końca; choć owszem są w nim prądy.

2. Teraz dolepiamy tam przestrzeń. Ten ocean składa się nie tylko z czasu, ale i z przestrzeni. I my w tym jesteśmy.

3. [   Chwila, żeby sobie to wyobrazić    -  ..bo za szybko, to nigdzie nie dojedziemy   ]

   Terozki jeszcze dolewamy tam materię. Te trzy fanty są razem zlepione.

4. I to by było na tyle z pewników, tu już dalej mózg mi się trochę krzaczy: ale będę sugerował, najwyżej przyjdzie po mnie jakiś młody, który to poprawi, gdy będę starym dziadem ("Nie czekajcie znowu 400 lat, jak z Kartezjuszem..!") - mogą tam być jeszcze z nimi zlepione: myśli, byt, odczucia, liczby, słowa.. To wszystko tam jest, wewnątrz, tam gdzie my - wewnątrz tego oceanu, który możemy sobie już nazywać Wiecznością. I na pewno są tam też w tym pojęcia, takie jak "początek", "koniec".. one są dopiero wewnątrz, na zewnątrz ich zastosowanie nie ma sensu - tak jak, przykładowo, sekwencja bitowa która jest komputerową grą nie ma sensu na zewnątrz układów scalonych mikrokomputera.

  No to żeśmy poszaleli, i to by było na tyle. Wszechświat nie miał początku, ani końca - to jest taki jakby ocean, który składa się z czasu, przestrzeni i materii, a my jesteśmy w tym razem z liczbami, pojęciami i ..myślami - ale z tymi myślami to jest ciekawy motyw, bo to by znaczyło i wynikało, że myśli są połączone z materią i przestrzenią. Czyli gdyby umieć odpowiednio pomyśleć, można by przesuwać przedmioty siłą woli - tak, jak przesuwasz rękę. Ale to już może kiedyś w przyszłości rozpykam - albo lepiej nie, zasłona/kurtyna musi być ..bo już by sobie Ronaldo nie strzelił z wolnego, gdyby wszyscy poznali ten sekret.

  No, a teraz biegnę na najbliższy uniwersystet, łapczywie nachapać się i nałykać, co też oni tam piszą, korespondują między sobą - płatni mądrzy-kompatybilni i uczeni od sensu życia i Istnienia, żyjący sobie jak pączki w maśle za nasze pieniądze, skorumpowani we własnych sercach bardziej niż brudne gliny z pełnych koki dzielnic Warszawy, gdzie tam stoją te wszystkie wieżowce telewizji - bo ja jeszcze głupi nie jestem, i to widać kto na czym jest. To ja się wstydziłem iść na koncert nad Maltę, za młodu - a ci ze źrenicami jak tamburyny mają czelność prowadzić wiadomości na cały kraj ..to jaka musi być moralność tych dziennikarzy - te kurde, panie Edek?..





 Pytanie o początek - jest wewnątrz tego oceanu. Pierwszy i ostatni mędrzec - jest wewnątrz tego oceanu. Czas jest oceanem, nie rzeką z punktu A do punktu B. Pytania o początek czasu - nie mają sensu. Czas jest oceanem, który sam siebie obejmuje, sam się w siebie wlewa i wylewa, to ma troszkę więcej wymiarów niż gdy rysujesz muchę na tablicy - tyle ile jest maksymalnie, pełne kontinuum, my zawsze będziemy kojarzyć tylko część z tego wachlarza perspektyw, a już tym bardziej nasze słowa. Ocean czasu jest jednocześnie otchłanią kosmosu/materii, choć nie widać tego wprost gdy przenosisz wzrok ze wskazówki zegara na kubek. Ale tak musi być, w dali horyzontów galaktyk. Wszelkie słowa i pytania, i mędrcy, i wszystko co można sobie wyobrazić - jest wewnątrz tego oceanu, oceanu czasu, oceanu przestrzeni, oceanu materii, pełnego spektrum/kontinuum wymiarów - a to się nazywa Wieczność - i nie miała początku ani nie będzie mieć końca, to są tylko doraźne pojęcia mające sens w lokalnej skali mapy.

Świadomość, która istniała pierwej, ukruszyła cząstkę z siebie i tak powstałem ja, moje czucie i świadomość. To jest niezniszczalne. Nie mogłem wziąć się z niczego, i nie mogę zmienić się w nic. Tak jak liczba 1 nie może zmienić się w 0. Jestem niezniszczalny, jak liczba 2 - i równie stary. Iskra, która jest moją świadomością, jest połączona z Wiecznością pewnego rodzaju pępowiną ontologiczną. Nie są to jakieś moje bajania, które sobie wydumałem z nudów albo pod wpływem ezoterycznych książek - ale coś, co po prostu zczaiłem, dwie noce temu chłodnym umysłem programisty, drogą logicznej dedukcji i eliminacji.

Sorry Winnetou - nie będzie końca istnienia, życiem tu wieczny los wybierasz.


Powiedzieli nam, że czas jest jak film - najpierw czarny ekran, potem akcja, nazaś koniec - i wychodzisz, nikt cię nie widzi.. Opuszczasz życie jakby taką lepszą restaurację, wymykając się bez płacenia rachunku - za ręce, za oczy, za talenty ..za słuch, dotyk i zdolność refleksji = których, nie ukrywajmy, sam sobie nie skonstruowałeś.

Czas nie jest jak rzeka, czas jest jak ocean. Są tam owszem pływy, prądy i nurty, nawet wiry - ale nie ma początku i końca; to się nazywa wieczność. Lepiej widać to po drugiej stronie lustra częstotliwości materii, gdzie byliśmy przed narodzinami i będziemy po zgonie - co niektórzy pamiętają, w tym ja.

 I jak będzie wyglądała ta wieczność, nieskończoność w przód, trwanie bez żadnego końca na horyzoncie? Nie wiem, tu się jeszcze nie oskrobałem na tyle z "wiedzy" ze szkoły i gazet, i od naukowców - żeby móc sobie przypomnieć / zajrzeć, co mi się tli tam wewnątrz żywego kryształu istnienia, trwającego naraz po obu stronach snu. W razie czego dam znać, póki co macie tę stronkę - 7 lat zbierania różnych tropów, i jak po kolei wierzyłem w różne wersje. Milion ton materiału streszczeń czyichś ustaleń/knowań oraz tkania własnych introspekcji, klęska urodzaju znaków - której Herkules nie uporządkowałby przez 3 tygodnie, więc i ja nie dałem rady - leci tak jakoś "od końca", klikaj w małe linki - tam jest jeszcze więcej..

Obiekty nad Salem - rok 1952
Liczące ponad 3 tys. lat hieroglify ze Świątyni Nowego Królestwa w pobliżu Abydos w Egipcie
Niezidentyfikowany obiekt latający sfotografowany na granicy stanu Utah w roku 1970
Płk Gordon Cooper - najsłynniejszy amerykański astronauta przed lotem na Księżyc
Ufo na fotografiach
Ufo na malowidłach
Billy Meier
Ezoskorowidz
Phil Schneider
Pozorowana inwazja obcych
Cydonia
Brianstalin
Niezidentyfikowany obiekt nad Los Angeles - rok 1942
Liczący ponad 10 tys. lat ryt z alpejskiej doliny Val Camonica w Lombardii - tzw. pradawni astronauci
malowidło z Dalekiego Wschodu
Rejon Cydonii na Marsie - zdjęcia sondy Viking z 1976 r.
Jeden z obiektów sfotografowanych w rejonie Cydonii na Marsie
Kształt sfotografowany na powierzchni Marsa

Zestawienie ukrytych spraw na kwiecień 2014, czyli sprawy o których nie wiedziałem, choć skończyłem studia i liceum z ładnymi ocenami, i w ogóle koledzy uważali mnie za mądrego - za takiego, co dużo wie.

1. Żyje się prawdopodobnie wiecznie, a nie że film gaśnie ..czy jakaś reinkarnacja. Może być ta reinkarnacja, ale może też być, że po śmierci masz wieczność (eternity) - która się nie kończy ..jak powiadają. I w dodatku nie robimy tam za panów sytuacji, ale jesteśmy paliwem - zabawką, tarką, petardą .. dla istot pomiędzy nami a Bogiem, jeśli chodzi o strukturę magiczną. Te istoty nas nienawidzą, ponieważ zanim się pojawiliśmy - wszystko było git, a teraz cierpią - pokłóciły się z Bogiem z naszego powodu. Dlatego lubią nas torturować, i wymierzać karę - należność za przestępstwa i wykroczenia życia.  Jest też dobra wieczność, ale tam trafia jedna osoba na 1000 - i na pewno nie dzięki moim radom.

 Rodzimy się i żyjemy w totalitarnym napastliwym systemie, w którym można być czarnym albo białym, z lewa albo z prawa, gejem albo hetero - ale każde dziecko i każdy dorosły, jeśli nie chce mieć kłopotów i zastrzyków - musi uważać ten świat, w którym się spotykamy, w którym jeżdżą samochody i dzwonią telefony - za ten prawdziwy, "realny", jawę ..materialną esencję i faktyczną płaszczyznę istnienia, docelową planszę gry. Tymczasem ..uja prawda, jak się okazało. -Mnie też łatwiej byłoby twierdzić, że o.k. tak jest - i chociaż w tym zgadzać się z informacyjną karmą dla chomików, "wiedzą". Ale niestety, różne dziwne przeżycia ..tropy, sny i przesłanki - filmy wspak czasu, które widziałem zanim ..- skłoniły mnie do przeświadczenia, i wyżłobiły we mnie to przeświadczenie, jak Wielki Kanion, jak Mariański Rów - że jednak to, w czym jesteśmy, w czym zbudowaliśmy Internet i wydrukowaliśmy książki - to jest bardziej "przebłysk-przedsmak-przesmyk Wieczności", .."przedpokój wyobraźni Boga", bardziej mgła - niż materia .. jawa bardziej niż sen, coś w rodzaju animowanej Wyobraźni - Czyjejś ..

  Nie, nie jesteśmy tu naprawdę - gdzie indziej jest bardziej Naprawdę. Tu to jeszcze nie jest w ogóle naprawdę, to jest "zanim". Coś jak kolarze w wyścigu na hali, jadą najpierw okrążenie gdy jeszcze nie liczy się czas.

  Teraz wyobraź sobie bibliotekę, jaką chcesz - może być nawet miejscowa, w twojej gminie; może być jakaś największa - nie wiem, może paryska, waszyngtońska ..spalona egipska. Widzisz te regały, a na nich nieprzeliczone woluminy? -W ilu zdaniach jest tam napisane, że nie tu istniejemy naprawdę? -Pięciu? Czterech..?

 Oto ta nasza wolność. Świat nasz jest wolny, dla każdego - dopóki nie twierdzi inaczej. Każdy może robić co chce, i myśleć co chce - dopóki nie twierdzi, że wszystko jest kłamstwem, iluzją, nie o to chodzi - nie o władzę, nie o złoto, nie o seks .. ani nawet że ci wszyscy przyklasną, i powiedzą że jesteś fajny. Żyjemy w świecie wysokiej rozdzielczości - to jest rozdzielczość 1024 kłamstwa na 768 źle zadawanych pytań.

  Gdzie indziej prawdziwy świat - tam większość z nas trafia na hak. Okazuje się że oni to wszystko podliczali, co żeśmy tu robili - każdą, kurde, pierdółkę.

 I podobnie jak my świń pchanych w rzeźni, staramy się przedwcześnie nie uświadamiać co do ich losu ..

  tak istoty, które zawiadują naszą Małą Fabryczką - chcą, żebyśmy jak najdłużej myśleli, że wszystko jest fajnie.

 Każdy chyba kiedyś sobie pomyślał: "-O, jak to fajnie że istnieję .." A może to właśnie był pech?


 Zdołowałeś się, czytelniku? Szkoda - sorka, wpierw planowałem zrobić stronkę "fajne myśli, które każdego podniosą na duchu". Może ludzie dawaliby sobie linki, i zyskałbym popularność, a za dwa lata fotel jurora w tv show, i siano za miny z licealnego teatru.

 Ale wyszło inaczej, to tylko mogłem napisać - co uważałem za prawdę. Teraz wrócisz do siebie, do innych stron www, może do telewizji - do przyjaciół, na spacer. Ale kiedyś, podobnie jak ja i my wszyscy - przejdziesz przez kurtynę Wieczności. Jakie skarby duchowe tam przyniesiesz - ..czy li tylko zmarnowane talenty?


Jeszcze taka rada: zbierz sobie w głowie różne wersje-wykładnie-hipotezy. O tym, że nie ma Boga.. że jest reinkarnacja ..że jest piekło i niebo, a w to drugie i papież często nie trafi. Z łatwością sobie poszeregujesz w mózgu, te wersje w zależności od tego, ile od ciebie wymagają - czy można ..chać, .pać i zapijać się co drugi wieczór - ..czy wręcz przeciwnie, na klęczkach przed każdą nocą, a cały dzień pilnować się, żeby mieć schludne myśli. Wybierz sobie tę wersję najłatwiejszą, i najtrudniejszą. [To taka psycho-zagadka, trzymasz w rękach "Świat Młodych" - wydanie "Bazar":] -Jak myślisz, która z nich jest prawdziwa? -..tak nie pod kątem treści, ale patrząc w wymiarze

"łatwe/trudne" (pi r kwadrat) "prawdopodobne"

Bądź człeku szczery ze sobą, chociaż ten jeden raz - nieważne co żeś se wkręcał, znowu przez cały dzień;
znam te filmy, widziałem dżiny - nazaś prują się nitki miny .



2. W Smoleńsku doszło moim zdaniem do uprowadzenia naszego prezydenta, choć nie wiadomo czy to o niego chodziło; nie byłem z nim związany emocjonalnie - myślę że ok. rok później jeszcze żył, gdyż tak mi się przyśniło; i był to dziwny sen, gdzie napotkałem wersję której mój umysł nie dał rady zaproponować. Możecie mnie zgnoić, zamknąć, skazać na banicję - a nic nie poradzę, że to wydaje mi się najbardziej prawdopodobne. Ciekawy motyw z tym "klonem Tuska", którego Putin zabrał tam na spotkanie "na gorąco" (fotka) .



 Klonowanie przywódców Azerbejdżanu jest możliwe i my byśmy to zrobili, Polska, nasze służby - gdyby od tego zależało obronienie naszych Ziem Zachodnich; mielibyśmy już klona, chodziłby po Parku Łazienkowskim. Samoloty zostały podmienione - jak wskazywał Eugeniusz Wróbel, wkrótce zamordowany przez osobę zapewne znajdującą się pod wpływem broni psychotronicznej - które również istnieją, nieważne że nie ma o tym w gazetach i nie było w szkole.

  Pewności nie mam, że tak było - może było inaczej .. Ale z różnych opcji, uważam tę za najbardziej trzymającą się kupy. -Podobno gdzieś w galaktyce Oriona skonstruowano sto miliardów superkomputero-androidów dwusuwnych typu "poseł - ekspert telewizyjny ". I żaden nigdy nie zaproponował tej teorii, nawet po uruchomieniu generatora losowego 1000 razy w każdym obwodzie elektronicznym. Choć hipotezie takiej nie przeczy ani logika, ani stan nauki (nawet) publicznej. -Dziwne, nie wiem - może to tylko legenda?
Może cały Orion był hologramem - a tak naprawdę żyliśmy gdzie indziej? W galaktyce Żaby, co kumkała - gdy inne się odzywały, a siedziała cicho gdy się nikt nie wyrywał?




3. Kiedy miałem 17 lat, tata przyjechał z Poznania z jakiegoś szkolenia, i mówi że tam był gość, i takie kartki dawali. Ja patrzę, a tam napisane: "Polacy !!! Obudźcie się!... Naszym krajem rządzą obcy" - i dalej lista na dwie strony, że niby Balcerowicz, Suchocka, Geremek i tak dalej - wszyscy moi bohaterowie, czytałem wtedy codziennie "Wyborczą" - ale ba, w ogóle wszyscy ..prawie wszystkie osoby z życia publicznego były tam wymienione - że oni sobie pozmieniali nazwiska, i tylko udają Polaków - a tak naprawdę mają inną narodowość.

  Rzuciłem okiem, ile tego jest - i myślę, "niemożliwe .." (była to tzw. lista Świtonia). No rozumiem paru, ale niemożliwe żeby aż wszyscy. I tak też powiedziałem tacie, z zażenowaniem oddając mu tę kartkę, i więcej o tym nie myślałem.
 Wiele lat później dowiedziałem się, że jakiś tam powiedzmy Borowski - faktycznie się nazywał inaczej. I następny ktoś, i następny ..Kiedy doszedłem ilościowo do połowy tamtej listy, zaczęło mi coś świtać, czy może dymić.

 Po roku 1945 potrzebni byli Polacy, którzy chcieliby współpracować z okupantem. Tłumy nie waliły drzwiami i oknami, a już na pewno nie z tych oczytanych; wyjątek stanowili reprezentanci różnych mniejszości narodowych, które nie miały tu patriotycznych dylematów. Napiszę teraz dokładnie, o jaką mniejszość chodzi: Żydzi. Tak, Żydzi - i nie jest to antysemityzm, a jedynie fakt historyczny. Na przykład w strukturach Urzędu Bezpieczeństwa stanowili pomiędzy 64% a 80% kadr.

 Podobno po wojnie powszechnie było między ludźmi powiadanie, że "Stalin oddał Polskę Żydom". Ale to już nie wiem, czy to prawda - podobnie jak z tym płonącym krzyżem, który również jakoś w tamtym czasie, był widziany na niebie przez wiele osób z różnych krain geograficznych naszego kraju.

 Mam nadzieję, że ci Żydzi później jakoś sobie poszli, i nie starali się ułatwiać drogi w strukturach władzy ew. mediów swoim dzieciom, czy pobratymcom. Sądzę, że teraz już wrócili do sterów Polacy - i nie mogę sądzić, pisać ani mówić inaczej ..bo to już byłby antysemityzm, szowinizm i w ogóle, sprawa karna na ryju i ostracyzm społeczno - medialno - towarzyski, "poniżej poziomu" studentów i aktywistek- szkieletorków o szparkowatych, poziomych oczkach; a nie jestem jakimś Palestyńczykiem, żeby chorować na antysemityzm.

 Zaraz byłyby "Halt !", szturm do drzwi i kajdanki - na mocy prawa Unii Europejskiej, do walki z faszyzmem i nietolerancją. Ładnie żeśmy się urządzili - brawo, idę klaskać tam gdzie rozdają laurki. Przynajmniej jest ta wolność, za którą tylu zginęło - no nie, Stefan? A teraz spierdalaj...

 Nie, jest dobrze.

Już nie daję sprawy nr. 4, ale może tak półgębkiem - jako post scriptum .. Będziemy mieli wjazd, zostaniemy zbrojnie napadnięci. I nie, nie przez Rosję. Jeżeli nie Rosja, to kto? Ależ jak to kto - "przyjaciele". Stanie się to już za naszego życia

 Listę przygotował były komputerowy suchar, później magister filozofii, po drodze pener, lumpen-obieżyświat i rozdawacz przekolorowanych spojrzeń - dziwoląg, co chodził zawsze własnymi drogami; żył niezdrowo 15 lat, a wczoraj odebrał wynik prześwietlenia klatki piersiowej - i nie ma tam jednej rysy .. więc to był właśnie zdrowy tryb życia, robić to do czego ciągnie - a nie, jak radzą inni, doktorzy i inni od umierania, pracownicy tego sektora przemysłu; dodam tylko jako ciekawostkę, że 12 lat temu wynik prześwietlenia płuc miałem jakiś inny - cały dół w jakimś syfie, białe plamy mazi - niepokojące dla kogoś, komu kipnął w rodzinie bliski krewny, któremu wyszła podobna fotka; więc posłuchałem głosu z wewnątrz i nie poszedłem do lekarza, choć to ceniony doktor skierował mnie na owo prześwietlenie - bo bałem się, że wkręcą mi jakąś chorobę, zacznie się leczenie itd. - a wtedy skończę jak inni, którzy dali się zwabić na tę drogę. Więc nie poszedłem nigdzie, i dziś nie ma śladu po tym syfie - cokolwiek to było. Aha, przyznam że stosowałem chemię - ale nie taką dotowaną przez Ministerstwo Zdrowia! ( od której organizm słabnie, że aż wypadają włosy - więc gdzie mu do walki z choróbskiem; ja stosowałem chemię zwalczaną, wykpiwaną ..zakazywaną - której mój organizm pragnął, po której czułem się lepiej; dziś nic mi nie dolega, mogę biec wzdłuż rzeki ..właściwie czasem biegnę, zamiast iść - tak po prostu, choć jako dziecko zmuszane do wizyt u lekarzy i brania lekarstw - i z tym miałem problemy, że nawet odradzano mi w-f, ciula ze mnie próbowano zrobić waflowego, wszystko wg wiedzy "uczonych" - i oczywiście żebym nie miał psa, bo z czasem nieuchronnie pojawi się alergia. Jakoś nie nastąpiło to przez 25 lat odkąd przyszedł w dom pierwszy pies, a gdy czułem się najgorzej, najbardziej zmiażdżony i zdołowany - tylko przytulenie głowy do psa pomagało, i to od razu. Miałem też problemy z sercem - kłucie; po odstawieniu napojów energetyzujących - problem znikł, raz na zawsze. Ale te reklamy są dozwolone, to jest w sklepach .. Dziękuję Unii, i dziękuję rządowi - "pogromcy dopalaczy" - za to, że jeszcze nie zamknęli granic, i w razie czego będę mógł wyjechać. Bo ja nie piję nawet jednego piwa na rok, nie potrzebny mi taki ogłupiacz-zamulacz ..nie jestem "normalny", ani porządny jak miliony w 1939 r. )

c.d.
c.d.2
c.d.3





Phil Schneider
* władze większości krajów co najmniej od połowy XX wieku wiedzą o aktywności obcych na Ziemi i wspólnie próbują stawiać temu problemowi czoła, oficjalnie pozorując ignorancję wobec tematu i wzajemne antagonizmy, uzasadniające wysiłek militarny

* na całym świecie istnieje ponad 1400 międzynarodowych tajnych podziemnych baz wojskowych oraz tunele pomiędzy nimi, wydrążone przy użyciu nieznanych publicznej nauce technologii; od ponad pół wieku istnieje "drugi pas" technologiczny, wyprzedzający jawną wiedzę o stulecia dzięki wdrażaniu pozaziemskich technologii

* współczesne trzęsienia ziemi, katastrofalne huragany czy niezniszczalne choroby "sprawiające wrażenie inteligentnych i zaprojektowanych" to po większej części nie sprawki natury, ale karty z talii ukrytych kręgów rządzących, dysponujących osiągnięciami tajnych laboratoriów i składających się z osób postrzegających się w roli zbawców zagrożonej przeludnieniem planety, gdzie nikt inny nie ma odwagi wziąć na siebie takiej odpowiedzialności.

* codziennie w przynajmniej kilku krajach zestrzeliwane są "latające spodki", a wraki zakopywane są na miejscu lub dyskretnie transportowane na ustronne składowiska; od wielu dekad trwa ten proceder - według Philipa Schneidera (R. I. P.), który być może nie miał racji pod wieloma aspektami - ale coś musiał wiedzieć, i o tym mówić, skoro miał ponad 40 dziur po kulach w samochodzie, a popełnił samobójstwo chociaż naokoło zapewniał, żeby nie wierzyć gdy się usłyszy że to zrobił.
naukowcy - płatna mafia aktorów nadziewana naiwniakami Zmutowany porucznik "Pik" w postindustrorbitalnej knajpie dla emerytów, na takich wczasach na Księżycu 'Nowy Radom - 2038'. Zauważyłem na międzygalaktycznym sterowcu popiersie gen. Jaruzelskiego [ ja, wyobrażony Lem - nowy odrzut z Warszawy, prosto po liceum prawie dziennikarz niby Ryszard Kapuściński po wojnie, świeżo upieczony reporter]. Pik spotyka tam kapitana Barkę i tako rzecze:

My ludzie jesteśmy po jednej stronie tu, a po drugiej stronie w WIECZNOŚCI - gdzie nieśmiertelnie płyniemy, niby we animowanej legendzie. Nieskończenie liczymy się rodzajem iskier, warci w rachunkach sumień - innych los jest smutny, zaskakująco okrutny, co uwierzyli naukowcom że przypadkowe z nas twory między kryształkami, których mogłoby nie być.

Jesteśmy żywymi lustrami o skomplikowanych wzorach, pojawiających się ruchach plazmy wzajemnej gry spojrzeń - uwzniośleń i zgorszeń: my ludzie jesteśmy jak gdyby hodowcami żywej bakterii, przenoszącej się z oczu do oczu - i to coś ma wiele odmian, są bardziej przyjazne oraz mniej szlachetne dla środowiska.. rodzaje tego czegoś, co poznasz po szlachetności przechowującego ją człowieka:
Kosmiczna energia, prawem istnienia przychodzi po to, co z Nią zrobiłeś - tak, Burka - to ty nią byłeś.

 Skąd niby po co tu jedziemy - najważniejsze jest wiedzieć, inaczej niż wszystko zwodzą ..
Wystarczy trochę wiedzy i odwagi, aby się pokapować - że odkrycie w latach 20-tych XX wieku przez naukowców faktu, że chlorki i fluorki powodują w ludzkim mózgu "zabetonowanie" gruczołu zwanego "Trzecim Okiem" - zostało wykorzystane przez arystokratyczno-starobogackie grupy trzymające władzę, aby obniżyć poziom inteligencji "mas" - co w założeniu ma im pomóc dłużej utrzymać się na folwarku i przy joysticku.
* jestem częścią Wiecznej Istoty, kropelką. Po drugiej stronie jest wieczność, tu tylko płynie czas. Co się ze mną stanie, zależeć będzie od tego w jakim stanie będzie kropelka, którą jestem - co z Nią zrobiłem, tzn. z Sobą?


Początek czasu, wielki wybuch, srutu-tutu... Za sto lat nie zostanie ślad z tych bredni, chyba że w anegdotach dotyczących dawnych wkrętek, obok tej że Ziemia spoczywa na żółwiu. Nie było początku czasu, to inaczej jest; nie tak liczba Pi wydobywa się z dziesięciu palców szympanso-Einsteina!

Ja wiem, i odkryłem to na nocce w fabryce - nie na zebraniu profesorów.. Otóż jest sobie wieczność. Wieczność jest, wieczność była, wieczność będzie - a gdyby istniały inne słowa, o dalszym zakresie, to też by się nadawały. Czas to jest tylko bąbel, taki sobie pęcherzyk na tej wieczności - mały pryszcz; on ma, owszem początek - ..i będzie miał koniec. Kosmos, powiedzmy, naszego materialnego świata - może również, razem jakoś ..- ale to już nie wiem, nie sięgnąłem umysłem i w ogóle tam nie sięgałem, może kiedyś po latach - jak będę pracował w innym zakładzie.

  Ale na razie mamy tę Wieczność i czas rozpykane. Wieczność to jest takie jakby koło.. może pierścień, czy wąż zjadający sam siebie - no, może powiedzmy koło, i to się toczy.. Nie miała wieczność początku, ani końca - jest od zawsze, i będzie zawsze - i poza zawsze.

 Świat zawsze istniał, i nigdy nie przestanie istnieć. To jedyna kurna opcja, jeśli się nad tym tak szczerze w spokoju ducha zastanowisz, i uprzytomnisz o jaką tu stawkę biega.

 W tej Wieczności jest sobie Czas, i tu już powiedzmy dla uproszczenia - niech będzie tak, jak sobie twierdzą naukowcy; może i tak jest, ja nie wiem - nie mam nawet teleskopu. Ale mam w głowie inny sonar ontologiczny, który długo długo pracował - i kiedy wreszcie namierzył kształty, to zaraz tu relacjonuję wam mapę. Za dużo wszak dalej nie ma:

  Ot, tylko - że kiedy czas pryśnie, to my nie pryśniemy. Czas, świat, czasprzestrzeń - jak kto woli - był/jest tylko jakby błoną bańki mydlanej, która oddziela nas od Wieczności/Istnienia, które było przed czasem i będzie po czasie, i zresztą poza takimi słowami. Gdy czas zmieni fazę, my się ockniemy w wieczności - gdzie jesteśmy na zawsze, bo to jest jakby takie koło, które się toczy ..i nie będzie końca.

  Tak że z tym naszym istnieniem, i w ogóle świata wokół - to nie jest żaden odcinek, od punktu A do punktu B, ale bardziej jakby okrąg, składający się z nieskończoności punktów - chwil. (Ile trwa chwila ..?)

  Nie wiem kto im tak wkręcił z tym odcinkiem. Przecież wszędzie wokół masz nieskończoność: liczby - nieskończoność; znaki - nieskończenie wiele można wymyślić; pomysły - to samo; rodzaje życia - weź daj spokój; sny - itd. itd. ... wszędzie wokół otacza nas nieskończoność, nie ma że gdzieś jest policzalność. (jest nawet nieskończoność dowcipów, teorii, ..marzeń, -..muzycznych dżingli -:; sposobów spojrzenia komuś w oczy ]] Nieskończoność fabuł komiksów...


 Wszędzie wokół jest nieskończoność i my w tym jesteśmy, w Wieczności - nie ma, że nie chrupie bułeczka i pójdziesz do innej piekarni; tak już jest i finał, teraz lepiej się wziąć za siebie - bo to wszystko ma jakiś sens, I KAŻDY TO WIE - - a cały świat cię odwodzi, i odwodzi .. gdyż ci, którzy sterują tym teatrzykiem, usiłują - i nieźle im to wychodzi - skupiać twoją uwagę po kolei na wszystkim, tylko nie na tym, O CO BIEGA.

  A ja nie wiem, o co biega. Ale wiem tak jak każdy, w głębi ducha, że o coś biega - i na pewno nie o to, co pisze w kolorowej gazetce ..

 Dodam tylko jakie to dziwne, że mam ręce i te palce ..nogi, dzięki którym mogę chodzić - oczy, uszy ..kur*a, zajebiście..:- a przecież gdyby tego wszystkiego nie było, to prze*ebane jak w ruskim czołgu, a też tak mogłem istnieć - też tak mogłem zaistnieć, trwać i czuć że jestem, i wtedy nie byłoby tak fajnie. Ktoś mi to wszystko dał - i nie, uprzedzam pytanie, nie byli to szympans i banan. Ktoś o mnie zadbał, wymyślił to wszystko dla mnie i sprezentował - ja sam sobie zębów nie zaprojektowałem, nie pomyślałem zawczasu o języku i nie wyhodowałem go. Urodziłem się już z tym wszystkim, we wehikule. Bo to jest tylko wehikuł; jesteśmy bardziej, jak pilot w samolocie - twoje ciało to myśliwiec, kiedy się wyeksploatuje po prostu je opuszczasz. Ale możesz, możesz pilocie wyjść z myśliwca - i będziesz dalej żyć ...



Co wiedział Jaruzelski? -Dlaczego jednak przyjął ostatnie namaszczenie, w ostatniej chwili przed śmiercią?

  Przecież jak się jest takim generałem, dowódcą państwa, to się wie wszystko o tym co leciało w chmurach, Węgrzy znaleźli w kopalni a nasz szpieg słyszał u boliwijskiego biskupa. Amerykański bohater płk. Gordon Cooper mówił bez podniecenia, że codziennie na radarach wszystkich państw fruwają setki niezidentyfikowanych obiektów, których nie można dogonić - ..ani nic. Ufo czy srufo - oni wszyscy przecież musieli to wiedzieć, znać raporty również z innych wydarzeń na cmentarzach, w bunkrach poniemieckich, w szpitalach, w górskich jaskiniach ..czy tam w Katowicach, gdzie we bloku latały żelazka wokół dziewczynki.

   Taki generał musiał wszystko wiedzieć, a i zapewne milczeć - żeby mu się nie zmarło nagle jak tylu nieodżałowanym międzynarodowym mężom stanu, których zabrakło w wyniku zderzeń i odkształceń wehikułów. Jakoś to musiał sobie w głowie układać, ale nie oszukujmy się - gdyby nawet chciał uwierzyć w Pana Boga i pójść sobie jeden raz do kościoła, to zostałby rozpoznany - ..i jak czułby się wobec tysięcy ludzi, którzy przez tyle dekad go podziwiali i razem z nim budowali tę Polskę?

 A jednak w ostatnim momencie przyjął te sakramenty; o czym wiedział - o czym nie wiedział - a dokąd trafił, i dlaczego teraz kiedy o nim myślę to czuję, że wciąż gdzieś istnieje we innej częstotliwości transmisji?



"Świat ten jest miejscem próby"

   Ślepi znaleźli głuchych i powiedzieli "Pójdźcie, będziecie mam klaskać gdy mówić będziemy do śpiących". A to my śpimy, i w tym śnie - wielkim śnie, takim jak ten w nocy.. tylko o wiele dłuższym, w którym też, jak we śnie codziennym, wydaje ci się że to jest naprawdę ..tyle razy się na to nabierasz, i za dwa dni znów się nabierzesz nie pierdol - "to myślisz, że teraz byś się skapnął". Wiem że w to nie wierzysz, w głębi serca wątpisz - tak jak ja; i dobrze bo prawdopodobnie śpimy, w jednym wielkim śnie - a tak naprawdę to jeszcze gdzie indziej jesteśmy niż tu, gdzie myślimy "aha, jestem na Ziemi" - co rano budząc się ze snu, kaj w rzeczywistości to był jedynie sen we śnie, wiele snów we śnie jednym to się nazywa życie - a faktycznie to jest tylko jedno wielkie kimono, podczas gdy w istocie to my jeszcze gdzie indziej się znajdujemy.

Gdzie? -Nie sprzedam za tysiąc, nie powiem za milion - nie wydam za miliard. Ale oddam za darmo, bo polskie me serce - nie ku poniewierce odległych ludów, żebym sobie mógł jeździć jeepem w tę i nazad.. trąbiąc.
  W Wieczności. W wieczności się znajdujemy, i tylko tam tak naprawdę możemy istnieć, trwać - fakt, że w ogóle jesteśmy, to jest trop. Ale nie dowód. Bo dowód jest kur*a inny:

 Naukowcy źle powiedzieli, że teraz trwamy - a po drugiej stronie lustra śmierci/narodzin jest nicość. No większej bredni nie słyszałem w kiblu na wyścigach koni, i tam by nikt w to nie uwierzył. Nicość nie pączkuje jak jabłoń, kwiatami życia ani owocami trwań. Nicość nie daje przeżyć i losów, niby to z kotła nalewałać miałaby się zupa.

  Wieczność daje. Po drugiej stronie lustra czasu jest wieczność, bando głupich naukowców - którzy powinniście teraz dostać wszyscy mandaty. Wieczność to jest taki czas, rozciągnięty we obie strony w nieskończoność - tylko że to są dwie różne nieskończoności, pierwsza jest jakby zaraniem.. wirem-źródłem - - a druga biegnie hen w dal, by potem objąć sferycznie tą pierwszą.. Czas w czasie, dziecko z mleczkiem w mleczku z dzieckiem.

  [ Jeżeli czas jest rozciągnięty jeszcze we więcej stron niż dwa końce - to to już jest poza moją wyobraźnię, ale jeszcze mogą być boki ..i jakoś inaczej, w górę - a to by były możliwości wyborów/wielo-światów -.. i nasze życia, jednostkowe tory filmu "czuja". ]

  Ale to wszystko i tak jest jedno wielkie równanie, które sobie rozpisał Pan Bóg - wymyśliwszy parametry.

  Tam gdzie jest Pan Bóg, tam jest i szatan. A oni są sprzed początku czasu, tak że tam gdzie oni są to wychodzi zanim "zanim", zanim czas i początek, zanim powód i przyczyna.

  Tak naprawdę to my i tak tam też okażemy się być, niby zewnętrzu pisanki - chociaż to my byliśmy tym światem, więc może nie przesadzajmy, że będziemy istnieć tak samo jak to co było przed nami, przed "przed" i przed "było".

  Koniec transmisji - faza peryskopu zasięg '2079, panie kapitanie.
Sięgłem sięgłem umysłem ..dalej niż Bubka butem - we ruinie miasto, co dało tę hutę.
Płoną płoną kina, świecą też jeziora - ten, kto niepokorny, z błyskiem w oku skona.

machlojka łopatki, spirala czasu bazy fazy - matki praarki potopu przed-powodu prądu przewodu transmisji - przesyłu, emisji, genezy wiru - przemysłu, normalnych i świrów - bez świrów osy nie miałyby klastrów ani miodu, nie było literek - nie znali powodu; nie było pozornych pytań nim nie wymyślili znaczków - dziś mniej wie człek od robaczków, bo źle go zwiedli - ze liter w toń liter powiedli, w dal przewlekli - zbyt wiele razy następny raz w las znaczeń doroblili klucze, ja wpadłem: " zbyt długo się uczę".

Oceany ich literek przemierzyłem, umysłu okrętem co miał trampki z tranu wieloryba innej dali fazy, tęczy bagna marzenia - mocy co zmaga armię, wilgnego łąk tchnienia; z rana - kędy Polska ziemia, krwią i łzą pijana - do szczęścia, z codziennej rosy snów polskich jej synów, znanych co dzień z małych, raptem z niesłychanych czynów.

 "Należy znieść moratorium na badanie organizmów zamieszkujących ludzi w sferach oczu i mózgu, pasożytów których nie widać pod mikroskopem - pasożytów jaźni, wirusów ego ..albo jak nie wiesz o co chodzi, to se ku%wa idź do marketu i tam patrz ludziom w oczy, wszystkim się gap ..- szybko poczujesz, że coś jednak wlewa się w ciebie z niektórych co bardziej tłustych albo i szparkowatych oczu ..Coś niedobrego, nieprzyjemnie ci się zrobi i spuścisz wzrok - chociaż miałeś patrzeć, umawialiśmy się. Coś jednak Biedronki dały Polsce, tam możesz każdego dnia zrobić ten eksperyment - tam się nikt nie obraża, ni nie awanturuje bo prości ludzie są najporządniejsi - ci biedni; albo ew. to porządni się nie dorobili, ci uczciwi i uprzejmi są biedni w tej wolnej ("chyba od zakładów") i niepodległej ("termin ważn.") Polsce - za którą se przyznali tyle laurek, w czasie gdy otaczające nas państwa się coraz bardziej z nas cieszyły i rosły im oczy, i niedługo już zaczną na nas patrzeć jak na prawie gotowe ciasteczko.

Niby to chomik w trawie, tak szperając w necie tu i tam ..dzień po dniu - powiem wam, że coraz więcej stron www zawiera zdania wyrażające opinie, że wrak w Smoleńsku to nie jest ten samolot, którym leciał nasz prezydent. Z miesiąca na miesiąc, po prostu zwolenników tej wersji przybywa. Może ludzie nadal będą ginąć, może przestaną ginąć; może będą ginąć papugi, albo szafy - ale i tak, i tak tego nie zmienią, bo zwolenników tej opcji przybywa.

  Ja osobiście już od dawna uważam, że prezydent L.K. nie zginął tylko został uprowadzony - ale nie dlatego, że tak wydedukowałem, tylko bo tak mi się znienacka przyśniło ok. rok po 10-4 ..gdzie z lekkim zażenowaniem i zdziwieniem odnośnie naszej zbiorowej naiwności tłumaczyło mi to ok. 800 Rosjan w jakimś niesamowicie długim wnętrzu pałacu, nie wiem to chyba było pod wodą - a ze snu wynikało, że para prezydencka jeszcze żyła. Choć takiego odczucia nie miałem co do większości reszty pasażerów. Ci Rosjanie lubili Polaków i podziwiali nas jako naród, uważali jakby za bardziej wzniosły i wykształcony od swojego, byli życzliwi - tym bardziej dziwili się, jak łatwo daliśmy się w miliony zahipnotyzować, nawet najwybitniejsi z nas.

 Nigdy wcześniej ani potem nie miałem takiego snu, ani nie byłem w podobnym miejscu, ani nawet nie śnili mi się Rosjanie, choćby jeden. A sprawą smoleńską nie zajmowałem się i w ogóle nie komentowałem tego na stronce, chyba ponad rok od momentu zaginięcia naszych w akcji - bo po prostu nie wiedziałem, co powiedzieć.. może intuicja dobrze podpowiadała - że to ani be, ani me ..ani katastrofa ani zamach - tylko jakoś w świadomości nie potrafiłem tego zestawić w "no to co". Dopiero ten sen skłonił mnie do poszukiwań, po których faktycznie ze zdumieniem odkryłem - że więcej przesłanek potwierdza tę wersję wydarzeń, i że ona faktycznie trzyma się kupy nie tylko "w miarę, w miarę .." - ale nawet bardziej, niż tamte opcje rozgłaśniane do wyboru.

 Polska potrzebuje kuchenek atomowych, nie żeby zbombardować Pragę i zniszczyć na zawsze czeskie piwo - bo my tacy nie jesteśmy, nie napadamy innych ani nie porywamy ich A. Walentynowicz - ale jako czynnik odstraszania, broń defensywno-asekurująca, gwarancja pokoju. Nasi przyjaciele zza Odry, którzy we wszystkim nam dobrze życzą i też są za pokojem, za spokojem, a nawet za zniknięciem granic, rządów i armii .. na pewno nas poprą, bo to co dobre dla nas - jest dobre dla nich, przynajmniej cały czas tak twierdzili; więc skąd nagle mieliby chcieć, abyśmy byli słabi, i każdy mógł nami pomiatać - porwać premiera, a jego limuzynę oddać 7 i pół roku później, bo ich Columbo miał słabe trampki a starał się oszczędzać na tramwajach, jednakże bardzo chciał nam pomóc i do końca wyjaśnić co się stało z premierem, albo dlaczego potem było dwóch, trzech takich samych - i jeden jechał koleją gdy drugi przemawiał w Gdańsku, a jeszcze trzeci w tym czasie rozmawiał w studiu tv - a każdy był taki sam, DNA się zgadzało - więc nie ma dowodów przestępstwa, i prokuratura musiała umorzyć sprawę.
 Jeśli zapadniesz w śpiączkę jak Seagal, i się obudzisz z brodą - to sprawdź w gazecie: mamy rdzenie - Polską już rządzą Polacy. Nie mamy, nadal z nami jadą i plują nam w kaszę - jeszcze nie odzyskaliśmy niepodległości, rządzą matrioszki lub płatni/szantażowani zdrajcy ..ew. solidaruchy-naiwniaki "pożyteczni głupcy" dotowani z UgEr, albo klony lub robotoidy. Przynajmniej nie Szarzy - dosyć mamy różnych ludzkich przyjaciół, ciekawych państw urobionych po łokcie w naszą historię, dzieje, terytorium i kulturę - gościnność. Ciekawe że przed wojną jakoś wszystko mieliśmy, minerały, surówkę, miedź ..i niedługo byśmy eksportowali węgiel na Księżyc - a teraz nagle próbują nam wmówić, że jesteśmy energetyczną pustynią; niedługo udowodnią nam że powinniśmy importować bursztyn, podpiszemy bardzo korzystny kontrakt.

 Świat poszedł do przodu.. Pamiętacie "Terminatora" i lata 90-te.. ? -Zauważyliście, jak ostatnio zrobiło się cicho o klonach i androidach, cyborgach i sterowaniu umysłem - dzieci z gimnazjum już nie wiedzą, co to jest i z czym się to je. Potem oni dorosną, my wymrzemy.. Czyż nie tak wytarto nam pamięć i kazano się śmiać z prawdy o pochodzeniu naszego narodu, że dziś nikt by nie wiedział - gdyby nie dziwny efekt podczas oglądania filmów kręconych w Teheranie?


18 VI 2014 Gdy byłem mały, u kuzyna we Wrześni widziałem raz dobranockę, w której występował Pumpernikiel - był to zły stworek, który skradał się zza drzewa i źle patrzył, kombinował, czyhał. Potem w drodze samochodem do domu - a były to czasy, kiedy wzdłuż dróg były drzewa, zanim przyszli "mądrzy" i je wycięli, że zrobiło się u nas jak byle nigdzie, jak w Holandii gdzie okradli morze - z sumiennością kontrolera lotów obserwowałem ze szczerym lękiem i niepewnością każde drzewo, bo wydawało mi się że on może czaić się za każdym pniem. Długo bałem się tego Pumpernikiela, aż w końcu udało mi się o nim zapomnieć, aż parę lat później urosłem.

 Potem Predatora, bo wokoło stadionu był żywopłot, gęsty i większy ode mnie - zanim też został ulepszony w zwykły płot ..on mógł tam być, mógłby. "Ale przecież ja nie mam broni "- powtarzałem sobie, siła dziecięcej wyobraźni.

 I to by było wszystko, potem już się niczego nie bałem. Bo zawsze czułem, że jest ze mną, za mną ..jakiś Duch - na ramieniu. Miałem jakby ułatwienie, tak jak Asteriks który zawsze jest z Obeliskiem.

 Aż rok temu znowu o czymś usłyszałem, i teraz znowu czuję lęk, i wiem jak to się bać - i drżę, i się obawiam, i wiem co robię - bo przed Wiecznością nie ma ucieczki, wszyscy jesteśmy w niej zanurzeni, to z niej się urodziliśmy.


 Ale nie będę teraz wam nudził o Wieczności, ani straszył - nie, tym razem pójdziemy bocznym torem rozważań. Otóż - wierzcie mi, moi drodzy ..uwierzycie i wrogowie, jeśli spojrzycie w moje oczy - uwierzycie roboty - przez ten rok dużo myślałem o wieczności, jak to jest - wiecznie trwać, w nieskończoność ..wiecznie być, czuć coś bez końca - np. ból, żar - i wiedzieć, że to jest w nieskończoność, że nie będzie końca, że pętla trwa i trwa - i tak już będzie. Myślałem o wieczności tej na wiele sposobów, z lewa i od prawa, od dołu i góry ..aż no, że tak powiem - nabrałem horyzontu, i powiem wam że ta Wieczność to kawał sprawy, horyzont razy nieskończoność i morze razy niebo, power do potęgi bezkres - no, każdy wie ..i nawet ty teraz, Marian, potrafisz sobie teraz wyobrazić, co to jest ta Wieczność, jeśli nie oddałeś jaj za paczkę fajek.

 A teraz zwykła chwila - cięcie, najazd kamery.. - zwykła chwila, np. nad 4 sekundy nad jajecznicą ..albo jeszcze lepiej u sąsiadki, jak podlewa doniczkę. No, niby nic - zwykła chwila.. e tam, koleś - o czym ty mi tu pie...lisz? Zwykła chwila, nudna sprawa, olej to - nic to się ma do jak tej wieczności, gorzej mniej niżby tu mrówka do słonia?

 No tak się wydaje, i tak piszą w gazetach ..- śpij, śpij.. Będziesz normalny, a gdy obudzisz się już na tamtym świecie - będzie za późno na jakikolwiek ruch, ot już dryfujesz jak astronauta, który nierozważnym ruchem odepchnął się od promu. Otóż z czego składa się wieczność? Z groszku i z azbestu? -Nie, z chwil. Nie daj się omamić, bo tak jak kropla daje morze a owad rój co zakrywa niebo - tak nasze chwile idą jak karty nieskończonej talii, to się nigdy nie skończył ..ktoś włączył grę w szafie video, stoi na pustyni automat z colą - to i ty postoisz, leży slajd w projektorze - i się świeci.. był slajdem, teraz jest ekranem, zrzutem na ścianę.

  Przyjebiesz i ty w ścianę wieczności, i tam ci nie pomoże oklaskane wytłumaczenie najbardziej sprofesorowanego profesora, ani dowód przelewu 500 baniek na Muzeum Żydów Polskich. Tam liczy się tylko to, co doniesiesz w sercu - z sumienia, niby garnca nasion ..co każdy miał pełen, gdy się urodził ..i z biegiem dni, coraz to kilka się rozsypało - a to bo ktoś biegł i się zaczęła nerwówka, a to bo tamten był już z przodu ..a to bo mówili że źle niesiesz.

A niejeden dał z siebie zrobić normalnego w Normalniewie Górnym, i taki to już zawsze będzie kuśtykał.

 Trzeba wiele trenować, żeby być Bubką. Być może jeszcze więcej trzeba z siebie dać, oddać i zaryzykować, samemu przeciw wszystkim - żeby nie skończyć jak świerszcz wrzucony do terarium gekona, bo nie wiadomo jaka jest nasza sytuacja i co tu robimy, gdzie jesteśmy wrzuceni - a chyba każdy .. tak, ja znam - mam teraz moc telepatycznego skanu wszystkich pasażerów pociągu - każdy: i żebrak, i profesor, i laluś i luj, i kosmonauta oraz student z łbem wyprasowanym gazetą (z którego za 13 lat będę ja) - każdy wie i jakoś to wyczuwa, że ta cała szumna "jawa" to nie wszystko, że coś jest poza tym światem ..że to tylko skromne, okrojone wnętrze takiej większej matrioszki; ..muchy na śmietniku nie oszukasz, i człowieka też nie oszukasz.

My śpimy, jawa jest gdzie indziej. "Oby śpiący obudził się, i otwarły się oczy jego, i ujrzał "- wiele zniekształcili, ale niektóre hasła nadal nadają się do wypisania na murze.


Jak to jest że Bóg oddał za ciebie swoją rzeczywistość, nieskończoność

..on cierpi wieczność i zza czasu, sprzed ..sponad pojęcia czasu - spoza, przed i zarazem.

A ty co, taka codzienna kalka - cudzych oczekiwań, i własnych chwil słabości. Tyle wystarczy, aby astralne istoty sprytno-kontrsymbiotyczne, jakich wkoło nas wiela choć dwoje oczu za mało by ich widzieć, ich kszttałty - - [[Czarny cień, .. pies szczeka - w coś mu energia się przyobleka, i idzie i gapi się w "pustym kącie pokoju" - gdzie ja widzę tylko kocyk psa i za nim kaloryfer ..ale obraz dziwnie drży, i mam takie elektroniczne przeczucie

Weźmy wojownika, i on śpi. Jest to prawie wódz, starszy brat Indianina z Predatora- wartki gość że hej, no ale złapali go. Otumanili, uśpili ..położyli na ławie w saunie, nawet nie musieli go wiązać tylko parę koców - i tak będzie na pewno spał 2-3 dni sztucznie długim snem ..prawdopodobnie trochę się naprzeżywa dziwnej schizy, w tych momentach co będzie się automatycznie budził na chwilę (bo inaczej by go głowa rozbolała) Nie wiadomo co mu się tak będzie śnić, ale pewnie coś tam - jakieś tam przygody będą

To właśnie my jesteśmy takim kimś, takimi ktosiami - postaciami, pogiętymi wizjami siebie ..we śnie otumanionego wojownika, który przebywa w innym wymiarze.

Czasem ten gość się budzi, na chwilę jakby ogarnia zdarzenia snu - i wie, że za chwilę już zaśnie.. sam sobie radzi - wtedy ..czy do snu, gdzie on już będzie tą postacią - dojdzie wtedy ta jego rada, wykumana gdy na moment ogarnął fazę - "jawę"]

Czym właściwie jest jawa? Czy nie jest jakby trochę przereklamowana - że to takie sprawdzone, i oczywiste, i banalne, i normalne zdrowe, i nie trzeba badać - że ta jawa istnieje, i my w tym jesteśmy, i to jest tak, nie ma w tym żadnego kitu - to jak się wydaje, że jest.. "jawi".



Kiedy myśl-życzenie schwytanego wojownika dociera w jego okrojone ja w świecie snu, to przecież ta postać w śnie nie kuma w ogóle ani trochę co to za postać, co wymyśliła tę uwagę. Przychodzi więc to do niego jakoś inaczej.

W naszym np. świecie mamy intuicję, i każdy tego doświadczył - odczucia te dziwne, nagłe i pod prąd jakby rozumowań, a jednak okazują się potem mieć rację - i to wielkiej wagi. Przeczucia, intuicja - to mogą być właśnie nasze rady dla samych siebie z chwil prawdziwego przebudzenia, z tego świata tu.. "życio -snu "- kiedy wszystko widzieliśmy, różne węzły przyszłości, niby pączki które leżą na stole, tam kręgi czasu rozchodzą się jakoś inaczej - ale nie wiem jak, tam jeno wiem że przyszłość można sięgnąć ręką, niby w taśmie do magnetofonu zetknąć dwa miejsca odległe i je zlepić gumą. Można lepić, i lepić - i nic się nie zepsuje.. Nie wiemy czym jest czas - może to preparat, w którym zwarli nas w kryształowe szkiełka i obserwują pod mikroskopem ..a czas tak naprawdę nawet nie istnieje ..-A to ci numer! Tam gdzie są Bóg i szatan i wieczność, tam nie ma czasu - oni nie mieli początku. Czas to coś jak z tą taśmą filmową braci Lumiere - ot, wynalazek. I słynny, ale to tylko naddatek - sztuczny horyzont. Sorry Winnetou - siedziałem z Kwinto i piłem jabola z Kartezjuszem, a choć miałem dziurawe skarpetki, obie, gdy ruszyłem łbem czasem amerykańska flota zawracała z kursu, bo zmieniał się tonaż bazy ludzkości, rubin marzeń namiaru przeznaczenia, cel częstotliwości fazy transmisji jaźni - nikt nie był tam gdzie ja, w każdym razie nikt normalny i porządny z osiedla, ani nawet lekarz czy inżynier - albo by stamtąd nie wrócił, a ja wróciłem i jestem sobą - widziałem, co ludzie mogą. Dowiodłem, ile znaczy człowiek.. Cena? - zapytaj powiek...

I choć w 5 tysięcy w mundurkach, jak ja kiedyś w szkole za Prl, jedli takiego samego hamburgera, takiego Mavericka ani radaru nie mieli - co dreptał na polskiej ziemi. Widziałem czasy, i sięgnąłem wzrokiem przez czas poza czas - i co tam ujrzałem ..? "-O kur.a..!" Bądźmy dla siebie jak bracia, bo naprawdę.. - są stwory, które nie lubią nas jako gatunku, tak jak my robali - a z budowy i możliwości są jak animowani czarodzieje, i tylko reguły gry ich powstrzymują przed wrzuceniem nas we maszynkę do mielenia mięsa - każdy ma kamizelkę kevlarową z sumienia .. Zobacz na twarze bogaczy, jakie sprane i mizernie tam ze szczęściem - tylko to się liczy, tylko sumienie .. I tak zrobią z tobą to na co zasłuszysz, zdołują po ile sobie nawarzysz. -Pokaż mi szczęśliwego bogacza.. No dalej, idź - pokaż go!.. Czekam 15 minut, Stefek. -Ale przyjdziecie? Bo żeby mi herbatka nie ostygła..

 Tam gdzie są pieniądze, tam właśnie trudniej o pomoc - np. dzieciom, które dorastają w takiej rodzinie. Nie pytajcie mnie skąd to wiem, bo nie chcę o tym myśleć.

Bóg gdzieś tam sobie w nieskończoność cierpi, zgodził się płacić ofiarę - za nas, za nasze codzienne chwile i wybory dalekie od jakiejkolwiek nieskończoności.

Bóg gdzieś tam cierpi - a ty co? Nie obraź go.

Bo to jest Tata, Św. Mikołaj i Freddy Kruger w jednym, Predator ..5//, captain Picard i Kayser Soze - Dante, ale i Natchniony_poeta-Wilkołak.


------------------


Jak jest budowany wieżowiec, wysoki wielki gmach za niebagatelną kasę - milionery w to włożyły siano, wiele szumu i luxu i splendoru, i dzwonią po Japan tv = ..to to jest zawsze robione tak, że nie ma prawa się zawalić nawet jak się wbije w to wielki pasażerski odrzutowiec; powinny wytrzymać dwa uderzenia, tak je projektują. Więc nie ma szans, żeby nagle zawaliły się piętra takiego budynku jak karciane domki. -Ale to jeszcze nie ciekawiło mnie na tyle, żeby robić o tym stronkę.
  Potem dowiedziałem się o ufo. To już zaciekawiło mnie na tyle, żeby zrobić o tym stronkę, choć po prostu chodziło o unieśmiertelnienie wiedzy którą na ten temat zgromadziłem, dziwnie olbrzymim trawlerem - poszukiwaczem skarbów "okręt umysłu".
  Ale potem dowiedziałem się o wieczności - i tu już mi rura wymiękła, i nie ma takich twardych. Wieczne trwanie, wieczna skrajność, ty wybierasz kierunek - ..odwrócenie przyczyn, powrót znaczeń .. tam skąd przychodzą słowa, zza kiedy płyną powody.

My jesteśmy jakby na punkcie wygięcia się bungee, a potem jest powrót tam skąd pochodzi "czemu" - i wszystko sobie przypominamy, jakby po co czemu byliśmy, i skąd - i jak to się musi wrócić, wzajem uzasadnia "przyszłość i przeszłość", a to my widzieliśmy się w lustrach niby jak kij promyk.


29 III 2014 Polska powinna wybudować działo w środku kraju, swoim zasięgiem wykraczające poza granice ..aby ścigać ewentualnych podpalaczy. Odpowiednia ochrona powietrzna, podziemna i zdalskalarowa tego obiektu, pozwoli utrzymać w szachu wrogie armie, ewentualnie próbujące przechodzić przez nasze terytorium.



Pamiętamy wszyscy akcję polskiego podziemia podczas II wojny, gdy w czasie fałszywej operacji podmieniono żywego Polaka na innego rodaka, ale już truposza - innymi słowy, przechwycono zawodnika podkładając zwłoki (przedstawione zostało to w filmie "Umarłem, aby żyć").

Być może różne kraje, ich służby - analizując przebieg różnorakich operacji wojennych w historii, akcji, misji i technik - włączyły ten trik do swojego repertuaru, i wdrożyły do szkoleń.

 Po 40 latach kto wie do czego doszli, jakich możliwości. - Operacja "Autobus"

 Nie mówię że w Smoleńsku zamieniono ciała. Na pewno nie. I 40 milionów Polaków ma tak myśleć, ani 1 inaczej - bo to byłoby nie w porządku, ma być jednomyślność i tak będzie właściwie, szlachetnie, godnie. Słowem - brawo, aż dziw że nie słyszę oklasków .. jakichś jakby z podziemi.

 Ale myślę tylko, że jeśli gdzieś będzie jechał autobus - w przyszłości, z jakimiś posłami, skoczkami narciarskimi ..albo płynął statek za ocean, z wybitnymi polskimi naukowcami od laserów itp. - to nie powina być dalej całkowicie wykluczona z dyskursu publicznego taka opcja, należy zlikwidować to moratorium; bo inaczej ciągle będą nas robić w jajo, ciągle będzie coś znikać - kiedyś zginie autobus gimnastyczek, co wtedy? -Spadnie w przepaść we Francji o 10.33, a o 10.42 już będzie w polskich telewizjach państwowych i prywatnych pasek informacyjny, że nikt nie przeżył - podczas gdy nikt tam przecież nie podszedł do tego autobusu, nie dotknął palcem.

Gdyby prezydent amerykański zaginął, powiedzmy w czasie lotu nad Ameryką Środkową - ba, gdyby nawet jakiś wrak podobny do Air Force One palił się w dżungli w Panamie ..

 To myślicie, że stacje telewizyjne w Ameryce - CNN, NBC i ABC: - podawałyby 9 minut później wiadomość o śmierci prezydenta, podczas gdy nikt kto przeżył ze struktur rządowych, nawet jeszcze tam nie był, nie dotknął? Na pewno by tak nie było, bo przecież to nielogiczne; chyba że owe stacje telewizyjne działałyby w jakimś systemie, który wcale nie ma na celu prawidłowo informować Amerykanów.

 Po prostu nastąpiła utrata kontaktu z prezydentem, ze samolotem, Panamczycy twierdzą że oni wszyscy nie żyją, wiedzieli to już po ośmiu minutach - i stacje tv w Ameryce wszystkie to podają, jako obowiązujący komunikat i fakt bezsporny, przeznaczony do uwierzenia?

Przecież na pewno 8 godzin prezydent by był uważany za zaginionego, i samolot tak samo - i takie info by leciało, a Departament Stanu odmawiałby komentarzy. A na pewno by w 9 minut nie uwierzyli, że ich prezydent poległ - ..bo tak ktoś powiedział, gdzieś z dalekiego kraju.

Tak się nie robi, logika nie działa w ten sposób - wnioskowanie, postrzeganie rzeczywistości. Dziwny, dziwny mechanizm się u nas wtedy obnażył, tamtego dnia - co to jest ? Wciąż działa? Zapewne.

Jedni byli z PiS-u, a drudzy z PO
 żadni nie wiedzieli, że w matriksie są.

  Jednych popierała taka telewizja, a innych taka;
i różne gazety; lecz jedna padaka.

 To wszystko się wyżej łaczy, tam skąd wydobywa - system okupacyjny kontrolujący społeczeństwo za pomocą dzień w dzień szlifowanej dezinformacji ..podczas gdy bogactwa naszej ziemi, i praca ludzi - obecnie idą głównie na zysk obcych, zrobili z nas kraj kolonialny.


Na naradzie dziadów, sprzątacz rzucał skrzętne słowa: (on jeden wzięty z plebsu - na pewno nie był agentosem, jakich mogli zostawić Szwedzi ..np. dogadać się z niedobitkami ):

Myśl nr 647 - ..zostaną użyte bronie elektroniczne-ale to nie smog falowy zada najgorsze straty; my Polska musimy przygotowywać się do broni psycho-elektronicznej, takiej że nagle pojawia ci się w głowie lęk - napad fazy paniki, atak niewytłumaczalnej obawy ..dygoczesz, rozedrganie - i najgorsze, że to dzieje się teraz z każdym prawie mieszkańcem budynku znajdującym się w danej chwili w obrębie blokowiska, na który skierowano wiązkę . .

  Zostały użyte takie bronie podczas wojny w Zatoce Perskiej, żołnierze Saddama poddawali się po 100.000, - 200.000 ..Amerykanie prawie nie stracili żadnego człowieka, poddali się nawet członkowie fanatycznej gwardii

  wiele lat później dowiedziałem się w końcu, czytałem relację jak przygotowane i ufortyfikowane np. w okopach całe oddziały dostawały nagle ataku paniki, i żołnierze dosłownie wyskakiwali z butów - szli się poddać jakby w transie. " Lękiem ostrzeliwanie" trwało chyba ze 2-3 dni. Nie wiadomo, czy robiły to helikoptery - czy jakiś okręt cichcem dobrze podpłynął, strzelał z szerokiej anteny - a satelita odbijał..

 Ale sam fakt jest bezsporny, i tylko to jest tak dziwnie: że jak jedziesz do Danii, to tam piszą o tym w gazetach normalnie, że tak jest; historycy twierdzą - że tak było.. A np. przekraczasz granicę Norwegii - i tam już cicho sza, nie było takiego czegoś i nie wiadomo dlaczego się poddawali, może się namyślili i zmienili zdanie, wszyscy naraz we 300 tysięcy. Podobnie np. w Polsce nie ma tego tematu, a w Rosji zapewne już 10 lat temu o tym pisali w branżowych miesięcznikach; to jest tak w kratkę, że w tym kraju - wiadomo o takiej broni, a w tamtym - akurat "eksperci nie słyszeli". Dość rzadka "kaszanka temato/geograficzna"

  My Polska powinniśmy prowadzić eksperymenty z działaniem takiej broni, gdyż nie jest to jakiś krzyk techniki i już w latach 80-tych, gdy w Japonii powstawały szafy z video-grami , na wybrzeżu Usa grupa amatorów zabawiła się przez weekend z nadajnikiem, który ustawili na posesji należącej do pewnego, słabiej znanego im, jegomościa.

 Ci weseli majsterkowicze, szurnięci goście twierdzący że jako elektronicy brali udział w nader- nader .. osobliwych projektach armii amerykańskiej z lat 70-tych.. potem dla jaj nadawali z antenki taką myśl "Zadzwoń pod numer xxxx-nnnnn .." -i był podany numer tela, gdzie podpięli magnetofon-zliczacz. Nadawali to przez dzień i noc 2-3 doby, ale nie na częstotliwościach radiowych, tylko na częstotliwości ludzkiego mózgu.

Zadzwoniły setki osób, żadna z nich nie wiedziała dlaczego. Z wielu miast i miasteczek z tamtego rejonu.

Chłopcy się ulotnili z wynajętej willi, a wkrótce nadajnik w tajemniczych okolicznościach zniknął. Jakiś czas później życie dopisało zakończenie tej historyjki - kiedy przepadł bez śladu także postronny jegomość, do którego należał ów dom.

  Czy i ten temat, ta technologia - również objęta jest w Polsce moratorium, że nie mówimy o tych sprawach? -I żyjemy jako wielomilionowy naród w przeszłości, że nic nie wiemy o takich technikach? ..Tyle jest tych nagród dla dziennikarzy, wybitnych tytułów prasowych i szanowanych autorytetów telewizyjnych - może niech oni opublikują jakąś listę wszystkich tych tematów, na które obowiązuje zmowa milczenia, to nie będę tak błądził po omacku i w końcu zostanę dziennikarzem - ba, może nawet profesorem.

 Grunwald 2053 - tzw. "Drugi grunwald" .." ważniejszy" - bitwa naukowców, w wymiarze 100 lat wcześniej zakazanym jeszcze w pismach i płatnych umysłach:  

  Po jednej stronie, staje 100.000 naukowców, żeby ich nie poniżyć nie powiem że wszyscy tacy sami ..bo i owszem, są pomiędzy nimi i królowie, i szeregowi, i różne majory - lecz co to ma za znaczenie gdy i tak jednym idą formatem plików, wzajemnie ze sobą kompatybilni i przesyłają bajty pomiędzy jednym i tym samym systemem informacyjnym ..bajorko, "jeziorko" -"Panie, co to jest ?" ..może zdolnych pół też żyć teraz wśród nich, ale za to możesz mieć własny etat "znacza" że zrezygnujesz z tego co masz w sercu, i weźmiesz jakieś ich drewniane marzenia, horyzonty ..zgodzisz się na ich przestarzały format wymiany myśli .pcx, .pcv albo pck.

Jak zwał tak zwał, ja wolę ZHP i PKO, ..a skończy się w MPO - jak wielu zdolnych, którzy może nie mieli parcia na kariery, stołki, ciepłe drewniane pokoje pracy jednostajnie wyszufladkowanej w systemy enzymów zdarzeń, dawna koncepcja naukowca sprzed dwu wieków

 ..ale wracajmy do bitwy, bo tu zakręcił się na orbitę nasz komentator Dariusz Senstroski, poszukiwacz przygód i kufrów wytłumaczeń - znalazca niejednego powodu, kielicha który czekał - by ktoś go wychylił, jechał te klatki filmu w wyobraźni, z wyobraźni gdzie tak naprawdę jesteśmy ..i ten cały nasz świat rzekomo rzeczywisty, bierze się snuje z wyobraźni, bardziej jakby Animowanej.



Po drugiej stronie stoi 1 naukowiec, i gada: (mówią że czas istnieje i jest prawdziwy - ba, nawet początek trzasnęli ..początek czasu, choć samo w sobie to się nie przegląda w lustrze)

Otóż nie, tam widziałem byłem - na stacji owej PKS, ja byłem tam w tej miejscowości. Przypomniałem sobie, "Shelby Ville "

 Każą nam myśleć, że na podobieństwo my organizmów jednostkowych - np. gdzieś jest jakieś środowisko, tam powiedzmy kopiec czy coś - jedna niby kolonia, czy tam społeczność..: ale to jest wiele różnych organizmów, każdy sam jest sobą; druga opcja to byłby jeden taki organizm duży z mackami czy odnógami, drogami które z niego płyną ..zajmowałby całą wysepkę.

Otóż powiedzieli nam że my jesteśmy wariant 1, ten pierwszy model. -Wcale to może nie być tak, jak twierdził Sherlock po rajdzie, długim.. przez 13 powieści, gdzie cały czas tropił jedną zagadkę. -Wiesz chłopie, gdzie on był? -co widział w pewnym lustrze, cyrkowego wozu.

 Szerlok na końcu może i zostałby uznany za szaleńca, a niedługo później zginął w dziwnym wypadku odkurzacza lub tlenu do rybek w akwarium. Wypadki chodzą po ludziach, zwłaszcza tych którzy mieli jakąś osobliwą teorię; spytaj w Polsce jak nie wierzysz (.. albo sam wspomnij w radiu o projekcie podmieniania Solidaruchów klonami - vide Jaroszewicz)

 ..czy myślicie że taką opowieścią o Sherlocku, można wygrać bitwę naukowców, w przyszłości ważniejszą niż starcia czołgów lub innych maszyn produkowanych seryjnie, np. parapetów -

 Chyba nie przeciwko aż 100.000. -Dlatego to miał zapisane na karteczce, ten jeden naukowiec - jako broń awaryjną, gdy stał naprzeciwko armii tamtych (..typu "chmara").

  On co innego powiedział, i jak sądzę nie może przegrać tej bitwy:
  Powiedzieliście że się wzięło z nicości, i w nicość gaśnie, jak samotny kwiat na powierzchni stawu. -Zaraz, zaraz ..a staw? Też gasnie, idioto?

 Nie wzięliśmy się z nicości i nie w nicość wnikamy..
Wieczność, sobie podstawcie - i wtedy wam wyjdzie ..płatni gadacze bredni.

 

 


 
---------------------------------------------------------------------------------
A nie każdy, co był został tym naukowcem, i jest jakimś doktorem - może się do tego nadawał, gdy był jeszcze dzieckiem jak ja wpatrującym się z okna w widok na śmietnik - "Kim będę ?"; lepiej zostałby jakimś inżynierem np. wybitnym, od zwrotnic metalowych.

Wielu, których rzuciło we strefy płatnych myśli, i kontrolowanych wniosków za które przelew co miesiąc - wielu próbuje tam zostać, i tworzyć teksty ..choć ich myśli przypominają bardziej trzciny, rozległe tratwy z trzcin splecionych "w kratkę" - a nie strzeliste topole, wyrastające spomiędzy trawy i śmieci (taki krajobraz przypominają te drugie teksty - też nie idealne, ale za to ambitne w trampkach, inny parkour przez płotki starych sylogizmów).

Jeden pracowity był i 1000 ksiazek przeczytal, naprawdę sumiennie nad nimi prześlęczał pór roku wiele -

 a drugi nie przeczytał ani jednej, jeszcze 8 książek zniszczył - a i tak był lepszym naukowcem od tamtego, i tak już jest mogło być, nic na to nie poradzisz; nie nam to oceniać, gdzie indziej sprawdzają bilety.

   Jeden może był i dość glośnym profesorem, w lutym opublikował pracę ..w lipcu ukazał sie jego artykuł w ciekawym miesięczniku . Tylko dlaczego za 12 lat nikt o tym nie wspomni, na próżno będzie próbował kogoś zainteresować swym tekstem pozbawionym zapędów w nieznane, w dżunglę dziewiczej kniei zagłębień rozważań jaźni, gdzie znajdują się magiczne lustra i opary, niejeden widział tam czary - podczas gdy w bibliotece, na uniwersytecie, widział tylko okularników nad książkami, głupio gadających do siebie drewnianymi tonami pojęć, w konwencji przypominającej skrzyżowanie scrabble i telegrafu. Jakże wielu wśród dzisiejszych przedstawicieli świata wiedzy, opłacanych z budżetu pracowników kombinatu, gigantycznego konglomeratu ..obecnie już powiązanego mackami zależności i wstążkami strumieni środków - z Unią Europejską, Ameryką.. i ogólnym poziomem kulturowym krajów od stuleci bezwzględnie eksterminujących mniejsze ludy, i eksploatujących bogactwa naturalne ich ziem po dziś dzień - jakże wielu dzisiejszych naszych żołnierzy wiedzy można opisać słowami:

Dużo pracował, jeszcze więcej czytał i sporo myślał - no, słowem, prawdziwy naukowiec .. tylko dziwnie potem wyglądał, z browarem zaś przy chatce na Mazurach.

 Drugi inny był, nie robił z siebie naukowca ..nie szlajał się gdzieś za kasą po korytarzach, nie miał z tego siana: - ale gdy miał, miał jakąś myśl ..chciał zapisać, przekazać rodakom, i do innych ludzi - to chociaż w noc bolalo go gardlo i kichał, i wiedział że półtora metra dalej stoi kawa, cieplutka ..ktora ogrzeje go, i bedzie lepiej - przez godzinę jej nie sięgnął, pewnie już ostygła ..Ale zapisał tę myśl jednym ciurkiem bez chwily przerwy czy sekundy, żeby mu nic nie uciekło - bo tak to jakoś było dla niego ważne, i przed wszystkim ..nawet tym drapaniem w gardle, łzy płyną.

 No i który z nich - tak już na marginesie, w kuluarach, nieoficjalnie, powiedzcie mi - który z nich był prawdziwszym jakimś tam naukowcem, mędrcem czy myślicielem - ten co spalił skarpetę ale zapisał to, o co mu chodziło - czy taki jak 100.000, że jest naukowcem przez 365 dni w roku, a potem nawet kolejny sezon bierze ochoczo, dźwignie na klatę umysłu ..- nie męczy się jego umysł od nowatorskich fajerwerków ..może jak rolnik, sezon w sezon jest tym myślicielem z etatu.

 Pieniądze nasze, w naszym kraju - wcale nie noszą znamion wydawanych przez tych, którzy je napędzają - miliony polskich obywateli. Było wiele wojen - powiedzmy 14, a powiedzieli nam że już się skończyło 15, że już wszyscy żołnierze wyjechali, szpiedzy zmienili kraje, podrzutków w ogóle nie było ani innych wszczepień (..nikt nie chciał tego terenu, naszej pięknej ziemi - i różnych bogactw, naturalnych oraz geo-strategicznych), szkoła mówi prawdę a gazetom z kiosku "Ruch"-u można nareszcie ufać. Nic dodać, nic ująć, można spokojnie iść po piwko - a jednej z granic naszego kraju nie przekroczy armia wroga, ani za 10 lat, ani za 20 lat, ani za 30 lat.

 Tylko dlaczego mam poczucie, że jedno ze zdań powyższego akapitu - jest nieprawdą, że to się nie sprawdzi; będzie inaczej.



 Chcesz do koryta - to gadaj jak inni, włącz sobie telewizor to nauczysz się tego języka. -Aha, Marian: ..słuchaj, listę tematów sobie obczaisz, sam z niczym nie wyjeżdżaj. -Dobra? Dzieki, no to spoko, do zobaczyska. "Do zobaczenia na szklanym ekranie" - he he, nasz " nowy ekspercie".

------------------------------------------------------------------------------------------------ -----------------------------------------------------------------
Czy myślicie że gdzieś istnieje człowiek, który ma świadomość że panBóg jak go Robił, to dał tyle co mICKIEWIczoWI może, podobny budżet- rozmach tknienia wyobraźni, dziwnej tajemniczej przygody, echa ceny

.. a gość nic, jako dziecko był jeszcze zdolny - ale później zadowolił się dyrektorką cukrowni w Ostrowo-ząbkowicach śląskich

------------------- ---------------
Gdzieś on może istnieć taki człowiek, pośród krain i dolin. -Wie, że zje.ał.

 Ale jedno ci przyniósł, jedno do-rozwiązał ..patrzaj, jako do końca miał fuksa.

Słuchajcie mojej historii, bo jest bardzo badziewna, tragiczna -nudna, smutna jakich wiele.

  Ale nie zawsze taka była - właśnie kiedyś była inna, gdy byłem dzieckiem.

 Żywym myślącym owocem marzeniowości gwiezdno-sennej ..wiecznej [..gdyby Wieczność - była snem, to co za różnica ..gdyby wszystko było snem-to co, i tak w tym jesteś)

Ale wróćmy do tematu:

Jednej rzeczy nie wiedziałem, było to dla mnie ważniejsze niż samochody, laury w konkursie komputerowym, niż mieć firmę i kasę, albo być naukowcem - nie ...

  Jedna rzecz była dla mnie najważniejsza, jedno wiedzieć chciałem
 - bardziej niż być Gagarinem
 - bardziej nawet niż być Pelem
 bardziej niż być prezydentem
 
  ..bardziej niż królem ze średniowiecznego zamku -czaicie, czy mam wymieniać dalej ..
 
  Jedna rzecz była dla mnie najważniejsza na świecie, mianowicie wiedzieć o co chodzi w życiu.

 Pan Bóg jeszcze dał mi dziwną, lepszą niż byłby serial Lyncha o Robin Hoodzie - magiczną pamięć o tym co było, zanim zafunkcjonowałem w ciele noworodka (ja byłem poza ciałem, byłem czymś innym - jakby postacią ze snu, czyjąś wyimaginowaną koncepcją..



  No więc dlatego chciałem tak bardzo wiedzieć, o co chodzi - Stawka jest Tajemnicza ..



 Ze drogi nie zszedłem mimo paru pokus,
aczkolwiek się pogubiłem i sam zgubiłem- dziś jestem radioaktywną brązową łupinką po kasztanie na planecie Nexus

ale chociaż wiem to, o czym wcześniej nie wiedziałem - choć już zdaje się jest za późno.

 W życiu chodzi o to, że się decyduje wieczność. Twoja.






widziałem ostatnio taki stary czarno-biały film, gdzie wszystkie postacie były szpiegami.  Poruszam to, bo to mi przypomina sytuację człowieka w życiu - zagadkową i niejasną dla nas, ale zakładamy że mamy lepiej niż kamień na dnie zimnego strumyka.

 Otóż wyobraźmy sobie Rolanda, który wchodzi do karczmy, gdzieś na drodze. "Zwykłe miasteczko" - myśli; ale czuje się jakoś dziwnie. Nie wie nasz Roland że ludzie w knajpie oprócz niego - to nie żadni miejscowi, wszystko szpiedzy czyhający na papiery z jego teczki.
Przyjaciel, naukowiec od rakiet - prosił go o podrzucenie tych papierów, skoro akurat jedzie na wybrzeże - ale mówił coś o fakturach za pralki, tymczasem nasz poczciwy Roland, niczego nie podejrzewający - otoczony jest teraz przez różnych bardzo konkretnych gości, którzy tylko czekają na jego błąd.

 Być może jesteśmy żywym paliwem, obserwują nas i czekają.

Jak masz kwiaty, i rosną sobie normalnie na łące - to czasem np. dziewczynka przyjdzie i je zbierze, zrobi wianek itp.

Podobnie do kwiatów, tak i my - żywe marzenia senne ..rodzimy się jako coś podobne do pełnego wspaniałej fantazji wodorostu z krain snu i bajki .. wydumane - "takie lepsze roboty" ludzie.

 Być może my również jesteśmy do czegoś używani, jak tamte kwiaty. Różne silniki ..różna benzyna.

 Gdyby tak było, gdyby świat ziemi był kontrolowany przez jakieś potężniejsze od nas istoty, niewidzialne, magiczne i pierwejsze - w dodatku wrogie nam..

..to czy mieszkańcy tej planety by o tym wiedzieli, ba.. - czy byłyby dwie linijki w chociaż jednej z tysiąca wydawanych codziennie tytułów gazet, prestiżowych dzienników - dostarczanych do kiosków od Madrytu po Teheran?


 Nieraz tak sobie myślałem, jeszcze jako młody i w sumie dość pusty człowiek: "te, kurde - w sumie dość fajnie że istnieję .. Ale miałem fuksa, taki leń i obibok jak ja - nic się nie narobiłem, nie napracowałem: a mam oczy, tej nogi .. - i wszystko, i w ogóle powietrze, i chodzę i czuję, i jest bajera, zachód słońca." Dziwne to było dla mnie i niezrozumiałe, trochę- dlaczego właściwie dostałem to wszytko za darmo, choć już coraz częściej wątpiłem czy na to zasługuję, i nie wyszukałem w pamięci żebym się czymś zasłużył.

 Otóż teraz mi świta już, o co w tym biega - w tej pozornie nie trzymającej się kupy łamigłówce. Otóż za życie się płaci, ale nie na początku - zanim se pożyjesz; tylko po fakcie, oni już tam czekają, za kurtyną, tysiące istot - liczne istoty, wszystko widzieli.
 Za życie płaci się "potem". A tak naprawdę, to tutaj - to tzw. trwanie na jawie to prawdopodobnie jeszcze nie jest prawdziwe życie, do którego nas Pan Bóg robił - ale to jest ostatni test, holograficzna kabina, sztuczny wielki wspólny sen. Ostatni raz sprawdzają śrubki, czy jadą po taśmie aby grzecznie - przed wpuszczeniem do prawdziwej rzeczywistości.

 Sztuczny horyzont czasu - jest to fenomen właściwy tylko dla tego testu, coś jak w starej gierce rajdowej, na mikrokomputery - gdy jedziesz, jedziesz ..a ekran mało się zmienia, trwa niezmiennie w poziomie kreska horyzontu, a nad nią powiedzmy wieżowce -i tylko ucieka ci czas.
Tam gdzie będziemy żyli nie ma czasu, nie ma linijki - nie bierz też ekierki, a zwłaszcza miara się nie przyda. Tam jest wieczność, która jest prawdziwym czymś - co powinniśmy sobie wstawić w głowach w miejsce całej szafy zawierającej pozorne szuflady o nalepkach "czas", "nicość", "byt" i "niebyt" ..bo czas to sztuczny odcinek, .. "nakładka". Ew. - jak to dla kogoś za trudne - to może sobie tłumaczyć że nie ma żadnej wieczności - owszem czas istnieje, ale za to .. biegnie po okręgu - to koło, rodzaj pulsującego pierścienia, nie wiadomo jakiego węża- wiru.







 Nasze istnienie jest nieznanym pojęciom mego rozumu ..jakby odpryskiem, konsekwencją ..fenomenem - efektem związanym z Wiecznością .. (która, swoją drogą, jest tajemnicą.. Była sprzed początku czasu, dlatego jest raczej coś niż nic ..

 nicość - to pojęcie bez desygnatu; Wieczność istnieje sprzed czasu .. inaczej niż twierdzą naukowcy.

 Że w życiu chodzi o nic; właśnie wręcz przeciwnie, w nieskończoność - swoim życiem tu na tym padole decydujesz swą Wieczność, która jest w innym wymiarze .. tzw. Snu -

 Ale to tam naprawdę istniejemy, w wieczność nieskończenie animowani







Powiedzieli nam, że śnimy - i to nie jest naprawdę, a potem się budzimy - tzw. jawa - i to jest rzeczywistość, w tym jesteśmy zanurzeni, bieg rzeczy to faktyczny i jedyny konkretny.

 Tymczasem to może być odwrotnie - mówił Alojzy. Zauważ, że czasem w snach dzieją się z nami różne rzeczy - tak jakbyśmy byli w jakimś filmie, i tam tym wszystkim zdaje się ktoś kierować, jakaś inteligencja; ale to nie my.

 Rozważmy ten problem naukowo - jak powiedziałby jakiś wyklęty żebrak, bo na pewno nie profesor z korytarza uczelni - co dostaje kasę za przetwarzanie słowami widoku przez okulary pradziadka.

 Być może wcale nie znajdujemy się na Ziemi, ale na jakiejś innej planecie - to może nawet nie być planeta, ale wymiar. Oni tam robią z nami różne rzeczy, powiedzmy że są to eksperymenty - nie takie, jak gdy dają szampon królikowi - lecz powiedzmy są to sny, różne eksperymenty psychiczne ..żeby lepiej poznać nasze wzory i algorytmy postępowania.

 Potem musi być przerwa, bo nie mogliby tak nas ciągle męczyć, zwodzić i szprycować - bo byśmy nie dali rady, i się rozorali psychicznie. Więc musi być odpoczynek, najlepiej regularny. Wtedy oni nas wprawiają w sen, tam we innym wymiarze. Ale to nie jest jakiś zwykły sen, taki że dają ci tabletkę i śpisz jak zabity.

  To jest sen na innym poziomie akcji fazy, jaki dziś zapewne mogłyby ci zafundować jedynie ośrodki naukowe wywiadów najlepszych państw, ew. jeszcze jakiś Wietnam - Centralny Ośrodek Planowania Neuronalnego, a w nim ukryta placówka wojskowa.

 Chodzi o sen sterowany elektronicznie, w którym podpięta do kabelków jest nie jedna - ale wiele osób naraz. I oni nawzajem się widzą w tym śnie, i mogą wchodzić ze sobą w interakcje - jak również z postaciami "świata snu", sztucznymi botami sterowanymi przez komputer lub operatora.


 Gdy istoty owe wprawiają nas w ten sen, to jesteśmy w nim wszyscy razem - miliardy ludzi, jedni włączają się inni wyłączają, ci się budzą - tamci zasypiają ..ale sen ciągle trwa, cały czas jest w nim parę miliardów ludzi, jak w wielkiej grze online.

 Ten sen to nasza rzeczywistość, tzw. jawa. -To jest właśnie sen, złudzenie, a "magiczne światy" - to tam, gdzie trwamy naprawdę, wieczni i animowani, obecnie przetrzymywani.

  Tak mówił Alojzy, a czy to prawda - nie wiem. Ale już nie jestem tak pewien jak kiedyś, oj kurczasz - nie jestem już pewien...




Polska, rok 1996 - 2026: dworzec w Radomiu. Policjant goni przebywającego na dworcu bez biletu, tamten odwraca się - oczy dziwnie kręcą się jak świetlane tarcze drewnianego projektora ludowego..:

- Będziemy mieli wjazd. - mówi bezdomny, taką wizję patriotyczną miał, on miał takie widzenie.

 A jeśli to prawda? -wtedy słusznie został tym wykolejeńcem, może np. pochodził z bogatej rodziny i wiedział, że pieniądze nie zapewniają zdrowego ognia we domu, więc "na ...." być bogatym?

Będziemy mieli wjazd, i to nie tylko wrogich armii - również armii jedynie przechodzących przez nasz kraj.

  Taka poruta, a mówią "ciszej, ciszej - nie nagłaśniajmy tematu, że nie potrafilibyśmy się obronić, bo nasz sprzęt to dziadostwo, a my budujemy mistrzostwa, igrzyska i kinematografię". To może "inwestorzy" się nie dowiedzą? Nie przyjdą po ziemię, glinę - jeżeli tylko będziemy należeć do OECD i wywiązywać się prawidłowo z układów - to obce czołgi nie wjadą w nasze bagna i błota, kraju który nie ma diamentów - ale ma wszystko co potrzeba krajowi, żeby pokazać innym jak być, jak się jest krajem: zboże, węgiel, gaz, sól, wiatr i morze - i ludzką tkankę najgenialszych inżynierów, co budują lepiej niż inni jeśli dać takie same śrubki.

Kraj nasz zniszczony taką setką wojen, że kto by ci teraz wymienił "pierwszą dziesiątkę" - żaden historyk by się nie odważył, pruli nas zawsze niczym kosiarka trawnik u sąsiadów Alfa. Dziesięć wieków, tysiąc lat - nazwij to jak chcesz.

   Nagle STOP? -To za to teraz płacą tym historykom na uniwersytecie, za takie mądrości?

  Różnen ekspert hajs zgarnia, za wygadywanie we telewizorku że jest spoko. -Teraz już to się nie powtórzy..? Pijaczek-żul od bezdomnych z dworca by w to nie uwierzył.

 Logiki nie nagną, choćby nie wiem ile mieli kasy - tego nawet Zepter i Procter'n'Gamble nie dokonają, połączone siły jakichś korporacji międzypaństwowych ..choć na pewno pojawiłyby się w necie artykuły fałszywych naukowców, może nawet jakaś mała konferencyjka w realu; bo są firmy, które się tym zajmują, kampaniami różnego rodzaju ..wjazdami w świadomość.

 To co mają państwa, jakie "firmy"? Które zalewają wrogi kraj sfałszowaną wiedzą, niby-szczerą prasą .. totalną manipulacją w umyśle, nie żebyś kupił proszek - ale żebyś myślał, że jakoś-to-będzie ... Bo właśnie nie będzie.

Polacy ocknijcie się! -Już jesteśmy murzajami we własnym kraju, a jeszcze każą nam z tego powodu cieszyć się i iść w paradzie.

 Wersję "fajnie jest, nie myśl, nie przejmuj się " - a w razie czego, słuchaj telewizorka dalej - każą nauczać w szkole, i podają dorosłym do wierzenia przez radyjka samochodowe i takie tam.

   Jeżeli tak jest, to nie rządzą Polską Polacy i nie oni posiadają prywatne media. Polacy by tak tego nie zostawili.


Otóż szósty idzie rozbiór Polski - już. A mędrzec - patrzoj, gada wciąż jako go wyuczyli

---------------------------------------------------------- ---------------------------





Dziecko odrabia lekcje, i jest 7 dodać 13.
Ale gdzieś we śnie, w innym prawdziwym wymiarze - ..wchodzisz powiedzmy do chatki, mebli prawie tam nie ma, na listwach drewnianej podłogi kładziesz siedem zielonych jabłek. Potem dodajesz 13 innych zielonych jabłek, które kładziesz z drugiej strony. Mieszasz to wszystko i patrzysz, ile tego jest. Liczysz, teraz pojedynczo - sztuki. Otóż na pewno nie będzie ich 20. Dla zrozumienia przez wapniaków ("naukowców", " mądrych" )- napisałbym, że 21 - ale w rzeczywistości będzie to 22, a może nawet więcej.

 Jest tak, we prawdziwszym wymiarze 7 + 13 to nie będzie 20, ale więcej. (widziałem to we śnie, albo nie wiem gdzie; ale to myślałem jeszcze, że mi się zdaje - dopóki jakiś gościu nie opisał tego w necie, że też miał sen i też tam tak było; dobrze opisał ten sen.. )

Rzeczy inaczej są, niż jakieś obce istoty próbują nam wtłoczyć drewniane suwaki, i zrobić z nas mini-ręczne pradawne konsole do gierek.
Szkoła kłamie i źle modeluje.
Właśnie gdyby wziąć 100 dzieci, które nigdy nie pójdą do szkoły, nie poszły i jakoś inaczej się wychowały - i 100 dzieci zwykłych, które normalnie chodziły do szkoły; To jak myślicie, w której grupie wykluje się więcej jakichś indywidualności, wynalazców ..może artystów, albo innych happenerów.

 Szkoła tylko robi roboty, a gdy roślinka osiągnie dojrzałość - zasuwać. Nie pytaj, nie filozuj - bo to już będzie antysemityzm.

* * *

 Kraj nasz, długi i szlachetny . . . Bla bla bla, - co każdy ma wiedzieć ten wie, nie będziemy tu reklamować Polski, jej legend i historii, i tysiąca świetlistych postaci - kto Polak, ten nie chciałby być jakimś Niemcem, chyba że jest dzieckiem i nie wie co robi; ani Japończykiem, ani nawet Amerykaninem; czy Rosjaninem.

  Tyle o naszym kraju, historii jego starczyłoby Cameronowi na 801 filmów. Ale do rzeczy.

 Nie wiem czemu ale wygląda na to, że na przestrzeni wieków wyróżnialiśmy się spomiędzy innych ludów tym, że chętnie i gościnnie przyjmowaliśmy do siebie obcych, jakichś napływowych ..prześladowanych Arian, czy innych którzy nie mieli schronienia - Żydów, Czeczenów, dzieci koreańskiej wojny, Ormian, politycznych z Wietnamu czy studentów z Afryki.

  Teraz jest taki motyw. Przewertujcie szybko zeszyt do lekcji o trudnym położeniu geograficznym naszego kraju, pomiędzy największym krajem świata a państwem najintensywniej wytwarzającym maszyny - nie licząc Czechów czy Szwedów, Litwinów bądź Ukraińców; że wszystkich nie wspomnę. -Teraz tak: jak są dzieje, i lecą te stulecia - to niewątpliwie kiedyś przegraliśmy, wiecie, w tych wszystkich wojnach. -Co działo się potem?

 Szwedzi - wiadomo: spalili zamki, zabytki ..nawet moje rodzinne miasteczko. -Ale inni? Oni chcieli tu rządzić, nie palić. Do tego potrzebowali miejscowych.

 Ilu Polaków gotowych było im służyć? -Za mało.

- Wróćmy do tematu mniejszości narodowych.

-------------------------------------------
Czaicie, o czym mówię-?

 Być może po jakiejś wojnie, jakaś goszcząca u nas mniejszość narodowa dostrzegła swoją historyczną szansę, w pójściu na współpracę z okupantem; czy raczej, mówiąc mniej dramatycznie: po prostu nie było przeciwskazań.

 Bądź czujna, Zofio.

 I nie mów głośno - jeśli tak jest, jak mówię, to właśnie nie będzie można swobodnie o tym mówić.
------------------------------------------------------------------------------------
 Cudzego nie chcemy - swojego bez walki nie oddamy.
----------------------------------------------------------------------------------
Skoro Pan Bóg stworzył Eskimosa, Indianina - ..ba, nawet Chińczyka, co zje psa i nie śnią mu się jego oczy - skoro stworzył Ekwadorczyka, Hiszpana, Polaka i Żyda - to widocznie tak miało być, tak jest dobrze i pięknie; niech każdy żyje, niech każdy sobie żyje i mu się powodzi, niech istnieje jego ród.

 Ale bez takich akcji, że Panamczycy ocknęli się w swoim kraju - a tam 74% przemysłu mają obywatele Nikaragui. I teraz ci, we swoim kraju, muszą robić na tamtych - co kiwają palcem w bucie, i się cieszą. Bo dziadek strzelał, jak pan z czołgu kazał; a dwory dziedziców płonęły - nie wiadomo jakie zakręty historii do tego doprowadziły, nieraz nasz kraj był ledwo żywy - . . . -Ale, ale: ..chyba nie powiecie mi, że oni, na to wszystko co mają, swoimi ręcami zapracowali?

 Bo nie jest to możliwe, to był trud pokoleń - Duży Trud, trud przez duże t, duże r, u i tak dalej - ja sam urodziłem się dwadzieściaparę lat później, ale jeszcze czuję ten trud, jego jakby psychiczne echo jest we mnie. -I potem machu-machu, panowie w garniturkach w korytarzyku .. Wszyscy się cieszyli że jest wolność, ja sam postawiłem krzyżyk przy Wałęsie (choć to była karta do głosowania mamy) - i dziś co?.. -Nagle to wszystko jest czyjeś..

  Żeby chociaż jeszcze nasz kraj się od tego wzbogacił - ale nie, jest bardziej zadłużony niż kiedykolwiek, nigdy jeszcze w historii nie byliśmy tak zadłużeni.

  Dobrze, że już nie chodzę do szkoły - bo mam złe przeczucia, coś mi tu nie gra, wszystko jest na opak; co najważniejsze - to przemilczane .. Wygląda to tak, jakby to nie Polacy-patrioci rządzili naszym krajem, i sterowali jego sprawami - ale wręcz przeciwnie, jacyś agenci obcych, których celem jest państwo nasze osłabić i pouzależniać od grup zewnętrznych.

========================================================================
 No ale co ja tu się bawię w jakąś geopolitykę, widocznie to są te tarcia ludów - i wojny wirusów narodów.

 Co ciekawe sam mam pokaźny nos, i najciemniejszą karnację w rodzinie - może jakaś Tunezja, te sprawy, kształt czaszki; ale nieważne kto kim jest, skąd się urodził - ale co knuje.
  Ja knuję tylko, żeby Polacy nie byli meksykami we własnym kraju, bo różne są formy okupacji - i gdy wyjechały czołgi, to jeszcze nie znaczy że już pora otwierać szampana.







Na wojnie podprogramów, przebrany człowiek - w łachmanach, pokonałem ich mędrca jednym zdanio-botem ..zagadką, pra-paradoksem

Cena za życie jest Ogromna.

-Nieważne jak ci powiedzieli, oni chcieli.

nie opowiem ci dziś o nieskończoności - ale wiedz, w dal horyzontu suną ości

--

--       A Cena - jest ogromna. ukryta ścieżka wywodna -
ukryta, teraz jest to Tajemnica

gdzieś wokół ciebie, zawsze w tym labiryncie zdarzeń i wodospadzie odczuć,

gdzieś jest zagadka - którą ty masz odkryć, tak nawet za życia możesz się ewakuować

z kwantowej matni, stosunku Wieczność-czas ..

rytm dwusuwny, punkt fluktuacyjny - kropla spada,

tworzy się ten krąg na falach. Po jednej stronie rzeki jest wieczność,

a po drugiej trwa czas. Albo raczej: czas płynie, ale w nieskończoność

Kto się raz urodził, on już będzie chodził.
Więc uważaj, kto stwarzasz czasy - rozsiewasz nasiona.

Gdzie kończą kwiaty, jak my?


budzisz się i śpisz, dzień świstaka
 ale gdzieś wokół ciebie, jest zagadka - Niewielu trafi.

Rozejrzyj się, gdzie chcesz; gdzieś tam to jest ukryte: ścieżka wywodna



jesteśmy w swego rodzaju Jakby matni kwantowej, że przyszłość nasza już istnieje, tylko jeszcze jest -Nieoznaczona

właśnie teraz oznaczamy, znajdując się po stronie Znaku - wzór zostanie odbity jakby w kalce, i odwróceniu ..Po drugiej stronie, gdzie jest Wieczność.

--------------------------------------------------------------------------
pono w piekłach grzesznik wie 3 rzeczy od razu: że to piekło, że jest wieczne, i że nie ma powrotu.

-------------------------------------------------------------------------

Posłuchajcie teraz jako idzie z maszynki

nie były to ścinki. Paderewski nie miał tyle co Pan Bóg we mnie wpakował

nie pytej, jak żem się zachował.

- Ale i tak nie umarłem, i okazało się że nie mogę umrzeć- książka zostanie przeczytana do końca,

nawet jeśli same literki się zbuntowały. I tak misja zostanie wykonana, nie rozumie tego moja bania
sterana.

Oto dla przykładu wniosek międzygwiezdny nr 2723: jak należy wykorzystać fundusze do filmu "Smoleńsk".
Otóż całe te pieniądze należy wziąć, i zamiast nakręcić film - zorganizować happening - nazwijcie to jak chcecie, ale chodzi o ciała. Normalnie ciała, fałszywe zwłoki.

Czy za te parę melonów, co miałby budżet mieć np. film "Smoleńsk - wersja bomba", albo "Smoleńsk - błąd pułkownika" czy itp. - czy za te skromne fundusze da się zorganizować wrak i w miarę podobne pod względem genetycznym zwłoki, np. innego gatunku ssaków.

Bo podejrzewam że można, i w chwili zaginięcia naszej delegacji NATO zmieniło wszystkie kody, bo nie wiedzieli czy oni wszyscy nie żyją i czy samolot się spalił. My do dzisiaj tego nie wiemy, a to że w telewizjach naszych i radiach już zaczęto tak mówić w 10 minut po zaniknięciu pojazdu powietrznego z radarów - to już jest inna historia, innej zdrady i okupacji - po 1945 r. ..oraz przemiany pokoleń w takich warunkach.

Nie jestem geniuszem, w szachy jestem cienki - ale to, dosyć proste rozumowanie, jeszcze jestem w stanie poprawnie wyprowadzić; nie mamy żadnych przesłanek, żeby uwierzyć, że członkowie naszej delegacji do Katynia wszyscy umarli rankiem tamtego dnia, tak nagle. -A to, że mieliśmy do czynienia z kampanią "nagłe uwierzenie, natychmiastowe wpojenie - oni wszyscy nie żyją" to jest nawet okoliczność podejrzana, bo żyrafy nie biegną w lewo gdy coś zapiszczy w trawie, wszystkie razem - tak nagle.

Smaczku sprawie dodaje jeszcze ten "sobowtór Tuska" za plecami Włodzimierza Putina w czasie spotkania na gorąco tam po fakcie - dziwny traf, albo że rosyjski prokurator wygląda jak bliźniak polskiego - no cóż, może z biegiem dekad się to wszystko jakoś wyjaśni, chyba w raczej ponury sposób.

..ale skoro i Niemcy i ZSRR już w latach 30-tych XX wieku pracowali nad stworzeniem krzyżówek żołnierzy z małpami - to kto wie, nad czym jeszcze pracowali, i jakimi możliwościami dziś dysponują ich laboratoria.

 I czy by mnie Ruski nie sklonowali, po wyjściu z budki telefonicznej, pobierając próbkę mikro-kropel śliny ze słuchawki.
 Jakby ktoś szedł do telewizji, to pamiętajcie: tam obowiązuje moratorium na stawianie tego typu kwestii, pytań, tematów; i udajemy, że żyjemy w świecie technologii lat 70-tych.



-------------------------------------------
Najpierw wierzyłem plotkom rozpowiadanym przez kolegów. Szybko jednak okazały się nieprawdziwe, miałem sześć lat.

  Potem wierzyłem szkole, też jednak z niesmakiem rozpoznałem nieraz, jakiś kit na polityczne zapotrzebowanie - czegoś nam nie mówili, inne rzeczy przekręcali, na końcu mój idol Karol Świerczewski okazał się zdrajcą, uciekłem więc w świat komputerowych gier.

W szkole średniej zauważyłem coś o rówieśnikach, i żeby zamanifestować swoją mądrość czytałem na przerwach "Wyborczą", gdy inni byli młodzieżą. To znaczy im wówczas wierzyłem, że oni reprezentują naukowców.

Potem i to się okazało nieprawdą, bo naukowiec jak to nauczyciel - jeden będzie dbał w gruncie rzeczy o to, żeby zostać na stołku - inny ma serce, powołanie.

Zaś przyszła kolej na historię alternatywną, i wiedzę ukrytą. Tu bajer odchodziło tak wiele, że nawet zacząłem o tym robić stronkę - aż tak mi się to wydało ważne, prawdziwe i piękne.

------------------ Ale tera nagle ockłem się w takiej sytuacji, że połączyłem sobie różne motywy, tropy ..sny. Otóż całkiem przypuszczalne, i zrozumiałe dla mnie gdzieś w odmętach paradoksów jaźni - jest że gdy opuszczamy to piętro trwania, trafiamy jako świadomość na inne piętro bytu - i tam nie ma czasu, to jest taki motyw. Nie ma sekunda, minuta, 1 dzień - jest tylko Wieczność, jedna i bez końca.

 Zakładamy, że u nas jest czas, gdzieś na innej planecie, odległej - też mają czas ..a jeszcze gdzieś, może w innej galaktyce - no też mają czas, przecież oczywiście płynie.

 Tymczasem wcale nie wiadomo, jak to jest z tym czasem - i czy to nie wyrosło, niby kwiaty lub inne owady, a na początku tego nie było. Tam, dokąd trafiamy ..w świecie pra-matrycy - tam prawdopodobnie nie ma żadnego czasu, istnieje tylko jedna i niepodzielna Wieczność.

  I jakoś nikt mi o tym nie powiedział, z tych mądrych; nie ostrzegł. Tak to jest z tą ich wiedzą, o której tak zapewniają że jest najsolidniejsza, i warta 3 kafle co najmniej.

 Wszyscy mnie okłamali - kumple, szkoła, wielka top nauka ..nawet badacze prawdy. Tylko babcia dała cynk, że jest życie wieczne i tam się trafia po śmierci - byłem dzieckiem, wierzyłem w to ..potem zgubiłem trop.

  Dziś odnalazłem go, choć wcale go nie szukałem; bardzo możliwe, że tak jest - kiedyś nie istnieliśmy, teraz istniejemy, zawsze będziemy istnieć.

Podziękuj rodzicom że cię zrobili, bo oni nie wiedzą co uczynili.

Prawdopodobnie dla większości ludzi, którzy urodzili się przez ostatnie xn lat - lepiej byłoby się w ogóle nie urodzić, z uwagi na to w jaką trafili wieczność. "Wieczność oddaje" ..się mści, zawsze cię znajdzie.

 Tak do końca to nie jestem całkiem pewien, czy tak jest - bo jeszcze może być ta reinkarnacja, a to by był lajcik w porównaniu z wersją biblijną - że my rodzimy się i znajdujemy na terytorium pod kontrolą wroga, sił nieprzychylnych nam, a dalece bystrzejszych i subtelniejszych.

To jest jakby walka o dostawy - tylko tu nie jest wydobywany węgiel, ale inne paliwo.. cenniejsze, pewnie z miliony razy - nasze dusze, jaźń - to czym jest świadomość, tam gdzie cię boli. To żyje! -To jest jakaś cząstka wieczności, Pra-tajemnica.

 Osoby nie lubiące religii znakomicie mogą to sobie wyobrazić jako egzystencję ludzi na planecie kontrolowanej przez inny gatunek istot - potrafiących gmerać im w głowach, tak że nie potrzebują oddziałów do pacyfikacji tłumu.

Zamiast transmisji meczu piłki ręcznej, nadamy teraz program edukacyjny: pamiętnik-zwierzenia, raport z rozpoznania. Miałem kiedyś raz sen, z którego wynikało, że wszystko jest inaczej niż my tu wierzymy, lux moralny zasad - kosmos rządzi, nie ma że zdepniesz żabkę i to do ciebie nie wróci, Oni Wiedzą Wszystko - gwiazdy liczą, patrzą ;nie to jednak zapamiętałem, te piękne wzory i doniosłe prawdy. Ale fakt, że ja, wszyscy moi koledzy, a nawet szlachetna koleżanka - trafimy w tą złą nieskońćzoność, marny cierpki los, kaszanę ..zanik jaźni, wystąpi aż spowodowany cierpieniem. Razy miliony lat.
 Los ten czeka prawie każdego "normalnego człowieka", aczkolwiek wśród dalszych znajomych znajdzie się kilka osób, które czeka lepszy los - kto by pomyślał, tacy niepozorni.

 Na końcu w tamtym śnie jakby rozmawiałem z Matką Boską, i chciałem tylko wiedzieć odnośnie tego piekła - bo czułem, że już się budzę; ostatnie pytanie.. - czy to się kiedyś skończy, czy będzie jakiś kres tej kaźni, o której tu ci nie napiszą w żadnej gazecie, ani książce - nie ma o tym wzmianek, tak jakby to była globalna tajemnica wojskowa Nr One.

- I tak jakby sam sobie odpowiedziałem w tym śnie, na pocieszenie - że to będą 24 miliony lat. A potem koniec, światło gaśnie - kres, fajrant, nie było.
 Jednakże w sumie uważam, że to ja sobie sam tak odpowiedziałem, na pocieszenie - a Osoba, która na końcu snu poszerzała moje zrozumienie - wcale nie odpowiedziała; czyli że prawdopodobnie nie ma kresu, to jest 24 miliony lat - i dłużej, ciągnie się w wieczność.

  Ciężka schiza, w dodatku właśnie w tym całkiem być może istniejemy. Fałszywe może być przekonanie, rozpowszechnione tu niby moda - że o jak to fajnie, się urodzić. Na ławce w parku albo pod blokiem, siedzą dresiarze i palą. Prawie każdy z nich myśli, że o jakiego to miał fuksa, że się urodził, że w ogóle żyje - no jednak ..! -- A jakiś tam Zenek powiedzmy, on się nie urodził - debet .. Nie miał tyle szczęścia.

Jeszcze nie powiedziane, kto miał szczęście a kto nie miał. Taki co się nie urodził, wcale nie stoi okazuje na straconej pozycji wobec tego wielkiego jegomościa, który się urodził i żyje, wielkie halo.

Wcale nie wiemy, jak to oceniać, i który miał więcej szczęścia, albo mniej pecha. Do kina cię bez biletu nie wpuszczą, się w środku na seansie nie znajdziesz - a życie miałoby być za darmo, i wszystkie gwiazdy świecić, żeby ci było ciepło.. No na pewno, bo tak napisali w gazecie. Tylko czemu na kaflu w klozecie - gdzie nikt nikogo nie kontroluje, nikt nikomu nie płaci - wcale jakoś się nie powtarzają, te " wszystkie ich oczywiste prawdy".


Tak sobie zawsze myślałem, w sumie: " Mimo wszystko, jakie to szczęście że się urodziłem - a ktoś inny, powiedzmy, nie zaistniał. "
 Dzisiaj to przekonanie straciłem, wcale to mogło nie być takie szczęście; los, który nie wygrywa - my jesteśmy jak gdyby żywymi losami - ale różnica dotkliwa, bo jak los ci nie wygra - to wyrzucasz papier; a tutaj coś innego się dzieje, długo trwa.

 Kurde, naprawdę wolałbym coś pozytywnego powiedzieć; ale nie wyszło, nie dało rady, nie zastało. Zrelacjonowałem nie jakieś tam wyczytanki z Internetu czy innych książeczek -ale to, co jakby z własnej barwy rozważań, i snów ..- jakoś mi się tak samo ułożyło w moim kaleidoskopiku wytłumaczeń, nikt mi nie pomagał; głównie tzn. opisałem to, co było raz w tamtym śnie, jednym z tych dziwnych snów - gdy wiesz, że śpisz, ale zarazem - ..tam gdzie jesteś, jest bardziej Naprawdę, niż tam gdzie się obudzisz "na jawie".
  Jawa to ściema, gdzie indziej prawdziwe tykanie. Ukryty jest przed ludźmi, mieszkańcami Ziemi, straszny krajobraz moralnych wyzwań - Himalaje. Olbrzymia czarna kurtyna odgradza to wszystko od naszych świadomości, jesteśmy na planecie kontrolowanej przez nie-materialną siłę źle, źle nam życzącą.

 Wszystko jest inaczej, niż piszą w 'Bravo'. Ogólnie wszystko jest, jakoś właśnie dokładnie odwrotnie, niż 'każdy wie, że tak jest'. Rodzice ci źle powiedzieli, szkoła źle - do lekarza weź już nie idź, to nie ma sensu. Tylko jakoś wewnątrz siebie, odkryjesz czasem niespodzianki, te cienkie nitki - niby Ariadny-Rumunki.

  "Droga grzesznika jest łatwa, ale u jej końca - znajduje się przepaść piekieł".

 Nie jestem dogmatykiem, nie jestem fanatykiem - nie wiem, czy tak jest. Ale wydaje mi się to równie możliwe, jak uzasadnienia teoretycznych za i przeciw różnych eksperymentów, typu Zderzacz Hadronów i tak dalej, co to teraz piszą wszędzie wielcy naukowcy i nawzajem sobie przyklaskują - a później ty, jak zwykle, budzisz się z ręką w nocniku.


----------------------------------------------------------------
1 III 2014
Odchodzę do wieczności w niesławie, wracam za kurtynę bazy - skąd trysnąłem, nie wiem nim to pojąłem - Ale jestem istnieję, i stało się, zrobili mnie - i teraz będę, we wiecznej Stronie czasu - wydzielili pewno jaką kroplę pra - fluktuacji - .. przed podziałem na "mam grę" i nie mam

Zenek ze wsi miał trudno, bo do biblioteki 12 kilometrów przez błoto, a we domu ksiąg mniej niźli izb było. On miał trudno. -Ale nie powiedziane, że Cyzio z laserowym mózgiem miał łatwiej, przy tacie na orbitalnym u-boocie Radom-Ostrava 1976 "Internacjonalny Batyskaf Gwiezdny"

..Na Cyzia - geniusze, z sześcioma tranzystorami - żywymi projektorami marzeń, laserowymi tunelami woli,

..pnączami w dżungli woli

Powiedzieli ci, że pieniądze są ważne. Dla innego - że wygra Manchester.

Ale skąd się tu wzięliśmy, czemu / po co / za co - pojawiliśmy, o co chodzi

o co biega wokół nas i w nas - tam się zaczyna Ważne, jak to jest że woda płynie

w rzece, i do jakiego morza - wzięła się z kropelek ..

To, w czym jesteśmy zanurzeni, to może być katolicki świat Boga, albo naukowców bez_świadomy Wszechświat, zbiór suchych praw i dlatego boli. Ale jest też inna możliwość, trzecia ..a właściwie zerowa, Pewna - dostępna jak hieroglif na wykopkach w Egipcie, u każdego w zakamarkach jaźni: ..to, w czym jesteśmy, to Restauracja. Najpierw dym był i trzoda, że nas wpuścili - a po wyjściu.. jeszcze będzie rachunek.

Powiedzieli ci: żyj żyj żyj, i nara - to jest twoje życie. Otóż coś mi tu nie pasuje: te wszystkie drzewa, widoki nieba ..woda, kwiaty, zwierzęta, powietrze, jedzenie - wilgne tchnienie, dziewczyny spojrzenie ..

Nie jest to wszystko twoje, nie ty to wyprodukowałeś, stworzyłeś. -Nie.. nie ściemniaj.    To wszystko jest nam dane, i zaprawdę - będzie uregulowane. Ty kończysz życie, z ciała wychodzisz - a tam niespodzianka, jesteś animowany i żyjesz wiecznie, wszystko sobie przypominasz ..to była szansa. A tam czeka kelner.. Kelnerzy, nie wypuszczą cię bez rachunku. W ogóle już nigdy cię nie wypuszczą, bo ty nie masz na uregulowanie rachunku - czym za to wszystko zapłacisz, jakie skarby duchowe przynosisz, dla Wieczności.

Wszyscy żyjemy tu jak krowy na dzikiej prerii, prowadzone przez kowbojów w USA XIX wieku, pod pustym szarzejącym niebem. Nie wiemy co nas czeka, ludzie nie wiedzą - być może stawka jest ogromna, więcej niż pęka głowa..

Nie jest powiedziane, że nie istnieje żadna Wieczność - morze do którego wpadamy, coś jak obieg wody ..byliśmy kropelkami.

Żadni naukowcy tego nie udowodnili, że wzięliśmy się z niczego, i do niczego wracamy - niby automat z napojami, który pojawia się i znika pośrodku pustyni.

 Inna może być faza, inna barwa - i co najmniej 50% na 50% by należyło założyć - i dopiero potem, iść na studia i zostać inżynierem, muzykiem ..albo innym bezdomniakiem.
A niejeden został gwiazdą piosenki, drugi szuka po śmietnikach puszek. Inaczej mogło im się ułożyć po kartach losu talii przebić rodziny - jeden mogła być drugim, gwiazda piosenki szukać na śmietnikach i vice versa - gdzie dzisiejsi Sośnicka, Frąckowiak, Niemen - pewnie są na śmietnikach, szukają może puszek talenty następnego pokolenia.. no bo co, nie dostali szansy, nie umieli wejść w świat blichtru i chciwości, dzisiejszy szoł - biznes, gdzie niby wszystko fajnie, tylko "coraz gorzej z twarzą".

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Dawniej ludzie nie mieli pieniędzy, pieniądze nie występują w przyrodzie. Aby usprawnić wymianę, powołano jednostkę rozliczeniową. Szybko, w każdym stuleciu - pojawiały się osoby próbujące wzbogacić się za pomocą machlojek w narracji emisji pieniądza.

Podobnie jak handel opium czy bronią, potencjalnie ogromne źródła dochodów kusiły i kuszą struktury nie tylko przestępcze, ludzi małych i złych - ale również służby państwowe, a nawet bale arystokratów. Obecnie, w wieku XXI podobnie jak w wieku XX - światem zza kulis rządzi fałsz, zrzeszenie ukrytych gangów - które prowadzą wojnę, ale jednocześnie - każdemu z nich zależy na pozostaniu w cieniu. Historia i ekonomia dziś - to nauki skorumpowane; niewiele mniej zależne, niż nauka radziecka z czasów kolektywizacji.

"W życiu można wiele zyskać, ale stracić też WIECZNOŚĆ." - te i inne powiedzonka Zenonka możecie

kupić za darmo w kiosku za darmo

który prowadzę ja, Michael Baza Masakra,

gwałtowny skręt skobla wodospadu samooglądu czasu

i przekupiony król, Juhasów ..

Poszedł pode wodę, napić się ze stawu jaźni,

wrócił rozdygotany od bojażni. -Kim kurde kabli prądu,

w końcu jesteśmy - ile od lamp przepalonych lepsi.

Każda Chwila jest Święta - mało kto wie to lub pamięta. Ale tak mi wyszło, pewnego razu jako efekt uboczny na wyprawie po Złote Runo - gdy umysł sunął, przez laserowy hologram kosmosu, jak ongi pojazd 'Brainiaca' w komiksie.. Nagle w środku innej fazy, dotarło do mnie że każda chwila jest święta, jak święta w kościele; nasze życia są zakorzenione w świętości, która była u spawania, zarania - kiedy włączyli nasz świat, jakby obraz w telewizorku. Bo było tak, kiedyś stać się musiało

Nasze otoczenie się pojawiło, wokół nas - ciekawe, czy wtedy wszystko drżało..

 Naukowcy twierdzą, że to wszystko było w wielkim wybuchu, i potem się rozszerzyło. To kto pierwszy kogoś zobaczył, gupi naukowcu? -Kiedy pojawił się widok

 Dobrze że gdy robię sweterek, na szpuli z nitką mi jakiś punkt nie wybuchnie, w kosmos; w sumie jest większa szansa, że wybuchnie coś, jakiś atom - niż że wybuchnie coś, czego nie ma - pustka, której nawet nie było, bo nie było czasu!.. - he he, gupi naukowcu

 Ja może jestem głupi, ale ty jesteś gupi - i w dodatku bez jaj; kruk zgadnie komu zapłacą, oszuści z drukarni banknotów i od napadania krain.

 A tera powiem jak to było. Gdyby to był system komputerowy, i różne pojęcia typu "Istnienie", "Czas", "Byt" .. bla, bla bla, i te inne szufladki - gdyby to były pliki, to należy to wszystko zespolić w jeden plik, .. mniejsza o słowa.

..Te, właśnie ?! - A moźe to było to Słowo? (..bo Słowo musiało być przed słowem, jakimkolwiek oznaczającym cokolwiek). No dobra, no więc to Coś ..- nazwijmy to jednocześnie Panem Bogiem, Istnieniem i Materią, czyli jednocześnie kosmosem i świadomością ..to coś było przed czasem. To czas jest w tym, nie to w czasie. Czas jest tylko wewnątrz, tak jak most w mieście.

A cząsteczka materii vel czasoprzestrzeni - jest jednocześnie cząsteczką świadomości. Tak też było od zawsze, a może nawet sprzed zawzse - ale tu już nie wiem, peryskop nie sięgnął.

 Tyle mi się uzbierało w głowie z rubinowych nierzadkich rozmyślań o zdaniu "Jestem, który Jestem". Na razie więcej nie wiem, nadawał Nemo - ostatni dealer jaźni, były luj przyszły adept kaźni.

 Jeszcze mnie kiedyś przerobią w coś złego, i ja zgubię 1000 dusz - tyle zła ..okropny ogrom zła widziałem we śnie, i ja to wszystko sprawię, przerobiony w robodemona po torturach nie z tego świata. Ale to dopiero tam, " po tamtej stronie". A na razie cieszcie się, k.. , bo jeszcze jestem baterią spolaryzowaną dodatnio - nie wiem co słychać w świecie nauki, nie czytałem opłacanego z budżetu naukowca o wytyczonych widełkach badań - bo wolę jak mi sunie taśma w mózgu; i zawsze tam były pierożki, nie ja siebie skonstruowałem. ++

-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-

Tak jak są różne dożynki, zloty fanów radia lub beztroski, konkursy telewizyjno-muzyczne ..akcje szeroko zakrojone, podejmowane przez społeczeństwo - tak należałoby bezzwłocznie zaprosić naukowców i hobbystów do projektu przypominającego telewizyjny show-quiz, którego celem byłoby skonstruowanie urządzeń wpływających zdalnie na ludzki umysł, np. z przyciskami "nerwówka", "apatia", "rozbicie". Jeśli chodzi o chętnych-króliki doświadczalne, to znajdą się - gdyż nie takie rzeczy ludzie gotowi zrobić, byle być sławnym. Nawet jeśli będą wypadki, wręcz ofiary - należy kontynuować ten projekt, i publicznie prowadzić prace nad zbudowaniem urządzeń, jakie starano się skonstruować już w latach II wojny światowej.

  Istnieją bowiem określone przesłanki, że stan "trzeźwość" - jaki teraz mamy, my dorośli, każdego dnia po wstaniu z łóżka - to nie jest do końca to, co miał pradziadek ..to jest jakby "ta sama rzeka, ale woda zmieniła kolor.." Jeżeli będziemy wiedzieć, jak skonstruować urządzenie zmieniające kontury nastrojenia jaźni - dowiemy się też, jak ono działa. Zobaczymy te przykłady "w praniu". Z czasem być może dostrzeżemy u ochotników wystawionych na działanie aparatury - takie procesy, których świadkami sami byliśmy we własnych głowach.

  Inaczej nie dowiemy się, czy ktoś od wielu lat nie prowadzi czasem aby "oprysków" naszych psychik. Kto i po co - nie wiem, ale wiem że gdzieś dzwony biją - a powszechne omijanie tego tematu jest tu tylko okolicznością podejrzaną. Właśnie dziś, w Nowy Rok 2014 - oglądałem sylwestrowe przemówienie Władysława Gomułki z 1964. Były już wtedy radio i telewizja, radary i telefony - a nawet satelity. Według wiedzy ze szkoły i z gazet, nic od tego czasu ciekawego nie wynaleźli - a minęło właśnie 50 lat. Tak jest, pij piwo - nie ma żadnych nowych ciekawych wynalazków .. Idź jutro na stadion pokibicować, i jesteś gość; a w niedzielę koniecznie pobiegać, zdrowy tryb życia. To nic, że nasz kraj przypomina cherlaka pomiędzy karkami z siłowni, i dalej słabnie pod względem zdolności do obrony własnych granic w kontekście reszty świata na osi czasu. Przecież jesteśmy w unii i spokojna głowa, jest fajnie i będzie fajnie - bo tak nam obiecali, choć sami rysują w podręcznikach naszą ziemię jako własną, i mają hekstyliony fabryk gotowych we dwie godziny wyprodukować terakotową armię sterowaną zdalnie, a ich drony ćwiczą w Afryce, podczas gdy nasi prominenci odbierają kolejne nagrody i laurki, za to że wszystko idzie w pozytywnym kierunku, zgodnie z planem, tylko ciekawe czyim; a ile znaczy słowo naszych nowych przyjaciół, którzy poprzednio tysiąc lat nas napadali (ale o tym zapomnijmy, bo to nieładnie wyciągać sprawy z przeszłości) niech przypomni nam wzrok dzieci z Głogowa, przywiązanych do maszyn oblężniczych.


 Oj, przepraszam - to chyba "mowa nienawiści". Ale ja się poprawię, od jutra będę apelował o rozwiązanie 14 baz - jednostek wojskowych; w zamian za to zorganizujmy olimpiadę, a co tam - najwyżej potem przyjdą jak po swoje, i nas rozjadą tym razem w tydzień - a nie w miesiąc. Bronie dźwiękowe, telepatyczne, optyczne i grawitacyjne - np. takie zostaną użyte, a my będziemy się bronić w starych czołgach i samolotach starszych niż ich piloci.

 Dziś- gadka oszołoma, bełkot nawiedzonego. Za ćwierć wieklu - piątka z historii, albo pomnik - kamienna postać na ławeczce w parku. Taki life


Ale granice naszego pięknego kraju, żyznej polskiej ziemi - płonęły zawsze na we wszystkich końcach, tam gdzie nie gasiło morze - więc my Polacy, skupmy się na sobie ... - a inni, niech się sami martwią, co będzie gdy staniemy się największą dynamiką gospodarczą świata. A jest to możliwe, tylko jest jeden warunek - wprowadzenie lokalnej waluty 1 Lech do obrotu wewnętrznego, na terenie Polski i pomiędzy Polakami - 10 lechów, 39 lechów itp. Tamte pieniądze mogłyby sobie pozostać, jak kto chciał - dla firm eksportowych, albo by nie najechali naszych wiosk czołgami - ale my, Polacy, możemy i musimy zrobić wyłom, wprowadzić lokalną walutę która sprawi, że nasza gospodarka przestanie być cytrynką, którą ktoś obcy wyciska.








Alarm ! Alarm ! - Ja będę żył wiecznie .!. -Alarm! !! ..



Ja będę wiecznie trwać, płacić rachunek - a teraz jest najważniejsza część tej wieczności, gdy decyduje się cała - i Twoja, i Moja wspólna przygoda - wielka sala rozpraw, kara lub nagroda - za życie i śmierć w nieskończonym eksperymencie - ziemskim padole, duchów zanęcie - matni zarodnej, łące grzybopodobnej, gdzie wykluwają się świetliste duchy - w podróże mkną znad poduchy, w sen krain wielu odwiedzanych - i miast przyszłości, dziwnie znanych.

 Przyszłość tak zawiruje, że liczny zmieni miejsce gdzie się znajduje, i budynek stan skupienia - stary porządek dozna stopnienia.


Nie wiem czy jest ta reinkarnacja, czy też raz żyje człek a potem wieczność, Piękna i szlachetna dla wartych tego, żeby w wieczność się udoskonalali i pokazali, co jeszcze ta maszynka potrafi - człowiek, parametr o nieokreślonych możliwościach. "Zdolności nieznane" - ale nie martw się, ty tak jak każdy debet pewnie raczej marnujesz dane ci talenty i trwonisz częstotliwość/rozdzielczość jaźni ..takie coś to niepotrzebne jest dla Wieczności, nie tak gra ta impreza - Piękno i Szlachetność są zapraszane, inaczej nie mogłoby to w nieskończoność się kręcić i jechać.. "film nie wart byłby ceny biletu" - za mało mamy słów, żeby to wytłumaczyć.

Obrazek po lewej to mongolski robak, naukowcy mówią że może nie istnieje - ale jak tam pojedziesz i tak powiesz miejscowym, to się roześmieją. Raz w roku one wychodzą na trzy dni, czy coś - rażą prądem, gdy się zbliżysz ..dlatego nikt ich nie sfotografował - albo został zjedzony razem z aparatem, to duże stworki. Istota po lewej natomiast to pierwowzór postaci śmierci z kosą - otóż istnieją relacje z dawnych wieków, że na kilka dni zanim jakieś miasto napadła dżuma - widywano na pobliskich polach takie właśnie istoty, które trzymały coś w ręku i tym machały. "Taka sytuacja"


 I wyobraźmy sobie Mariana, który nigdy w życiu niczego nie ukradł, aż w końcu pewnego dnia ..ukradł - powiedzmy, dwie bułki z piekarni, bo był głodny a stracił pracę.

 Czy powiedzmy po śmierci, będzie Mario miał odpłacone 1 = 1, czyli rzeczywistość coś mu zrobi - z czegoś go okradnie, i będzie po sprawie - pozamiatane.
  A może tak będzie, że przez wieczność całą, i ciągle i ciągle.. bez końca = będzie miał za to odpłacane ..jedna głupia kradzież, dwie bułki - a przez Wieczność będą go torturować. Czy to możliwe?

  Otóż okazuje się, przyszedł dziś Tezeusz umysłu - że tak. Ponieważ kiedyś nie istniałeś, nie było twoich uczuć ani marzeń, ani jaźni tknienia.
0 - a teraz dostałeś 1, bo masz to wszystko ..i nie kituj, że sam to wszystko stworzyłeś, albo że samo powstało - tak nie mogło być. Przypomnij sobie, to nie tak dawno aż było .. tyle, ile masz lat - gdy dano ci życie, uprzytomniono cię też w sprawie trudnej misji, jaką ono jest; i niebezpiecznej, że Bond by speniał - i narobił w gacie.

 Było 0, a dostałeś 1. Żyjesz sobie żyjesz, nazaś kończysz życie. I teraz to 1 się wymienia na nieskończoność. Tak jest, tak to może być - to by nawet miało sens i się tłumaczyło, jak to w ogóle jest - nic, ty i wieczność ..ty jesteś jakby po środku, najpierw dostajesz ..potem oddajesz.. tak samo jak z 0 może się zrobić 1, tak samo z 1 nieskończoność - i tak jak z nie-bytu wzięło się twoje życie, tak twoje Życie przekształci się w wieczność.

  Sorry Winnetou,  ale trwamy we Wiecznym Wigwamie; dym bez końca płynie. To nie ja cię obsadziłem w tym filmie, zaprosiłem jako statystę - nie miej do mnie pretensji, wodzu i nie wkurzaj się - że mówię ci trudną, bardzo trudną, trudniejszą niż napad na poczcie prawdę -.. a nie jedną z tych ładnych bajeczek, kolorowych miłych wytłumaczeń- które mają do zaoferowania gazety, naukowcy, i nawet ja po dziś dzień czasem się nimi pocieszam; "może chociaż jest ta reinkarnacja ?.."

Może, bo jak nie - to wszyscy mamy prze.ebane.. i nieważne, czy ktoś jest Putinem czy innym żebrakiem niezależnym z końca parku - wszyscy jedziemy na tym samym wózku, a we sercu układamy tory - z podkładów chwil. (Co było tu, minie nagle tam - jak cień, powiew którego już nie ma, przeminął był chwilką.) Chwilką, chwilką wobec nieskończoności wieczności - przypomnij sobie, na co się zgodziłaś ..daleko przed urodzeniem, ocknięciem w cielaśni noworodka.. Było tak, było powiedzieli każdemu z nas, hej ..!we innym wymiarze - trochę pamiętam, jak ważnej . .jak trudnej misji się podjąłem, niby komandos jaźni- piechur zwiadowca Wietkongu wieczności, na trudnej misji w Luwrze.
1
2
3 jak pchełki uświadomiły mi Wieczną Prawdę
5
6
7
8
9 mocne

11
12
13
14
15
16
18
19
20
żałoba s-f
21
22











Jak bity, nie-bity ..i dwie strony monety, tak dwie fazy są filmu - ja i ty mamy w koncepcji upływu projektora, a każą nam je nazywać - jawa i sen, uczą dzieci ..i dbają, abyśmy my też tak to rozumieli.

 Tymczasem wcale nie wiadomo.




"dzisiejsza Chorwacja - mówił weteran jugosłowiańskich wojen, zobaczony w telewizji - jest Chorwacją już tylko z nazwy"



Dbajcie, abyście nic nikomu nie mieli do odpłacenia - albowiem w drugim świecie, długi rosną sto i tysiąc razy, w nieskończoność mnoży się zapłata, Stnienia kryf - powodów chata,

miejsce z którego pochodzi logika, wszystko jak w zegarku tyka

 i każdy ma odpłacone - nie raz, nie dwa razy, nie nawet 8 razy - ale w nieskończoność ma odpłacane i odpłacone, tak świecą race zapalone

 tak migoczą gwiazdy, tym tchnią-barwią jazdy
i fazy - to w oczach ma Gerwazy - żar mgnienia,
 gwiezdny klif pragnienia - wodospad się urywa, rzeka dalej płynie

złoty pociąg zapłaty niechaj cię nie minie
- za wszystko tu jedzie zapłata, gwiezdna armada
innego wymiaru Zasada - ...skąd się tu wzięliśmy, tam animowani
tu - animowaną ręką narysowani, gdzieś we innym świecie

 Może dużo wiecie - o okrętach, radarach ...farmaceutycznych skandalach
 Ale jedno pomnijcie, zważcie słowa one:
..tam, na drugim świecie, w siedmset odpłacone.




Jestem jednym z filmów, na które podzielił się Pan-Bóg.

  Tzw. śmierć jest sztucznym horyzontem wynalezionym przez naukowców, to tylko opuszczenie przez przytomność tego wymiaru - powrót we wymiar, skąd się tu przybyło. Oddajmy głos znanemu użytkownikowi środków, za posiadanie których dziś trafiłby do paki i odebrano by mu dzieci:

Adam Mickiewicz

RUSZTOWANIE

Duch jest budowlą, ciało jako rusztowanie:
Musi być rozebrane, gdy budowla stanie.




   Żyje się wiecznie, i w pewien sposób od zawsze - horyzonty czasu istnienia wszechświata i czasu twojego istnienia splatają się u zarania, to jest stopione (nieosiągalnie dla liczb dziesiętnych), to nie jest tak że ktoś został teleportowany do wnętrza supermarketu i nagle się tam pojawił, nikt nie został - nasz początek jest niejasno stopiony z Trwaniem, i koniec również się w nim rozwija - nie ma żadnego końca,

 to że ci tak powiedzieli, że jest jakiś koniec po którym film się urwie - to idź z nimi załatw tę sprawę, bo nieźle cię oszukali.

 Nie ma żadnego końca, i nie będzie: czy kto skoczy z wieży, czy umrze w łożu jako starzec - my jesteśmy żywymi filmami, na które podzielił się Pan-Bóg, ..pozwolił jakby nam z siebie wyrosnąć, niby pryszczom...

 A Pan-Bóg, czyli Istnienie, lub jak kto woli kosmos i Świadomość w jednym, nierozerwalnie przed pseudo-rozszczepieniem na pojęcia przez prof. Hansa Zimmermanna - Pan Bóg istnieje wiecznie, i nie może sobie np. zostać narkomanem, żeby potem mieć zrypany film i być nieszczęśliwym, w Wieczność.

 I ty uważaj, bo nie wiadomo w jakiej stawce tu wszyscy gramy - Pan Bóg, szatan i każdy z osobna. Stawka może być większa niż życie, oj k... może być większa - WIECZNOŚĆ !!!!

 Ukryte jest przed nami na 7001 sposobów, o co tu naprawdę biega. To dlatego niejeden całe życie spędził pykając fajkę i wertując najmądrzejsze księgi, a gdy umarł to nadal nie wiedział - choć wcześniej ponad czterdzieści razy wystąpił jako ekspert w telewizji.

 Niejeden blokers prędzej odgadnie,
niż tam gdzie zestawiają stare punkty widzenia, niby zwrotnice szyn na stacji zabytkowej kolei wąskotorowej.

 Niejeden dorósł i miał w życiu problem, jak żyć - stanął przed tym zagadnieniem, skąd wziąć pieniądze. I został handlarzem narkotyków; a inny został profesorem, taki mądry - też robi brudne rzeczy, niegodne rzeczy, bywa bezwględny i nie ceni swojego odbicia w lustrze, choć przy kolegach udaje inny humor - jest to po prostu inny sposób załatwienia swoich praw bytowych; przegięcia i kłamstwa, amoralna brutalność - ..odchodzą w różnych dziedzinach. Żeby być bossem mafii, trzeba wiedzieć kiedy mówić, jak mówić, a kiedy milczeć; aby zarabiać jako profesor - podobnie, bardzo podobnie. To że jeden dobry jest w posługiwaniu się bronią, a inny drewnianymi bierkami ze słów, niby z kołchozowego tartaku - to jeszcze wielkiej różnicy pomiędzy nimi nie robi, bo i jeden i drugi może być gnidą, robić to za co ma płacone, a o żadne wartości inne nie dbać niż tylko o to, żeby kasa była. No difference - "tak samo jak ludzie, Funky, bez żadnej różnicy".



To nie jest tak, że powstaje coś tak skomplikowanego jak świadomość, a potem nagle gaśnie ..niby kto świeczkę zdmuchnął, albo bojowy pojazd terenowy na pustyni, po urwaniu się koła w czasie misji - zostaje opuszczony przez załogę, porzucony ..ale przecież nie znika natychmiast co do jednej śrubki i mechanizmu, powoli podpełzają skorpiony.. ||

nie może to być - podobnie np. pień drzewa ci prawie z niczego wyrośnie,
tzn. z ziarna - nasiona, ale potem już wielki zwalony - powoli obumrze,
od razu nie zniknie bynajmniej, powoli będą pracować mrówki i chrząszcze.

tak nie do wiary i niedorzecznością byłoby sądzić, że coś tak skomplikowanego jak jaźń ludzka, maszyna świadomości z samokontestującym się ekranem -

że toto rozleci się nagle co do jednej śrubki, i zmarnuje "..niby to pień drzewa wielkiego, nagle znikł".

 Tak nie jest i sytuacja przypomina bardziej wymiar jakby ósmego snu, gdzie już wcześniej ..ja się jakby w siedmiu snach przygotowywałem, do tego by Istnieć w tym Wymiarze Rzeczywistości i coś poprawnie podziałać, czegoś dokonać.

 Gdzieś ja już swoją świadomością się ukształtowałem wcześniej, wyrosłem niby kwiat - spasłem się poczwarką, zanim tu zacząłem żyć - już z w miarę ukształtowaną jaźnią. Ktoś musiał dać wielki dar, tam gdzie mnie wyspawali

 przypominam sobie, jak mnie dawano - przytomność czasu, samooglądność, odpowiedzialność decyzji - ..tak jakby wylał mnie tam Bóg, w hucie wieczności.

Ale zarazem jestem jakąś częścią Istoty/siły, która żyje od zawsze; byłem już ziarenkiem, już jakaś część mnie - istniała od Zawsze, tak z niczego całkiem kompletnie się nie wziąłem.

 Czym ja, kurde mol, jestem?!! -Jaka jest relacja pomiędzy tą fazą tutaj, powiedzmy okresem drzewa które już ma rozłożystą zieloną koronę, i żyje sobie w głębi lasu.. - albo fazą motyla, gdy już nie jest poczwarką, a przed.. - -|| jaki jest stosunek tej fazy czasu, do tego co nie jest tym okresem, mającym początek jako "narodziny" i koniec że "śmierć", a przecież wiem że moja świadomość istniała przed tym i będzie istnieć po tym - ..nie jest to bowiem serial w telewizorku, który można ot tak sobie włączyć i wyłączyć, jak chcieli przekonać mnie "naukowcy"..

Jaka jest relacja pomiędzy tym czasem skończonym tu, a czasem ..nieskończonym? tam ???? - Byłbyż to ruch dwu-suwny, stosunek samozwrotny sprzężonych luster? Wtedy oznaczałoby to, że ktoś kto np. kradł tu.. "kładł się cieniem na otaczającej go Rzeczywistości" - jego uczynki rzucały swego rodzaju cień, o tym kształcie, na Ciało rzeczywistości -= on automatycznie będzie miał jakoś odpłacone Na Tamtym Świecie czymś podobnym, że teraz to rzeczywistość będzie okradać jego...

To co nas otacza, to żywe ciało - i to jest dwojako zanurzone w czasie, w wymiarze chwilowości i wieczności jednocześnie. My też jesteśmy tak zanurzeni, tylko że nasza przytomność uwagi jest albo tu, albo tam. Jesteśmy jak gdyby krople, które na chwilę z głębin wyskoczyły ponad powierzchnię, aby wnet znowu spaść - ta chwila to nasze wybory tutaj, głębia jest wiecznością.


 Być może wystarczy jeden grzech aby zbańczyć, aby "nie przejść". Życie to niezwykła misja, wielkiej wagi.

 Pamiętam jak byłem dzieckiem, koc mój i kołdra elektryzowały, a po ciemku w nocy obudzony, widywałem czasem kolorowe szlaczki wędrujące po ścianach, takie energetyczne wzorki jakby. Z kolei wracając ze szkoły w np. jesienne dni, na niebie pod nie za wysokimi chmurami, widziałem krążki ..takie jakby obiekty, meduzy - które tam czasem w grupkach sobie były. Inni tego nie widzieli, ale po latach dzięki Internetowi dowiedziałem się, że jednak nie byłem sam - o co chodzi? Dlaczego jakieś zastrzyki, obowiązkowe dla dzieci, prawdopodobnie redukują ich zdolność widzenia w zakresie innych wymiarów, do "jednej prawdy" takiej samej dla wszystkich, wg. naukowców - którzy to zatwierdzili, w zamian za nie takie małe wynagrodzenie.

 Piszę póki mogę, bo w kulturze, nauce i etyce powstaje już jakby jeden monopol, wg. którego każdy, kto nie zgadza się z tym ich zestawem dogmatów do wyrecytowania o 1 w nocy po wyrwaniu z łóżka, jest jednocześnie faszystą, totalitarystą i fundamentalistą, oszołomem i ortodoksem, zacofanym ciemnogrodem nietolerancyjnym - który nie rozumie wolności innych i nie potrafi jej szanować. Czyli innymi słowy, kiedyś można było myśleć po swojemu, a teraz już kombinują jakąś nową "mądrość" - jedną dla wszystkich niby szczepionka.




Naukowcy od "wielkiego wybuchu" mają kłopot z tzw. problemem początku czasu. Otóż jak powstał czas, a co było przed czasem.. i tak dalej, właśnie upłynęła sekunda - a co było, "zanim" zaczęły tykać?

Trochę to się kupy nie trzyma, i rzeczywiście - teraz są sekundy, a kiedyś nie było. "Kiedyś"..

 Otóż to inaczej jest. Sekundy, i te rzeczy - czas, jaki teraz biegnie, jaki znamy - to nie może istnieć; bo nie może być sekunda, a kiedyś nie było. To inaczej jest.

We wiecznym wymiarze istnieją wieczne istoty, powiedzmy że są to jakieś anioły, i takie tam - stworzenioidy o wiele doskonalsze od nas, Jaźń 3.0/4.0 ..widzą przyszłość i znają reguły gry, której same są pionkami/planszą.. Tam wszystko kręci się wiecznie, więc wszystko trzeba robić dobrze i z głową, żeby nie było kaszany; żeby świat się aby nie skrzaczył, "Istnienie". Nasz wymiar, nasz świat - taki nie jest; tu wszystko jest skończone, to jest jakby pole do popisu, brudnopis, poligon zamknięty w czasie - "nie daliby nam żyć naprawdę", bo jeszcze nie wiadomo co byśmy pokićkali. Oni obserwują nas stamtąd, trochę jak gdyby ludzie patrzyli na te mrówki w tych takich płaskich pojemnikach. My do nich nie możemy zajrzeć, my jesteśmy w telewizorku - ale to po drugiej stronie ekranu jest bardziej prawdziwy świat, gdzie jesteśmy zakotwiczeni. To tam jest zakorzeniony nasz świat, stamtąd jest emitowany niniejszy dany nam zlepek wymiarów. A każdy z nas, jest tak naprawdę animowany - w głębi własnej jaźni, w punkcie kotwicy-szmaragdu ..każdy jest niezniszczalny, podstawowy obwód jaźni - jest animowany. (Opowiedzieć, jak 10 lat kombajn-żniwiarz jeździł mi po mózgu, że dwa razy miałem sekundę problem żeby sobie przypomnieć jak się nazywam, a parokrotnie wiedziałem tylko że jestem, tylko to już wiedziałem/byłem świadom, że istnieję - i co, po latach znowu jestem świadomym, samo-orientującym się punktem, żywym programem... Ta podstawa jaźni okazała się niezniszczalna, nienaruszalna, animowana. Jest tak, to jest wielki knyf, i zaskoczenie byłoby tak dla każdego naukowca, jak i rolnika - we głębi naszej świadomości, każdej, podstawowy puzzel jest animowany. Może reszta ciała, czy nawet jakaś pamięć, te sprawy, wspomnienia - to film fabularny, temat materialny. Ale ukryty przed dzisiejszą wiedzą fakt, niespodzianka z innej bajki - to że każdy z nas, w głębi w głębi.. w pierwotnym obwodzie - jest niezniszczalny, wieczny, "animowany")

  My jesteśmy jak gdyby nasionkami, ziarenkami życia - coś jak są drzewa, kamienie ..to też jest życie, i my jesteśmy takimi drobinkami. Teraz co zrobić z taką drobinką.. one się mnożą, jak roztocza.

  Czas jaki znamy, istnieje tylko tu w naszym wymiarze, to tak naprawdę wielki dar - wynalazek. Na zewnątrz jest wieczność, i tam już nie ma żartów.

  Mamy w głowach, miliardy ludzi, wdrukowywaną całe życie taką koncepcję, że normalnie jest czas, początek, koniec. Tymczasem wcale nie jest tak, to jest fenomen, ewenement - czas, jaki znamy, został wynaleziony we innym wymiarze.

 Normalnie jest wieczność, Wieczność Istnieje. [Nawet nie można powiedzieć "Wieczność była od zawsze", ponieważ 'od zawsze', 'do końca' i 'pomiędzy' to już są terminy związane z czasem, obejmowane przez Czas - który wydobywa się z W-I-E-C-Z-N-O-Ś-C-I, coś jak drzewo by wstawało z ziemi]

 Dlatego nie można powiedzieć: "Wieczność istnieje od piętnastu miliardów lat", albo "Wieczność istnieje od zawsze" - ..bo to już byłoby trochę bez sensu, takie mówienie. Można powiedzieć: "Wieczność Istnieje" ..a Czas dopiero się z tego wydobywa - i nie wszystko, co istnieje, jest w czasie.

  My teraz jesteśmy w czasie, ale potem możemy już, he he, nie być. Tak jak kierowca samochodu wyścigowego schodzi z toru podczas wyścigu, gdy wóz ulegnie poważnej awarii albo zniszczeniu - tak i my po opuszczeniu tego wehikułu ciała, wracamy jako animowany skrawek jaźni, w królestwo Świadomości, tego co istnieje wiecznie - poza czasem, przed czasem, na zewnątrz tego tutaj poligonu - czegoś w stylu "hełmu wirtualnej rzeczywistości".

  Zjawisko czasu powiązane jest tutaj z przestrzenią, materią i przytomnością umysłu / wiązką skupienia leja koncentracji uwagi. Gdzie indziej to może być już inaczej, tam nie ma czasu jak np. nie ma grawitacji, albo jak w animowanej bajce - są inne zasady logiki, fizyki ..etyki. Mały grzeszek tu - może być większy niż Mount Everest, tam. Nigdy nie wiesz - wiedział jedynie każdy w sercu, gdy był jeszcze malutkim dzieckiem, bez prawa głosu; dawno zanim ten "świat" zaczął urabiać wszystkich nas z osobna i po kolei, na swoją modłę - schrzanioną parodię doniosłego trwania, ku jakiemu każda dusza była tu wzywana.

 Tak jak dziecko chodzi do przedszkola, a potem musi sobie radzić w życiu; tak jak ikra z hodowli ma komfortowe warunki, a następnie twarda rzeczywistość w potoku - tak samo my możemy tu przez pewien czas cieszyć się tą szansą, możliwością ..brudnopisem, próbnym okrążeniem - to jest ta sytuacja na Ziemi, cała nasza rzeczywistość.

  Pomijam relacje innych, sam byłem kiedyś raz we śnie - tam, gdzie widziałem dwie wieczności: wspaniałą, ale wąską jak cholera, że Bruce Willis ze "Szklanej pułapki" skrzyżowany z Mickiewiczem nie wiem, czy by się załapał, bo trzeba być całe życie odważnym jak z filmu, i natchnionym moralnie niczym poeta-geniusz ..nie tak jak inni żyć, nie tak jak inni ludzie!!!!! ..choć całe życie byłem wysokiego mniemania o sobie, nawet ja w tym "śnie" wątpiłem, czy mi się uda ..bardzo mała szansa - jakoś wiedziałem, że po obudzeniu zapomnę te szczegóły, na czym dokładnie polega ta droga, którą należy podążać. Pamiętam, że mnie to dziwiło, że było to bardzo dziwne, i odległe od mego ówczesnego życia nowoczesnego studenta.

  Jakoś w tym śnie byłem po tamtej stronie, i tam jakoś wiedziałem wszystko co jest - kosmos wpływał mi w mózg, jakby był jednym obwodem. Nagle miałem wiedzę, którą mają święci i umarli. Druga możliwość, jeśli nie załapiesz się na tą pierwszą drogę - to spadasz, tędy lub inaczej, i tak spadasz w otchłań. Długą, długą okropną egzystencję.. nawet potem już nie można nazwać tego egzystencją. Straszny los, o którym pamiętam tyle - że było to tak okropne, że nawet nie chciałem o tym wiedzieć, tam w tym śnie ..mimo że przebywałem jakby w kojącym "obłoczku magii".

 Ciekawe, że wtedy kiedy miałem ten sen, jakoś nie zwróciłem na to uwagi - widocznie sprawy tego świata zbyt przesłoniły. Dopiero teraz, po latach, gdy odnalazłem podobne źródła, materiały, wątki ..niektóre sprzed wieków - pojąłem to wszystko, że i ja widziałem te dwie strony Wieczności, kiedyś i mnie było to dane.

 Tak że moi drodzy, żyjcie jak chcecie - ale pamiętajcie: życie tu, to jest nic - to jest pic na wodę, krótka chwila jak dźwięk dzwonka, kiedy stoisz u furtki. Dopiero się prawdziwa jazda zaczyna, gdy opuszczasz ciało - zamykasz oczy, i kończy się ta próba, wszystko sobie przypominasz ..wracasz tam, skąd tu każdy przybył, niby z kuźni dusz. Tam nie ma czasu, tam to jest sytuacja sprzed wynalezienia czasu. Wieczność - i tam w nią wpływasz, ona cię pochłania .. -tak jak pstrąg w potoku nie ucieknie od wody, tak i ty nie uciekniesz od wieczności.

  Sorry Gregory, wolałbym tu napisać: palcie lulki i wychylajcie głowę przez okno pociągu, albo żryjcie tabsy i napalajcie się na laski walczące w błocie - i sam tak bym wolał żyć, i tak żyłem. Ale niestety, wieczność - puk puk.

 Tego się nie da ominąć, choćby 5 miliardów ludzi zamieniło się w naukowców i ci mówiło, że to schiza ..spoko, nie ma się czym martwić.

Jeden taki motyw, że choć jestem ostatni z rodu - już nie chcę mieć dzieci, nie chcę mieć potomka. Ponieważ większość ludzi, ogromna większość - trafia obecnie w tę złą wieczność; nasz świat jest opanowany przez dezinformację.
------------------------------------------------------------------------------------------------------

wszechświat i my pochodzimy z wieczności
czegoś w stylu nieskończoności; a nie nicości - jak wydumali naukowcy.
Z wieczności się wydobywamy, i we wieczność wracamy, nie ma że gaśnie światło. Jest to fakt ważniejszy niż 100 x Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.

 Z mojego snu, który kiedyś miałem - wynika, że prawie wszyscy zbańczą, i trafią w wieczność której by nie chcieli, której by nie życzyli wrogom. Ścieżka, po której można trafić do "lepszego filmu", jest bardzo trudna, kręta ..i nieodgadniona. Pamiętam z tego snu, jak sobie myślałem, jakie to trudne i niezwykle mało prawdopodobne, że w życiu na jawie odgadnę to wszystko, jak należy postępować, i rzeczywiście będę tak żył - pamiętam, że to było coś innego, niż doradzają gazety, naukowcy czy inni; prawdziwa droga jest ukryta, nie ma jej wśród wzorów do wyboru. Jest to coś bardzo odległego od typowych wzorów zachowań, coś wręcz "śmiesznego" czy "zacofanego", "ubogiego". Niestety szczegółów nie pamiętam, tylko to wrażenie - jakie "dziwne" jest rozwiązanie, prawda i dobra droga - że nie ma pewnie nawet o tym komiksu, o kimś kto by tak postępował.

Tak jak kropla spada do wody z pluskiem, ale przez chwilę wcześniej jest w powietrzu - tak my żyjemy tu docześnie, a potem wsiąkamy w wieczność - gdzie wiecznie trwamy, i zaś może ze innym deszczem spadniemy.

 Wielką prawdę przed nami ukryli, którą każdy z nas pamiętał, w tę chwilę gdy przybył w ciało.

  We dawnych społeczeństwach zapewne wyższy był współczynnik "pamiętania przez dzieci", tzn. dłużej w latach kojarzyli bazę - a więc oni wyżej cywilizacyjnie stali, choć może mniej dali im błyskotek, lusterek i świecidełek.

  Obcy między nami, mają wielu gadaczy - i zatwierdzaczy gadania tamtych.

A prawdy nie zmieni, jeśli oni zbiorą się w 100.000 i co inaczej poprawią.


Dawniej, w szarym znów-takim-samym dniu PRL, ludzie myśleli "o, gdyby u nas było tak jak na Zachodzie, wolność i pełno towaru w sklepach, w dodatku kasa za którą można to kupić - to ale byśmy byli szczęśliwi". Okazało się, że nie - dziś mamy to, a jakoś każdy nie zrobił się dwa razy bardziej szczęśliwy, wręcz różnie to bywa.

  Przyczyną naszego stanu psychicznego, być może bowiem, były i są niewidzialne istoty bytujące pomiędzy nami, zdolne do gestykulowania nam w głowach pomysłami, impulsami itp. zamaszystymi ruchami, odczuwanymi przez nas jako nagłe napady rozdrażnienia.

Istnieją może też, oprócz "domowych pierdów i innych dymów", eteryczne galerety wydobywające się z umysłów osób "chorych" - najpierw toto przypominałoby pajęcze nici, niewidzialne acz wyczuwalne, rozsnuwające się po pomieszczeniach zza uchylonych drzwi, gdzie "myśli" taka osoba. Po kilku godzinach struktura może wzmocnić się już do poziomu niewidzialnej galarety, zmieniającej częstotliwość jaźni - i każdy, kto w to wejdzie, staje się poddenerwowany. Jak myślicie, czy wydumałem to - czy się z czymś takim spotkałem, i potem to opisałem?

*    *   *
Jedni robili kariery, inni zostawali posłami - też bym, nie powiem, sianka trochę powydawał. Ale miast tego, na krętej drodze życiowej udało mi się w końcu jakby prawie przypomnieć sobie, co było na początku - tego, czym jestem, mojego Istnienia. Kiedyś, pierwej ..byłem jakby nieokreślonym punktem pustki, fluktuacyjnej nicości ..wyobrazić to sobie można trochę jako szum z telewizora. W tą nicość zadano pytanie - była to jakby propozycja, typu czy zgadzasz się wziąć udział w tej trudnej i doniosłej misji, gdzie może ci się nie udać i zbańczysz: ujrzałem przed sobą długi szlak życia, trudnego w pełnych zasadzek okolicznościach - gdzie tylko przy fuksie i wytrwałości, mógłbym nie zboczyć z drogi i ukończyć tego długiego, bardzo trudnego "Chińczyka" - szansa była niewielka, że pójdzie dobrze. Wygraną byłoby życie wieczne, istnienie ..trwanie. -A jeśli po drodze coś pójdzie niefajnie, nie tak - zboczę z drogi ..wtedy inny los, jakiś.. niebezpieczny, trudny zły - że lepiej byłoby w ogóle nie zaczynać istnieć, pozostać tą fluktuacyjną nicością, gdyby od razu było wiadomo że mi się nie uda "pozostać kryształkiem".

  Zgodziłem się, bo nie chciałem być nicością, płynnym nie-bytem - chciałem istnieć, spróbować jak to jest ..być człowiekiem. Żyć, przeżywać, wybierać - istnieć. Później jakoś teleportowano mnie do brzucha Mamy, gdzie było ciepło i fajnie przez długi czas - a zaś zacząłem zapominać, o wszystkim co wiedziałem będąc jeszcze "po tamtej stronie".

  Tak że to byłoby to najdawniejsze, co sobie przypomniałem - i sądzę, że każdy jakoś zaczynał od tego momentu, zadawanego we innym wymiarze w próżnię-pustkę pytania ..czy chce się istnieć, podjąć tej trudnej misji-szansy, gdzie wiele rzeczy może pójść nie tak i skończyć się inaczej, niż wiecznym doniosłym trwaniem w spokojnym zadowoleniu.


  Co naściemniałem, to naściemniałem - jako psychiczna karuzela, kręcąca się w różne wierzenia co dwa tygodnie inaczej. Ale z tych wszystkich sprzecznych źródeł i informacji, tyle chociaż wyniosłem - że zwróciłem się w głąb własnych snów i wspomnień, aby w nich znaleźć prawdę, spośród tego chaosu. Naprawdę pamiętam coś takiego, że jakby przed tym życiem zgodziłem się wziąć udział w tej próbie, dość niebezpiecznym "castingu" ..gdzie nie gaśnie światło, jeśli ci się nie uda. Potem pamiętam sen, gdy jakaś pani i ekipa z gwiazd, żałowali że nie będzie mnie z nimi w przyszłości (czy też wieczności) - bo zbyt zniszczyłem sobie jaźń długimi okresami bez snu. Pamiętam to uczucie, straconych nici trwania w przyszłości - o czym dowiedziałem się we śnie, gdzie dzielili dzieci-dusze na te, które przejdą dalej - i te, które nie przeszły, bo się zbyt zbrukały.

   Chociaż pamiętam też inny sen, w którym byłem w ekstazie i wszyscy byliśmy tam bezpieczni, na zewnątrz jeszcze tamtego wymiaru. Który więc był prawdziwy? -i ty nie wierz mi, ani książce ani gazecie, lecz zwróć się ku własnym najdawniejszym wspomnieniom, jakby sprzed tego życia jeszcze, lub spoza - w snach. To tam w snach jesteśmy czasem w krainie, skąd naprawdę tu przybyliśmy - wiem to na pewno.

 Naukowcy obecnie twierdzą, że wszechświat wziął się z nicości. Że Istnienie pochodzi z nicości, to taka dychotomia: nieByt - Byt.
Otóż nie, to inaczej jest. Wszechświat jest zakorzeniony w wieczności, to jest taki związek: istnienie-Wieczność.
  Tak jest, nie ma żadnej nicości - jest tylko Wieczność, i to z tego snuje się nasz wszechświat. Przeprogramujcie sobie kalkulatory. Talerz zupy nie nalał się z pustego punktu, ale z wielkiego kotła, kotła w kotle, dziecka z mleczkiem z dzieckiem z mleczkiem z dzieckiem ... Tylko nieskończoność istnieje, reszta hologram - odprysk, miraż, złudzenie ..


 Jesteśmy okruszkami wieczności, czy tego chcesz, czy nie - a zgadnij, jak długo istnieje, taki okruch wieczności.



The eyes do something

Kiedy jestem w pokoju, i jest tam tylko pies który mnie wybrał jako swą szalupę na świecie - nawet jego oczy mi przeszkadzają, gdy wpadam w jakiś trans, wyższy stan psychiczny, na przykład oglądam film dokumentalny i się wzruszam - bo nasi rodacy sporo przeżyli. Nikogo wtedy nie ma prócz w pokoju, dlatego moje oczy mogą stać się jak oczy dziecka - duże wilgne ciemne krążki, w nich drabiny indziej drążki -

do głębszego, gdzie bardziej, wymiaru czegoś na kształt Daru

..nagle zniknie wszystko to, gdy we pokój wejdzie Kto
i zmierzy mnie swoją wiązką wzroku, trafiając w moje Oczodoły

 ..nagle to pryśnie, jest tak - i nie trzeba być naukowcem od Księżyca, żeby o tym wiedzieć.

 ale dzisiejsi "naukowcy" o tym nie wiedzą, ponieważ nie są to rzeczywiści uczeni - a jedynie płatni zgadzacze się ze średnio wybujałym systemem pojęć i ważąco drewnianym zbiorem metod, którymi można dochodzić jednymi do drugich, a tamtymi na powrót je uzasadniać - niby w jakiejś skomplikowanej grze w karty typu "wojna", którą za pomocą innych słów - kodów w kodach.. - można tak opowiedzieć, i dalej rozwijać ::że nie da się tego zrozumieć przez dziecko, które zna proste słowa typu "drzewo", "ptak " i " podwórko ". Dlatego dzieciom oraz ludziom, którzy nie mieli styczności z horyzontami nieskończoności pojęć - mogą oni wciskać i przed nimi udawać, że to jest rzeczywiście bardzo skomplikowane i uczone, to za co oni biorą pieniądze gdy każdy inny zwykły człowiek, dla niego to jest problem życiowy skąd wziąć pieniądze - a on taki bystry ten naukowiec, sobie znalazł.

  Brawo! Tylko dlaczego jak potem jest takie coś, że zauważam że nawet oczy psa działają jak oczy ludzi, bo nieraz np. oglądam film "Stare kino" i już się wzruszę, już jakoś przekłada się to na moje życie i zmarnowane szansy, sumienie rzuciło mosty ..gdzieś we innym wymiarze wzruszenia, budują sztuczny most

 a nagle piesek który jest pomiędzy mną a ekranem, rzuca ufne spojrzenie, bo sobie tam spał i jest ciekaw czy np. dam mu ciasteczko, albo w ogóle coś robię

Wówczas jakoś zakrywam błyskawicznie ręką nieznacznie tor lotu widzenia, tak że on akurat moich oczu nie widzi - niby przypadkiem

i wtedy jestem dalej wzruszony, moje oczy są tak samo wzruszone - nikt mnie nie widzi.

  Inny przykład, to gdy idę osiedlem a stoi nienawistna baba pod klatką, gdzieś przy sklepie od innej strony. Kurwiki z jej oczu mogą wtedy tak mocno znienacka jakby czarne żmije we innym wymiarze, strzelić w moje nieprzygotowane rozmyślające sobie o czymś oczy - że poczuję, jakby prawie coś we mnie weszło, będę bardzo zaskoczony i stropiony swą beztroską, nieuwagą - nie wiedziałem, że tak może się stać, że nieznajoma baba nawet z dwudziestu metrów może strzelić jakąś taką "żywą nienawiścią" ze swoich ślepiów, pewnie niezadowolonych z życia.


Idźmy dalej, a właściwie wróćmy - do chwili, gdy obok przejazdu kolejowego, wracałem do domu pewnego dnia, też byłem z psem. Wychodzimy z miłych terenów zielonych, przeszliśmy ulicę i nagle baba na wózku, na chodniku koło starego domku. Zapytała mnie, czy mam parę groszy - ale nie to było najgorsze, spojrzałem w oczy tej starszej pani ..i nagle było w nich coś plugawego, to znaczy to cały czas w nich było - uderzyło mnie to kompletnie i rozbiło znienacka, jak taki starszy człowiek ..może mieć takie jakieś plugawe oczy, świństwo w nich okropne i nad okropne, jakieś codziennie. Może tam w tym domku jest jakaś córka, która jest w porządku ale prawie cały czas non stop jest w tym domku, nie ma za co się ubrać bo wszystko idzie na alkohol dla starej, a potem nawet zaczepia przechodniów - całe przez nią życie ma spaprane ta córka, siedzi w ciemnym pokoju nawet nikt o niej nie wie, że chałupniczo skręca długopisy na matkę.

 Może to było takie plugastwo, może coś gorszego. W każdym razie splunąłem, choć nigdy tego nie robię - ale musiałem splunąć, kiedy już ją minąłem, żeby jakoś pozbyć się tego, co przeniknęło do mnie przez jej oczy, jakoś teleportowanego we innym wymiarze, "inne formy przemiany materii, spirytualnej".


Ostatni przykład, jaki podam, to ulica w centrum miasta w Poznaniu. Dawno nie czytałem wierszy, ale załóżmy że czytałem właśnie wiersze - cały tomik. Bardzo mnie to wzruszyło, i przełączyło we inną rozdzielczość duchową. Schodząc po schodach zacienionej kamienicy, jeszcze jest spoko - bo najwyżej spotkam sąsiada, łagodną twarz starego Poznaniaka. Ale gdy wyjdę na ulicę, i przejdę się ulicami do centrum - szybko spojrzenia ludzi "wytrząsną, niby wodę ze ściereczki" ten klimat wzruszenia z moich oczu.
 Co innego, gdybym miał ciemne okulary - wtedy oni nie będą widzieć moich oczu, i z łatwością utrzymam w nich wzruszenie - na pewno przez kilkakrotnie dłuższy czas.

 Ludzie próbujący uchodzić w dzisiejszym świecie za naukowców, nie tylko nie wiedzą co to są za siły, procesy lub byty, które wędrują nam z oczu do oczu, i czasem jakby walczą, a czasem na oku coś boli gdy ci ktoś z boku źle spojrzy, lub nawet "wyskoczy jęczmień" gdy cię obgadają i licznie źle będą patrzeć - "naukowcy" nawet nie próbują tego badać, bo tak im wyszło że uczenie jest tego nie robić, a tylko jakiś - nie wiem, debet - by to próbował odgadnąć, o co w tym chodzi i co się dzieje.

 Są to moim zdaniem ważne rzeczy, które dotyczą naszej świadomości nie mniej, niż inne zmieniające ją czynniki. Sprawa nie nadaje się do zamiatania pod dywan, lub tłumaczenia że "to nie moja dyscyplina" - bo do którego naukowca nie pójdziesz, tak ci powie, że to nie jego dziedzina wiedzy. Albo raczej "dziedzina kontrolowanej niewiedzy".

Powinno być takie coś, że 41% naukowców to są "uczeni interdyscyplinarni", ludzie którzy podejmują tematy leżące na pograniczach dziedzin, sztucznych szuflad wynalezionych na nie wiadomo jakim zebraniu dziadów dawno temu.



nieskończoność szans dawana mi - a właśnie szans może być skończoność,
i którąś z nich trzeba wykorzystać,
codziennych szans stania się kimś lepszym, niż się jest
- bo tak jakoś wyszło, pierwej lśniło potem prysło,
i przygasło, i gdzie było mleko - dziś masło,
i gdzie było drewno, dziś wióry - w oczach tęcze, są deszczowe chmury.

We duchu nas rozbroili, jak ładunki
dziś śmiecie, pierw kosztowne podarunki.

skończoność szans jest tu, a zaś nieskończoność odpowiedzi - tam,
dokąd wszyscy biegniemy, żywe kolorowe sznurki wydobyte z nicości.

 Każdy przybył tu, jakże gwiezdnie zajebisty
a dziś, spójrz jak wszyscy przyblakliśmy.
Ubrani w stworów dziwne kostiumy, psychiczne między nami dżumy -
eteryczne choroby, pasożytnicze istoty przędące powody.
Każdy jest kroplą spływającą po sobie odezwrotnie, w głąb siebie i wewnątrz siebie,
i kroplą która z siebie tryska
- warte transmisji igrzyska. Nie używaj spida,
bo zaś będzie bida - po latach w głowie, zamiast Las Vegas pustkowie.

Ja wielki okręt wszystko to sprawdziłem, dar Bergamudzkich Wysp
lecz co to w jaki port tu przybyłem, sen mi się rozprysł
Sen mi się za to rozprysł, we Wieczności - gdy tu po waszemu, szedłem po małości.

I z małości, wśród małości - przez małość, życie mi się jak zupa wylało.
Ale chociaż ją niosłem ze stołówki,
miałem w głowie od zawsze stada owieczek marzeń.

 Niektóre się nawet spełniły,
inne leniwe dni roztrwoniły.



Załóżmy że w 2021 zostaje wydana książka "Zasłużeni dla historii kraju Polacy lat 1970-2020". Jest to podręcznik dla szkół, rekomendowany przez wielu wybitnych historyków.

 Ale gdzieś, w jakiejś niszowej drukarni, mogłaby również wyjść wtedy książka "Wybijający się w historii Polacy lat 1970-2020, którzy zginęli w wypadkach samochodowych". Również tam byłoby wiele nazwisk, poczynając od naukowca kierującego projektem uzyskania bomby atomowej opartej na laserze rubinowym (za Gierka), przez szefa NIK ..i tak dalej, i tak dalej - gdyby dodać inne rodzaje nagłej śmierci u szczytu kariery i aktywności, ta książka mogłaby być nawet grubsza niż ta pierwsza.

  A jednak cicho sza o tym w mediach, zapraszających ludzi do głosowania na ulubione programy, prezenterów i dziennikarzy.. Cicho sza o tym w pracach i rysach krajobrazów dyskursu czołowych wg. wypłaty historyków, spotykających się w grupkach na korytarzach uniwersytetów, utrzymywanych z ciężkiej pracy naszego narodu.

Mnie też się nie podoba, jak ludzie ciskają pety na przystanku PKS, z ciężko-kwaśną miną; ani mury popisane przez młodzież mało górnolotnymi hasłami. Ale stan polityki i nauki, poziom jakiś duchowy reprezentowany przez tych ludzi, wolących nie widzieć żywych, świeżych jeszcze blizn na tkance naszego narodu - to jest jeszcze większa żenada, niż tzw. "zwykli ludzie" czy ew. "motłoch". Bo motłoch przynajmniej jest motłochem, nie udaje elity - tak jak tłuszcza nie udaje szacownych profesorów, zgadzających się ze sobą w skomplikowanym języku ..który dla utalentowanego programisty jest niewyszukaną sztuczką, o rozległości "korzonków pojęć" ponad dwa razy mniejszej, niż program jaki zmieściłby się w jego wyobraźni.


Ja jestem; i jakoś tego nie widzę, żeby kiedyś miało mnie nie być ...może kiedyś tam kiedyś, za miliard razy miliardy lat ..ewentualnie, rozpadnę Się i wszechświat straci jednego widza, jeden ze stawów w którym się odbijał. Tak jak astronauta-pilot wahadłowca będzie trwał długo jeszcze po wyjściu z maszyny, po lądowaniu - podobnie ja, po opuszczeniu ciała.. dopiero sobie przypomnę, jakim jestem superkomputerem, jakim fenomenem, wielką szansą - darem, niezwykłym darem ..niesłychanym, że w poematach nie było - jestem szansą o której by się nam nie śniło, nikomu - nikt by tego nie wymyślił, nikt sobie nie wyobraził ..raz czy dwa widziałem to we śnie, gdy zostałem zabrany ze świata gdzie traktowano mnie źle - potem znów obudziłem się, tak jak wy, w świecie gdzie nic o tym nie mówi - a wszystko odciąga, wystawia na próbę.

Co wynika z tego, że człowiek jest plus-minus wieczny? Że jest podobny do Boga. Spójrzmy na to w ten sposób: załóżmy, że gdy ktoś jest wieczny, to biorą go na próbę - bo po co miałby istnieć sobie gdzieś ktoś wieczny, z pewnego rodzaju kosmosem w sobie - gdyby on nie był tego warty, gdyby ten kosmos.. który by się w nim rozwinął - był zrypany. Zrypany, zrypany wszechświat - nie, tak nie może być. Dlatego każdy, kto otrzymał taki dar - szansę nieskończonego trwania, musi być poddany próbie.

  Świat tutaj nasz, wystawia nas na tryliony prób - bardziej nas próbują, niż złoto, o wiele bardziej i dokładniej. Żyjemy w supermarkecie grzechu, gdzie łatwo o przyjemności - rozpusta, środki zmieniające humor, łatwo można też skłamać czy coś buchnąć. To wszystko jest łatwe, podejrzanie łatwe.

  Słyszałem, że energia seksualna to nasza wielka kosmiczna siła - więc tutaj nie wiem, jak jest. Może tak, może siak - kurde, nie wiem.. Ale tak ogólnie sobie myślę, że jako istoty wieczne znajdujemy się w swego rodzaju polu testowym - gdzie na wszelkie sposoby próbowany jest każdy dany Żywy Nieśmiertelny Kosmos, jakim w prawdziwym wymiarze możemy się stawać - choć powiedzieli nam, że jesteśmy zmutowaną małpą, a to że myślisz i czujesz to w ogóle tylko plątanina elektrycznych sygnałów, coś jak burza.

  Tak łatwo jest zgrzeszyć - o coś tu kurde musi chodzić ... Coś jest nie tak, coś jest nie tak. Zachęcają nas, do różnych takich grzechów - zatajając przed nami, jak okrutną cenę będziemy musieli za to zapłacić.

  Wyrzucasz papierki, ranisz ludzi, kłamiesz, oszukujesz - wszystko spoko, ale robisz to w Ciele Rzeczywistości, żywym czymś, nie w drętwym przedmiotowym świecie, jak ci powiedzieli - że to nic nie czuje, nie żyje.

 Nie, nie jest tak - i wszystko, co spieprzyłeś, spadnie ci w końcu na głowę, i ty za to zapłacisz, ty poniesiesz cenę tych grzechów - ale nie na tym "świecie", tylko na Tamtym.

 Zaczyna to wszystko mi się układać, o czym mówią straszne przestrogi starych pism. Jeszcze nie jestem pewien, czy to wszystko jest prawda - ale to ma sens, możliwe że tak jest, da się to wytłumaczyć i uzasadnić, ...to ma ręce i nogi - gdy o tym myśleć i myśleć, dni tygodnie miesiące.. ;w końcu zaczynasz pokapować.

 Podziękuj rodzicom, że cię zrobili - bo teraz masz przejebane, i szansa jest bardzo mała, że nie trafisz tam gdzie nie chciałbyś, żeby Hitler trafił; widziałem to, te tory smutnych losów, pełnych płaczu i cierpienia, horroru ..choć akurat miałem pozytywną fazę, i wtedy jeszcze w ogóle nie interesowałem się tymi sprawami - była akurat w poznańskim świecie studentów moda na "bycie pozytywnym", więc i ja starałem się być łamago-pozytywnym ..a tu takie coś, zostało mi pewnego razu objawione, może za to że zawsze starałem się ratować jakieś napotkane zwierzęta w tarapatach - zupełnie się czegoś takiego nie spodziewałem, a jednak widziałem to, będąc w jakiegoś typu astralnej podróży: dokąd ja idę, i dokąd wszyscy idą.. nie są to miłe strony, Front Wschodni czy obozy Czerwonych Khmerów to w porównaniu z tym herbatka u cioci Krysi; nie mówię jako komentarz do czyjegoś tekstu. Pojechali z naszym światem, przekupili przodków - teraz żyjemy w takim czymś, skomplikowanym systemie kłamstw i podstawionych wartości, że jak wieść niesie tylko 1 na 1000 osób kończy życie tak, jak należało to zrobić - z happy endem, a bez straszliwej zapłaty - świata horroru, który trwa miliard razy dłużej niż 91 minut.

   Nie wiem czy zarwę jakąś laskę na te teksty, pewnie nie - zwłaszcza na potańcówce.. Ale co zrobić, tyle właśnie mam do powiedzenia - taka jest wg mnie prawda, choć opierałem się rękami i nogami, żeby jej takiej nie odkryć.

  Zepsułem już niejedną imprezę, ale teraz wiem że zapodaję niezrównaną dolinę, epokową schizę. Spoko, włącz sobie telewizor - tam będą się uśmiechać, i że wszystko jest fajnie.

 I ja też zawsze miałem luzackie nastawienie, i lubiłem pozytywną czaczę. Ale relacjonuję ci tylko "sen", który naprawdę kiedyś miałem - i właśnie tak to widziałem, że prawie wszyscy ludzie trafiają po śmierci w okropne koleiny losów; teraz niedawno zestawiłem to z Pismem Św. - i wygląda na to, że naprawdę jesteśmy w takim czymś; sytuacja jest bardziej poważna, niż gdybyśmy byli na międzygwiezdnym statku opanowanym przez obcych-potwory, które uwielbiają długo torturować ludzi i mają do tego specjalną aparaturę, po milimetrze wysysającą życie. Jesteśmy w gorszych tarapatach!!!

 Musi być jakaś cena za istnienie - teatr nie jest za darmo, a myślisz że życie byłoby za darmo? I ja też tak myślałem - a raczej sądziłem tak, jak mówili inni że sądzą, bo tak naprawdę nigdy tego samodzielnie nie przemyślałem.

 Żyłem jak frajer przez te wszystkie lata, teraz już nie bardzo potrafię się zmienić - ale może chociaż komuś to pomoże, te niepopularne słowa i zdania, za które wygwizdaliby mnie na rynku w Sylwestra, lecą lecą kamienie - jednakże, to niestety, z tego co wiem, prawdopodobnie jest faktyczny stan rzeczy, reguły gry w istnienie ..choć wolałbym żeby były inne, i opisać to i dostać listy "o, jak fajnie..."


Podziękuj rodzicom, że cię zrobili - bo oni nie wiedzą, co uczynili.


 Wyobraź sobie kurczaki, takie co się rodzą w hali i tam spędzają całe życie, w klatkach - a potem jest jeszcze gorzej, smutna i brutalna maszyna rozrywa ich członki. Albo gęsi, stłoczone w jednym dużym pomieszczeniu. Na pewno takie gęsi, wydają pomiędzy sobą różne dźwięki, niektóre na ich podstawie mogą zostać uznane przez inne za mądrzejsze, za swego rodzaju "naukowców". Nie zmienia to jednak faktu, że smutny czeka je wszystkie koniec, i zostaną zużyte przez inne istoty.


o swe dzieci wieczność pyta, w pięknie różnych chwil ukryta -

które dosięgną cię, niezależnie gdzie się znajdujesz
 i nagle rozglądasz się, widzisz i wiesz, że ty tak pięknie nie umiesz

gdy piękno słońca i chmur, i drzew krajobrazu
 nagle teleportuje cię niby do obrazu

jakby pięknego, namalowanego świata
..przez kogoś postawiona ta chata.

 nie ja swoją rękę stworzyłem, nie ja byłem Ewą
 robotem ja z kwiata, plewą - z kryształu w świecie cybernetycznych,
gdzie nasz wymiar, niby Sztuczny Sen - trzasnęli z "niczego", wg. wytycznych

Gdzie indziej my pisani po moralnych kablach prawem prądu,
 
niźli tu wiedza doznała starczego uwiądu ..
że musielibyśmy w roboty czytające stare dzieła wgrać program "Staruch 2001", by uzyskać takie same dziadostwo - w naukach gwałt, łotrostwo. Pewnego razu na grzybach odkryłem, że wszystko jest Znaczeniem - wszystko jest jednym wielkim znaczeniem, które my porozdzielaliśmy sobie na foremki - niby cegły szklanego tunelu-labiryntu, ale jednocześnie i zamku. Tak że jakiś nowy niezły naukowiec, powiedzmy od prądu - on będzie widział prąd "żeglując od innej strony pojęć", znaczeń, wzorków przez mózgi. . . i on też będzie miał rację, tak samo jak stare dziady z tej danej dziedziny - mówiąc o tym w zupełnie inny sposób, też będzie miał rację, bo wszystko jest jednym wielkim Znaczeniem, porozbijanym na wszelkie poszczególne punkty widzenia, optyki i narracje - i z którego nawijał, a tak pode swojego słusznie nawywijał - i mu się zgadzało,

 i tym wszystkim kolegom jego, z którymi się umówił że będą widzieli podobnie, i rozumieli te sprawy, aspekty Jaźni wienia, "wieje ci przez jaźń.." na różne kolory i prądy powietrza, co z tego że gdzieś paru dziadów, czy nawet 100 tysięcy dziadów, się umówiło że oni będą lepsi bo sobie wgrali system "Rozumek 2007" - ktoś inny może popylać na innym systemie pojęć, i mieć nawet lepszego kompa - ..

to co obecnie jest w tzw. nauce, świecie "profesorów"
 to jest taka granda, że to normalnie przypomina mi monotonię pracy w fabryce samochodów
czysty biznes, niewiele tam jest fantazji - raczej troska o utrzymanie, doczesny byt
niż ten "Byt" - o którym Filozofia, królowa nauk, powinna rozprawiać
- bo najwyraźniej jesteśmy jego cieniami, i to jest sprawa wagi państwowej
i każdego obywatela z rzędu, aby wyjaśnić czy jest życie po śmierci
i co tam się dzieje, aby ludzie mogli poznać prawdę - to ważniejsze niż Euro
i nawet jeśli trzeba będzie wybudować pięć tajnych wielkich jak stocznie laboratoriów, aby to poznać - to należy to zrobić,
ale najpierw sejm powinien na mocy Konstytucji uchwalić ustawę, która zdejmie z rządu i wszystkich rodzajów mundurów wszelkie tajne, podpisane wcześniej zobowiązania, jakiekolwiek i z kim by nie były, dotyczące ukrywania przed ludźmi pewnych aspektów prawdy.

 Jeżeli badania będą otwarte, to najmniej będzie machlojek.

Ludzie mają prawo wiedzieć, a nie że każdy wpada w wieczność nie wiadomo jaką,
 niby był w supermarkecie i teraz zgasło światło, został nagle i nie wie jak sobie poradzić, o co chodzi, dokąd iść.. - tak tu wszyscy jesteśmy trzymani,
 to za duża cena za pozorny "spokój" - to może być spokój na Titanicu,
którym każdy jest z osobna - tego też nam nie powiedziali, czym właściwie jesteśmy i że każdy jest cenniejszy, niż sto milionów ton rudy uranu,
w świecie skąd nasz jest wyświetlany, niby animowany film na projektorze.

Przybywamy z matplanety, tu z odległej galaktyki -
 ale jakby i tej samej.
Cztery kraby na dwóch oczach,
tkanka idzie w nas prorocza - nić jest gwiezdna wszyta, diamentowa
o której nie chcą żebyśmy wiedzieli, jak szałowa

- jest w każdym kwestia zadana, i nim - amorficzność gwiezdna pytania.

 Jak gdzieś robią film za 10 mln dolarów ..albo na pustyni, stawiają elektrownię - to ludzkie życie i dusza są o wiele genialniejszym i donioślejszym przedsięwzięciem, więcej wartym i o wyższe dogmaty moralne, wspartym

 przypomnij se w zarodku własnej jaźni i początku tego, co pamiętasz - jak wielce gwiezdną w nieskończoność epok jesteś sprawą, i wybornym kabrioletem pytań - żywym paradoksem zmienno_kształtliwych odpowiedzi

 my nie z gawiedzi - we każdym potężny duch siedzi, niby zaklęty dżin - Bóg w zarodku,

świetlany miecz w oczach przodków.





 Dawno temu byłem w takim filmie, że to było jakby czyjeś życie - konkretnie, moje. Dobiegło już do końca, po wielu dożynkach i fajerwerkach, a także idyllicznych melodiach. Gdy zgasł ekran, myślałem że pójdę gdzieś do jakiegoś "Nieba", lepszego świata gdzie film nie bywa cierpki - którego obecność czułem, za kurtyną; ale zamiast tego ocknąłem się w noworodku, z 60-kilku letnim życiem przed sobą, którego grubszy rys widziałem, niby trailer filmu - że nie będzie to "sielanka", ten motyw zapamiętałem, "raczej długie i trudne grzybobranie, gdzie grube dekady będę błądził".

  Czy to było moje poprzednie życie? - tak dotąd myślałem. Ale może to było moje życie teraz, które trwa - już byłem na jego końcu, i mimo wielu sukcesów, nadziei że "prawie, prawie " - nie przeszedłem, więc Istnienie spełniło moją prośbę i teleportowało mnie z powrotem na początek, żebym mógł "przeżyć wszystko jeszcze raz" i tym razem "być lepszym, niż moralny Bubka"- bo tak należało to przejść.

 Tak jak na tym filmie, który kiedyś widziałem - odcinek "Po tamtej stronie" chyba - że gościowi nie wierzyli, co był pilotem i spotkał ufo ..potem on się zestarzał, turlany po psychiatrykach - a na końcu prosił los, żeby dał mu jeszcze jedną szansę ..i nagle stało się, spełniło jego marzenie - znów był młody, znów tamtego dnia w samolocie ..przewinęło się jakby jego życie z powrotem - i miał jeszcze jedną szansę, przeżyć wszystko inaczej.



żywa gwiezdność nieskończoności - oto z czego się bierzemy, tym jesteśmy i dotamtąd dążymy ..częścią my wielkiej przyczyny, każdy trybikiem wszechświatowej maszyny -
a czy piękny obraz namalujesz, czy też innym film poprujesz - wspólna to będzie strata, lub ..wspólna piękna nagroda, lecz .. to jakby z szafą, że ustawisz źle o milimetr - i gdzieś 4 miljony dusz pójdą się błąkać.. -Nie spotkają, w sobie na czas - nie rozpoznają.

Tak wielkie, piękne i doniosłe - są sprawy Wszechświata, o których Żywa Rzeczywistość myśli, planuje - to są jakby jej plany wieloenowe - przedsięwzięcia, pomysły - konstrukcje nowe. We plany wgląd miałem, a raczej ich posmak - w czasie dziwnych snów pełnych tragicznych wniosków ..gdy byłem jakby po tamtej stronie, we śnie - ale tam było bardziej realnie niż tu, tam jest bardziej Naprawdę.. to my jesteśmy raczej w do pewnego stopnia śnie. Nie daliby nam żyć naprawdę, zbyt niedoskonałym.

 I myślisz, że to gdzieś daleko je robią, te Wielkie Przedsięwzięcia wszechświata - gdzie gwiezdnie gwieździ, hen ponad eony czasu ..dwadzieściaparę miliardów światełek istnień wplecione to niby obłok w tańcu - są to losy zaangażowane, uwikłane w to przedsięwzięcie. Ty jesteś jednym z nich

Nawet możesz teraz o tym nie pamiętać, ale cały czas wiesz o tym po tamtej stronie - przed narodzeniem, "między- życiem" i po sprawie - ..trochę jak gdybyśmy byli marynarzami olbrzymiego diamentowego okrętu, nikt nie powinien nawalać i żałuje sam, gdy okaże się że przez niego inni słabiej popłyną. A tak okaże, są pękające z nas witraże.
Dopiero gdy jesteś po tamtej stronie, widzisz czym właściwie było twoje życie, a czym miało być.

To coś, to życie tu - to jest jakby przesiadka z tramwaju do tramwaju, na rondzie. Biegniesz, biegniesz - i albo dasz radę wskoczyć do tramwaju z dobrą nieskończonością; albo nie, i miej czaczę - że nieskończoność się od tego bynajmniej szybciej nie skończy.

Nie ma sensu niszczyć swojego organizmu, katować go brakiem snu czy w inny sposób ogłupiać, np. alkoholem lub niektórymi produktami przemysłu spożywczego czy farmaceutycznego. Nawet jeśli o tym teraz nie wiesz, nie pamiętasz - to my jesteśmy komandosami wieczności, każdy dostawał tu zadanie teleportowany w lej czasu ..coś sprawiło, że o tym wszystkim zapomnieliśmy, coś zatarło nam pamięć - zaorali pole, a w szkole sieją coś innego ..proponowane przez "naukowców", płatnych zgadzaczy się ze sobą w błędach i krzywych wizjach.


ŻYJE SIĘ WIECZNIE, ALE DWIE STRONY MA MONETA WIECZNOŚCI !!!


W castingu na wieczność udział bierzemy,

sieciami kłamstw opleceni.



W sieć minięć i przeinaczeń schwytani,
sami gałąź piłujemy.

Nie dla nas cudowne bramy,
my z hukiem w dół spadniemy.

A sami sobie, jeszcze nawzajem ściemniają
dla paru jednostek sztucznej energii, wytwarzanej przez uprawnionych

którzy innym odmówili tego prawa - i opłacili żołnierzy, aby przestrzegali tej "sprawiedliwości".


Jestem zaje.istym pomysłem, który ma Pan Bóg. Ja sam siebie nie stworzyłem, siebie nie wymyśliłem; to ktoś mnie wymyśla - jestem czyimś pomysłem. Dlatego nie ma sensu siebie dołować, "o jaka ze mnie ciapa/gapa ..inna słabizna " - bo wszystko było zaplanowane, nasze życie rozstawione i ułożone w jakimś celu - to dlatego istoty nami powodują, osoby dotknięte "nadciśnieniem trzeźwości" są np. architektami i stawiają ciągle budowle, mało mają czasu na zadumę - o.k, spoko, to wszystko jest bożym dziełem, tak samo moje i twoje życie - było w Planie, i to co zbudujemy naszymi rękoma, nie od nas to zależy - nie taka jest koncepcja, nie tak miało być.. to Istnienie wymyśliło nas i nasze życia, losy oraz to, co zdziałamy we Wielkiej Opowieści - żywej treści. spójrz jaśniej na swoje życie - nie jesteś sobą, ani swoim planem; jesteś czyimś pomysłem, ktoś musiał mieć w deseczkę pomysł
-------------------------------------------------------------
"Dobro walczy we mnie ze złem, i zło wygrywa." - nie kituj, wiem że masz ten sam problem, very ten sam.

 "Ten, który zrobiłby to, nie jest mną.." - część mnie to nie jestem ja, tego nie było wcześniej ..to "przypełzło" ..przyczepiło się do mnie niby porost do skały, jeno żyje gdzie psychik wymiary.

 Istnieją tu organizmy, które widzą nas, a my ich nie; naukowcy powinni wymyślić dla siebie jakąś inną nazwę, ponieważ nie są to wartościowi moralnie uczeni ludzie zdolni do poszukiwań i prezentacji nowych odkryć, wzbogacania wiedzy o rzeczywistości pod kątem interesu gatunku ludzkiego - kij wie komu naprawdę służą, ci którzy omijają szerokim łukiem sfery badania otaczających nas zjawisk, i zachodzących w nas - tak że niektóre strefy tematów pozostają zupełnie nieodkryte, mimo powtarzających się od dwudziestu wieków przesłanek i relacji ..że coś się tam kryje, więcej jest obcego i nieznanego życia niż na Marsie wśród kamyków - tam, gdzie głębie jaźni zwichrowanych ludzi, coś potrafi spozierać z ich oczu i mówić poprzez ich struny głosowe.

  Istoty między nami były, wśród "mędrców"
bez obaw chodziły.



odzyskać swoją częstotliwość w świecie zła, pragnę ja: pra- dziecko.
Skoro już się istnieć zdarzyło, "to na jak długo, nie wiesz" przykminiło.

Powiedzieli nam że śmierć to wyjście z postaci przejściowej, do ostatecznej. Jeszcze nie jesteśmy formą imago bytu, którego rodzaj reprezentujemy.
-Oto jest wielka Prawda przed wami ukryta, we kioskach linija na milion o to spyta.

Odzyskać barwę odczucia, częstotliwość pra-tknienia

syntezę echa trwań, trwoniliśmy my - A Wiecznie Będziemy Żyć ! ! ! ! ! ! !

kto trwoni, niejedną zaś łzę on uroni; Nie ma, że wysiadamy - czy kto w to wierzy czy nie, zaś w Wieczność wybrzmiewamy.. Kto jaźń i życie trwoni, sam w sobie się nie ukoi; innych kto w zgubę wiedzie, ryczeć zaś będzie w biedzie, płakać w matni - za grzech pożałuje pierwszy i ostatni.
Raz jeszcze, zawahajcie się przyjaciele - to, w czym jedziemy, to Istnienie. To, w czym żłobimy - to Bóg, że jesteś - Jego to był trud, jego dar - nie bądź jak spruty sztandar, ani próżny puchar - we "normalności" tkwi skucha.

 Niby te fotony gwiezdne, suniemy owszem przez okoliczność
..film nie urywa się szybko.  Choćby kto chciał, i nadzieję miał - że po tym życiu nie przyjdzie czas rozliczań. "Niby wchodzimy do restauracji - teraz, a następnie siedzimy już przy stoliku, który otrzymaliśmy - Po Tamtej Stronie."

Sam fakt, że istniejesz - to jest taka poważna okoliczność, że sytuacja jest bardziej poważna niż napad w banku. Bo nie wiadomo, jak długo się będzie istnieć - ..ani czy w ogóle szykuje się jakiś kres, tego Istnienia; i nie wiadomo też drugiej rzeczy, to jest mianowicie czy zawsze będzie ta możliwość co teraz, zmiany swego postępowania, zmiany fazy, zmiany wzoru lustra, którym wyświetlasz się Wszechświatowi i wszystkim jego trybom, moralnym mięśniom i zwojom. Tych dwóch rzeczy nie wiemy, a jeśli je połączyć w spektrum kombinacji biorących się z tego możliwości - to power tam tkwi taki, że wszystkie horrory przemnożone razem przez siebie, nie dają jeszcze echa porównywalnego z tym, co może na nas czyhać - obojętnie co ci powie o tym naukowiec, czy nawet milion naukowców; ..albo 100 naukowców z teledysku.

To o tym powinni informować, drążyć i analizować. Jaki jest sens i wymiary Istnienia - tu sprawa jest do przypomnienia; bo ludzie zatracili dawną wiedzę przodków, że węglem my w Wiecznym urobku.


  I tak jak we filmie jest dubler albo kaskader, tak oni wynajęli przeciwko nam miliony mędrców, nieprzekonywujące symulatory dawnych uczonych - z czasów i wieków, gdy jednym z dogmatów nauki nie było obowiązkowe lekceważenie sygnałów o istnieniu istot zamieszkujących w pewien sposób ludzi, poruszających się po płaszczyznach dla nas nienamacalnych, operujących nami w sposób przypadkowo-spontaniczny lub ..zorganizowany, skoordynowany, zaplanowany i celowy = czego efektem mógłby być świat, gdzie większość "wiedzy" to twierdzenia odwrotne do rzeczywistości, np. - "żyje się wiecznie" - "żyje się krótko, a potem koniec i gaśnie światło"; "ludzka psychika/jaźń jest szczelna niby sejf bankowy" - "nie, to ogród ..często przylatują ptaki, żyją też inne robaki".

Nie mogłem powstać od małpy, skoro w głowie mam rys gwiezdnej łajby.
Nie mogłem wziąć się z goryla, skoro w myślach jak kwiat lekko nieraz popylam.
Skoro wstałem nieraz w mózgu jak tęcza z żelaza animowana,
to nie jestem - o, wierzcie - potomkiem orangutana.

  Ja się wziałem z leniwca, szczurka wyprostowanego - i z kangura też miałem w sobie coś, w głąb spokojnego. "W głębi byłem spokojny" - to jedno wiedziałem, pamiętałem sprzed przyjścia na świat, w wasz zgiełk. Długo hałas był, urastał mi kieł - kieł wyobraźni, do wewnątrz jednorożec wirtualny - w bibliotece miał powiać jak halny, wyczuwał drewno bezbłędnie, kosił łąki słów chętnie.

 "Nie było to zresztą dość trudne, bo czasy były tanio obłudne."

 A im więcej zblazowanych ryjów, laurki sobie przyznawało - tym gorszą formą życia myślix im z oczu leciało. Niedługo będą sprzedawać filtr na telewizor, coś jak moskitiery - powstrzymują zgorszenie oczami, żeby tłumy nie brudziły się ..elitami.


Zagrzebana w mule, gdzieś pod wodą, larwa ważki - czy sobie zdaje sprawę, że będzie owadem, śmigającym po łakąch i zbożach, i nam nad głowami? Czy sobie zdaje sprawę, że nie zawsze będzie taką larwą w mule - ..że czymś innym, tak w ogóle, jest naprawdę? Czy nawet najlepsi naukowcy wśród ważek, mogliby mieć o tym pojęcie - naukowcy wśród larw ważek, których te by wynalazły, jakiegoś gatunku bytującego 89 lat w stadium przed przepoczwarzeniem.

 Głęboko za kurtynami pamięci, ukryte jest coś straszniejszego niż Berlin w 1945r., i bardziej donioślejszego niż krucjaty około roku 1000 - tam, nie zniekształcone przez żadnych gupio-mądrych ..tkwi nasze przeznaczenie, przyczyna i uzasadnienie - w Jednym, a wiedzą o tym zamierzaliśmy wypełnić dni ..gdy każdy był mały, jeszcze nie potrafił mówić - zaś zaczął się uczyć rzeczy tego świata, a tamto zapominać. ukry
 Wyobraź sobie wykres funkcji, co płynie wzdłuż osi z kołnierzem jak flądra, wśród niby fajerwerków ..takich wstążek - gwiazdek, rozbiegających się drobnymi nitkami - ale i wszystko jakby jeden przypomina, pra-nieskończenie skomplikowany ciąg powodów i przeznaczeń, niby szyfr kolejarza na super-zwrotnicy w krainie Magii - kombinacja. My takimi jesteśmy "rozwiązaniami - próbującymi pojechać własną drogą" czyli jakby się rozwiązać, w ten jedyny sposób - choć i wieloma drogami można dojść, do takiego wyniku; skomplikowanymi żywymi układami moralnymi równań, przez cyber-okoliczności liczb ..cały nasz materialny świat, wart 800 hektoliardów dolarów - tkwi we animowanej chmurce po wymiarach fantazji, że stary dziad udający profesorka John Cambell z Cemblitz długo jeszcze nie będzie mógł doskoczyć tam, stojąc przy tablicy z kredą - skąd naprawdę biegniemy, niby żywe pytania próbujące trafnie na siebie odpowiedzieć. A Pan Bóg zna odpowiedź, jest ona jedna. I nieważne, czy jeden tak lub owako powiedział - każdy znał drogę, w sercu wiedziałem.
Oto wielka Tajemnica Istnienia - żyje się Wiecznie, i jest albo zła, albo dobra W-I-E-C-Z-N-O-Ś-Ć ..czekają po drugiej stronie kurtyny śmierci, sztucznej holograficznej bariery.



Wsłuchaj się w swego ducha, on nie pochodzi z tego świata - to ci pomoże uniknąć złych uczynków za które trafia się do niszczarki Wieczności.   Każdy w duchu wie, czy coś jest w porządku - kiedy coś robi. Kumasz? ..a czasami racjonalny rozum inaczej kluczy, niż intuicja w sercu - dobrze poruczy.

 Każdy zwykły codzienny grzesznik ma taki plan, że najwyżej po śmierci zgaśnie światło, albo nas Istnienie zniszczy i wrzuci duszę do jakiegoś ognia, gdzie się skopci. Tymczasem to, okazuje, jest wariant optymistyczny - bo skoro jesteśmy wieczni i nieskończeni (a tylko tak możemy istnieć i rozumieć, być częścią Wiecznej Istoty) - to wcale się tak szybko nie skopcimy.. -Nigdy nie umrzemy!!!

Sorry Winnetou, we're eternal

Eternity czeka - co twa skrywa powieka?

*  *  *
wporzo wiara wszędzie się trafi, i wszędzie zakiełkuje kilka pędów w nasionach Wiecznego Życia: zapuści korzenie w grzechu, na pokazanie Innym pójdzie - czy się ostanie bez grzechu i skazy, niby kryształowa figurka wyrzeźbiona nieprawdopodobnym polotem zdarzeń.

Do największego grzesznika:
  nie myśl sobie: "o, ja jestem największym grzesznikiem, tyle sobie naryłem czachy, było grzechów i w ogóle, co nie miara - oraz innych złych uczynków, długo też gorszyłem innych - co podobno liczy się jakoby grzech x grzech. Na pewno nie zasługuję na uniesienie, i zostanę z tymi, którzy odejdą w kontyngencie zatracenia". Okej, ja się zgadzam - wszystko prawie pasuje. Jeno jest jeszcze coś takiego jak Łaska, z jakiegoś powodu którego ty nawet nie znasz. I Pan Bóg, Jezus ..robią takie rzeczy, że sobie kogoś wybierze, i Ułaskawi go choćby on się tego nie spodziewał. Jedna taka osoba zawsze przynajmniej się zdarzy, więc nie można do końca stwierdzić, że na pewno nie będzie to ta osoba, którą jesteś ty. Zatem głupio byłoby się nie starać i dawać za wygraną, a może Pan Bóg miał w planie właśnie nas ułaskawić - no to już byłaby wtopa, obciach i siara; akurat nam Pan Bóg chciał wybaczyć, a człowiek się do końca nie starał.

We matniach niewidzialnych istot spoczywamy, niby po pajęczynach zdarzeń larwy tkane, hodowalne warzywa dla zaawansowanych stonek umysłów.. Nieliczni zostaną uniesieni, przez Rycerzy Wieczności którzy przybędą zbadać nasze dzieje w try miga-mgnienia oka. Żywa Rzeczywistość, której jesteśmy kroplami na liściach - zna wszystkich z bloku naprzeciwko, zna pana Dejwa spod piątki w 17a, i zna panią Beatę, co mieszka pod nim - Ona nas wszystkich zna, bliżej jak kuzyn ..czy sąsiad sąsiada - Bóg zna nas wszystkich blisko, nasze sprawy tajemne i wybory dawne, szlachetne, Jezus wszystkich nas zna jak - a niekiedy niewdzięcznych.
Jeżeli ja jestem wiecznością, nieskończonością - to ty też jesteś wiecznością, inną nieskończonością; musimy sobie dawać, nieskończenie wiele dawać i ułatwiać - aby nieskończoność przepływała pomiędzy wiecznościami, i wszechświat się kręcił w istnieniu, prawidłowo. Ja kiedyś nie istniałem, ale powstałem jako iskra nieskończoności, ziarno wieczności. To, że żyję ..że jestem świadomy, że mogę postrzegać, rozumieć, czuć - samo się tak nie zrobiło, to nie osiem atomów zlepiło się przypadkowo i niby tak powstał se z pustki Dali, Lynch czy Mickiewicz - a wszechświat nie wziął się z nagle z wybuchu saletry, jak twierdzą naukowcy udając, że to ma sens w kontekście zagadnienia początku czasu. Nie było początku czasu, i nie będzie jego końca - tak tylko jest to możliwe. Czas widzimy my, jakby z dołu - jesteśmy w jego wnętrzu; a Gdzie Indziej widać czas inaczej, tam się jest na zewnątrz czasu. Tam trafimy po śmierci, chłopak; "śmierci" - bo śmierć wieczna Tylko jest Straszliwa, taka nasza prosta "śmierć" którą zdiagnozuje ci doktor, w karetce - to jest nic, to tylko czy rzucasz z drzwi autobusu peta na pierwszym przystanku. Ważne jest to jak jechałeś, czy plułeś czy tylko charkałeś - kierowca cię obserwował, chłopie, w lusterku przez cały czas dla ciebie niewidoczny. Rzeczywistość wie o tobie wszystko, bo byłeś w holograficznej kabinie - gdzie indziej prawdziwe życie płynie. A raczej to tu czas płynie, tam stoi - wasz mędrzec niech się z tą prawdą oswoi, bo niedługo roboty ich zdystansują, tak słabo już wasze dziady knują. Byłem tam, studiowałem tę filozofię we ichniech gmachach, Ecik - i ci powiem, że tam gorzej jest niż jak projektant z Warszawy naśladuje z Belgii syna krawca, co jego ojciec znał się na modzie - albo miał takiego znajomego Holendra..   ukryty jak zwykły szczurek w okablowaniu cyberhełmu, swoim telepatycznym umysłem nie mogłem nawet zniżyć się do ich pojęć, prostych taczek znaczeń którymi uczyli tam wozić cegły oderwanych przesłanek, niby ruin z Atlantydy sofistów.

 Posłuchaj teraz Stefan co do ciebie mówię, bo to dużo ważniejsze niż ile kosztują fajki na przystanku PKS. To Wieczna Istota prysnęła kroplami siebie, i te małe kropelki nieskończoności - to jesteśmy my. Skazani na życie wieczne, i tym samym obdarowani. Dawaj, dawaj innym wiecznościom - kiedy cię oto proszą .. Wszyscy jesteśmy nieskończeni, i musimy sobie nawzajem dawać i wybaczać, aby nieskończoność jak najswobodniej przepływała przez żywe kable naszych zdarzeń, odczuć i potrzeb - by splot strun wieczności dobrze przewodził prąd życia, że tak powiem (na ile umiem wyrazić to, co w końcu zrozumiałem, widziałem to przez chwilę w swoim wielkim Big-Benie pytań, tryby zegarów tyle lat nastawianych odpowiedzi..) - Kiedyś nie istniałem, ale skoro już dostałem ten podarunek, że istnieję, dostałem to od Wieczności jako szansę - to będę istniał zawsze, i ty tak samo: więc bierzmy się ludzie w garść, bo Wieczność ma dwie strony: plus i minus, nibyjak bateria.


Ktoś może istnieć potrafiący przenikać telepatycznie struktury psychiczne innych - no, chyba że jest "brama", gościu się blokuje niby w zamku za wysokim, ceglanym murem. Może istnieć też ktoś wyglądający jak nieco woskowy człowiek, którego psychika daje odczyt "nie- człowiek" ..w każdym razie jest to coś przypominającego plamę-robaczka-zdal_bardzo_gwiezdnego pasożyta-włóczykija
istota taka byłaby zrozumiale spanikowana w obecności istoty Nr. 1- a jednak całko-ogólno pokojowe nastawienie tej pierwszej sfiniszowałoby sytuację jako pełną napięcia chwilę z ramek komiksu, przygodę która się nie wydarzyła - bo na następnej stronie 43 jest już o czymś innym.

Życie to jest rozbieg wieczności, i zaś jak skoczysz - tak siebie lub tłum zaskoczysz. Mówicie "życie", a w zagęszczonym wirtualnym 3D śnicie. Prawdziwe życie to jest wieczne trwanie, we zapętleniu przebywanie, 1 = 1 ..wybrzmiewanie. Bo można też być 0 * -1 = 0, ty jesteś działaniem ..ty odbiciem, ty wynikiem - Bóg dał ci swoje odbicie na pamiątkę, swojej postaci ..a co ty dorysowałeś - to już będzie twoja, ehemm.... zmiana w nieskończoności.

-- --- ------- * ------- -------- ---------------------

 Z tego, że istniejemy teraz - wynika, że istniejemy wiecznie. Mieliśmy początek, istota która jest wiecznością nas stworzyła - jesteśmy jak gdyby jej kropelkami, iskierkami Wieczności. Ale to nie jest taka prosta sprawa, z tym istnieniem; to nie takie hop siup. Po krótkim treningu w tej oazie, istnieje się wiecznie. Wszyscy w chwili śmierci zostają sprawdzeni, co to za goście - są dwa wymiary Wieczności, albo się trafia tu, albo tam. Źli trafiają w miejsce straszliwe, gdzie robi się z nimi to co z inwazyjnym gatunkiem żarłocznej biedronki - spalanie.. A ponieważ są wieczni, nigdy nie mogą umrzeć. Dobrzy natomiast - wg tej legendy, według tej wersji, [niniejsze zdanie jedno dopisuję 2015 czerwiec 6, ze dwa lata po schizie Czasu gdy uwierzyłem w piekło - i poznałem relacje o miejscu, gdzie każdy, nawet Brad Pitt, wymięknąć musi na zginłą kupę skowyczącą gorszą od cwela zdrajcy pedofila, terrorysty -.. oj, jak boli.. a to dopiero 10 milionów lat.. w dodatku kiedyś mi też się coś takiego śniło, tortury tak perfidnie że przekroczyły nawet mą wyobraźnię - a widziało się w sieci i to, i owo, i nawet to czego chciałoby się nigdy nie zobaczyć -.. i tam na końcu tego snu, ja się pytałem jakiejś osoby doprawdy przypominającej Matkę Boską [[alert: a cynk mocny jest że kulty boczne to z wiarą na bakier- pocieszam się, że może to był sztucznie wygenerowany sen, i to samo przydarzyło się innym; może to się nie zdarzy.. - tak jak nie zdarzył się mój ostry rajd przez Serbię, gdzie sprzątnąłem 4 wojskowych.. choć tak właśnie mi się pewnego dnia śniło.. i gonili mnie ostro lecz nie tak ostro jak ja zwiałem.. dziwny to był sen, bo nie miałem w ręku broni, i nie strzeliłbym Hitlerowi nawet w kolano - a tam jakoś wiedziałem.. Ok.. wychodzimy ze zdania 40-krotnie złożonego, nie wiem co za debil wymyślił kropki ..zdanie widzę ciągnie się już na pół strony, i niech mi ktoś powie że nie jest fajnie - no więc na końcu tego snu o moim wiecznym losie, że nie było tego na żadnym horrorze, i do roku 3000 nie będzie - na końcu ja się zapytałem, gdy wracałem w codzienność/pobudkę - tej "Matki Boskiej", z taką nadzieją .."no, ale to chyba kiedyś się wreszcie skończy, ta moja męczarnia po tamtej stronie, przecież to jest takie przegięcie że to MUSI mieć kres! - .. nie powiem że od razu.. nie powiem że po 500 latach ..zaraz się obudzę, no to ile krzyknąć żeby mieć pociechę - 27 milionów lat, pamiętam jak dziś - tyle rzuciłem do kobiety mi przyjaznej, która towarzyszyła mi w tej wizji snu.. spojrzałem w jej twarz, licząc że odpowie ..- ale tylko smutne oczy, i mijające pokiwanie głową, choć w bezruchu - ale taki wyraz twarzy; czyli nie, nie skończy się po 27 milionach lat - bo inaczej na pewno by mi powiedziała, pocieszyła - ale to sobie przypomniałem później, po jakimś czasie gdy się nawidziałem o tych piekłach - ;no ale też raz śniło mi się, że jest wszystko lux, że jest bardziej ekstazowo i magicznie, niż tu myślimy - jesteśmy bezpieczni, nieomal niezniszczalni, i w końcu jeszcze będzie dobrze, tak za 120 wcieleń.. gdy uporamy się z istotami bytującymi wokół ziemi we innym paśmie oka (we śnie je widziałem), które opisałbym jako skrzyżowanie kleszcza i komputera, który wygrał z Kasparovem; albo połączenie stonki i Terminatora. No dobra, niech będzie że dopiszę dwa zdania w 2015 - następne poniżej będzie z 2013, chodziło mi o to że dziś myślę, że już mamy tylko dwie opcje, po telefonie do przyjaciela i odpadnięciu dwóch kół ratunkowych: albo jest ta reinkarnacja, czyli sinusoida jazdy w sumieniu - albo piekło i niebo, tak jak mówił pan Bóg; i teraz wróćmy do słów "źli idą do piekła..." - a neutralni.. to zaraz sami wykapujecie, - natomiast dobrzy, ludzie bez skazy, prawdomówni, szlachetni, uczynni, pogodni - no po prostu w porządku, że gdy wspominają rok to nie mają momentów do wstydu, zmartwienia ni schizy.. tacy dobrzy ludzie, tacy dobrzy ludzie, wszyscy tacy - hej, szeroką kolumną, jak na paradzie wzorców dla młodzieży, a także i starszych - oni idą .. oni idą.. - oni też, proszę mi wierzyć, idą do Piekła !!!!!!!!!!!!

  Do nieba idą Zbawieni.
 Dobrzy ludzie mają na pocieszenie, że tortury w pętli nieskończoności będą "mniej przekraczające prędkość Macha wyobraźni" niż u tych co mieli opasły księgozbiór zgorszeń. Dobrzy ludzie też trafiają do piekła, i jako ciekawostkę podam, że do czasu Jezusa trafili tam ..wszyscy, wszyscy ludzie którzy żyli przedtem na ziemi - nikt nie okazał się być bez skazy, bez grzechu, zero na liczniku.

 A teraz to tak 1 na 1000. No, to już jest coś - to daje milion na miliard. Żeby być zbawionym, jak ja to rozumiem - to trzeba przekroczyć ramę bajki, rozegrać to jak Kolbe, jak Korczak .. nie wiem, jakieś przegięcie - nie tylko wyżyny sumienia, ale wręcz przejście szlachetności z realnej w animowaną .. coś, co zaliczy się jako point u Boga; spokojnie, każdemu przydarzy się taka sytuacja ..mało razy obdartus prosił cię o pomoc, albo gość prał laskę a ty się speniałeś - czy inny glina świrował? Nawet taki luj jak ja często kluczy wygodnie, właściwie to z natury cykor zawsze byłem.. a z tą stronką to wyszło tak nieco przypadkiem, przy okazji klimatu że mnie całe Jeżyce chciały zajebać a tam mieszkałem, więc zreflektowałem że coś chociaż po sobie zostawię.

 Ej dobra, powiedziałem co wiedziałem - a teraz wróćmy do starego nakręcania schizy sprzed dwóch lat, gdy aż 4 tygodnie wytrzymałem bez grzechów. - ..a potem powolutku, ..pomalutku - i znów dziś w lustrze widzę tego samego skurwiela, co niegdyś i jeszcze raz kiedyś, w innym paśmie fazy snu-nie_Snu ..też snu, który kazali nam nazywać jawą, i wierzyć że wszystko co w tej niby jawie to jest zajebiśicie kurwa naprawdę, natomiast sny co do jednego to są niby-fantazje, ot ..kuźwa masz LucasArts i LukasFilm we łbie przez przypadek, elektroniczny projektor który czasem tak zapoda, że ni Dali Lynch oder Luc Besson by nie zapodał - a jeno Nikky Roeg by rękę podał. - -Jeszcze ch.. wie, gdzie było którędy naprawdę rzeczywiście zaiste: odpryski magii wiecznego wymiaru ..trochę jak urwane filmy - niewiele pamiętasz, ale kiedy tam byłeś tam we Śnie, to wiedziało się - że tam to wszystko jest naprawdę, i bardziej, i dłużej - i trylion razy ważniej. i że jak się obudzisz to zapomnisz, bo wgra ci się automatycznie gdy otworzysz oczy ("zamkniesz?" !?) program "ten, którego mi wmówii " - zamiast "ten, który po prostu wie - nie wiesz skąd? po prostu, no bo tak: sprzed skąd". Byłeś w nocy Linux, a tera znów popykasz Windows - ta sama maszyna, ale inny system danych, inna trochę osobowość ..no i podatność, luki ... jak to jest kruczasz jedno zdanie, to ja jestem sprzedajnym skur.. - który weźmie dla Polski kolejne kredyty w MFW, idąc dobrowolnie śladem skolonizowanych gospodarczo pod przymusem, intrygą lub przekupstwem, krajów Ameryki Płd. i Afryki.

  Albo nie, wiecie kim ja jestem? -Ja jestem opozycjonistą demokratycznym z lat 80-tych. Słynnym, znacie mnie z telewizji - może nie jakaś figura, ale pion - na pewno. Nie wiecie kim ja jestem? To powiem wam coś o sobie, co jednak nie pomoże wam zidentyfikować mnie spośród 800 osób, jakie mogą tera przyjść do głowy - bo dotyczy wszystkich tych "szlachetnych bojowników o Ojczyznę". Wszyscy oni bowiem mogą o sobie powiedzieć: W ostatnim etapie Prl-u ja byłem biedny, wiadomo - tak jak każdy, dwa swetry, w porywach trzy pary butów ..kanapotapczan, zazdrość o kajak sąsiada; nasz kraj zaś był nudny, szary i trzymał za ryj, gdy ktoś filozofował - wszak jego granica zachodnia była nader dobrze gruntownie zabezpieczona, zaś po miasteczkach i miastach dymiły, aż się chciało kasłać - kominy fabryk obuwia, drutów, sprzętu radioelektronicznego, papieru, tkanin, artykułów precyzyjnych, gigantycznych okrętów, wreszcie komputerów.

 No ale w końcu się udało, wzięlimy tą wolność i bohatersko zwyciężyli, fuksem bo fuksem bo coś tam u Ruskich się rozjebało, więc u nas też domek z kart się posypał. No i teraz powiem wam coś o sobie - Ojczyzna najwyraźniej doceniła mój trud, moje poświęcenie, moją krwawicę - te nieprzespane noce, późne zmartwienia, nerwowe przemykanie wieczorną ulicą. Pamiętasz, Roman? Kraj potrzebował ludzi do rzeczy, konkretnych czynów - skoro prosili, przyjmowałem różne posady, po kolei. Dziś mieszkam w d-o-m-u, drugi dla córy postawiłem kilka powiatów dalej, bryki też ze dwie przynajmniej, a nierzadko i trzecia gdzieś skitrana w garażu, ubranie mam jak widzicie całkiem, całkiem..

  A kraj? No cóż, fabryk jest trochę mniej - ale przynajmniej już nie trują, ekologicznie tak bardziej jest, no nie? Nasz zachodni sąsiad, pomawiany przez historyczne książki o niedawne np. napadnięcie całej Europy, o mało nie świata, przy wykorzystaniu strategii "kulka dla Jasia, o - i kulka dla Stasia" - Republika Federalna Niemiec, bojowy zlepek niewyżytych ludów - państwo na dzień dzisiejszy znajdujące się w pierwszej czwórce na świecie pod względem mocy przemysłowej vel siły gospodarczej, jak również pod względem szacunkowej mocy bojowej sił zbrojnych - tak, tak ..cicho cicho było, a już są w pierwszej 4 -= kraj, który w podręcznikach szkolnych drukuje nasze ziemie jako swoje, znajdujące się pod naszą okupacją - kraj obecny wzdłuż i wszerz Afryki, kraj dyrygujący Unią Europejską, który ją wymyślił i "postawił" - ten miły kraj może się cieszyć, bo przypadkiem w żadnej polskiej gazecie ani telewizji poza Trwam, nie padło i nie padnie z ust wiarygodnego dziennikarza ani jedno zdanie - że coś by od nas chcieli, cosik ..- i że przyjdą i nas rozjadą jak rydwan pasterza, kurna, gdy tylko pozbędą się 148 amerykańskich baz wojskowych ..co stanie się za lat kilkanaście, gdy Chiny urosną jak młody karku - i zatańczą z Rosją, na co Stany przerzucą żołnierzy. Czym k.. się wtedy obronimy, szczurami z pozamykanych ruin zakładów przemysłowych? Usługami?

* - * [c.d]

[2013]  Istoty nie stanowiące zagrożenia dla innych żyją natomiast we Lepszym Świecie, gdzie są towarzystwem dla Boga.

   Każdy uczynek nasz jest rozliczany, każdy jeden może zaważyć. Nasze sumienia są na szalach. Istnieją stwory w których interesie jest, abyśmy coraz mniej kierowali się sumieniem, wtedy będziemy ich zdobyczą - jeśli będziemy korzystali z "przypadkowych" okazji, wpadniemy w ich sidła. Wieczne, wieczne sidła - tam wpadasz duszą, która jest nieśmiertelna ..będziemy ich zabawkami, ich . . . - to "złomiarze", zbierają ziarna zbyt zepsute na nieskończony wzrost - do innej utylizacji.. We stawie nic się nie marnuje, to myślisz że w galaktycznym wymiarze duchowym - coś się marnuje?

  Nieraz zastanawiałem się, jak to kurde jest, że Istnieję. Jak to fajnie, i że było za darmo. Otóż..: -uUps.. To wcale nie było za darmo; tu się płaci, tylko że na końcu - nie tak jak w fast-foodzie, najpierw - ale po wszystkim. Wtedy zapłacisz, za wszystko co było ci dane. Za siebie, za mnie - i za cały świat, za ofiarę. Nie bądź głupi, ktoś musiał siebie Ofiarować - dać papier, ciało ..na cały ten świat - w którym nieraz tylko wyrzucałeś papierki, jeszcze z wielkim fochem.

Życie dobiegło, brzmi w Otchłań ekstazą
lub pusto brzęczy, hańbą i zmazą.

 Kiedy godzina wybija, zamyka się partytura z nutami,
którą komponowałeś - melodia twojego charakteru.

 Potem już tylko Kosmos, puszcza sobie melodyjki...

A więc nie istniejemy ot tak sobie, za nic po nic i beztrosko - jak głupi naukowiec wywiódł, doszedł, niechby poszedł. Za cały wykres-niby-EKG swojego życia, trzeba zapłacić w momencie przechodzenia kurtyny, to taka bramka w metrze. Jeśli nie masz, to pojedziesz gorszym pociągiem = 2 x nieskończoność gorszym. A metro jeździ w kółko, to taka Wieczność - czas był peronem..

 Dbajcie, abyście mieli skarby wieczności w sercach, albowiem jest powiedziane: "Tym, co mają mało - i to co mają, będzie odebrane..!"


nowe treści tutaj - po tym, jak mi pokrywka od dekla zaczęła wirować,
tzn. dogmatix pisany przez świeżo nawróconego blokersa,
 mistyka-amatora z zaułka kole dworca.

 I Bóg sprawił, żebym przejrzał
 i przejrzałem, całe życie.. mocno tak stałem we mgle.

 Może Pan daje mi ostatnią szansę,
może polubił - jak nie poddałem się klimatowi
wieśniaków, we Władysławowie 1986 ?



 ..czy znasz o amerykańskim pułkowniku, który pracował w podziemnych bazach przy kontaktach/konszachtach z setkami obcych ..i jeno uwagę komputera przykuł fakt, że przełożeni zabronili mu używać przy nich frazy "Jesus Christ" ..ponieważ wtedy "kosmici" robili się nerwowi i agresywni?


Idą czasy ostateczne, ujrzysz siebie przez szkła wieczne.

 Dopiero dzisiaj zrozumiałem, że nie jestem dorosłą formą bytu, którym jestem - nie jestem postacią imago. Jestem jeszcze poczwarką, poczwarką wiecznej istoty ..

Pewnie o mafioso z Hongkongu też nie słyszeliście, co ujrzał tłum ludzi w szarych szatach, ze spuszczonymi głowami oczekujących na Sąd?

 A Bóg odpowiedział mu: "Ja ich nie sądzę, ja ich rozpoznaję". - link Nie kituj się tysiącami wymówek, bo i tak Bóg cię nie rozpozna jako swojego, obojętnie jakie najlepsze wymówki i usprawiedliwienia będziesz mieć na wszystko przygotowane.



- - - - - -- - - - - -- - - - - - - - -- -
Jeśli weźmiemy komputer typu "Racjonalny Mędrzec" -Radom'2038, i wgramy w niego przesłanki obowiązujące jako dogmaty współczesnej nauki, np. że 1+1 = 2, a Pi ma sp.......ć - - ... to on nawet ten jegomość będzie potrafił rozmawiać przy herbatce do 11 nudnych minut, a także gderać i przebąkiwać coś o początku Wszechświata, jednakże - problemu początku czasu, i jak powstało to co Było, ...co było przed Czasem - - Nie, tych problemów on ugryźć nie będzie potrafił.   A jednak, skoro zaprogramujemy go tak żeby przypominał dzisiejszego, robiącego karierę naukową, pracownika naukowego - gdy powiemy mu, że Świat stworzył Bóg około 5 tysięcy lat temu - to wybuchnie śmiechem, albo zamigota diodami że niby jest mu wesoło - powie: o nie, wiek skał wskazuje inaczej. Jednakże tak samo ta wersja o celowym i natychmiastowym stworzeniu świata i człowieka przez Boga, ma swoje trudne do wyjaśnienia wg dzisiejszych dogmatów logiki "zakryte, może celowo" elementy puzzli - jak każda inna, którą na dzisiejszy dzień ludzie podający się za naukowców są w stanie zaproponować.

  Mój przybywający z niewiadomych stron czasu i fantazji okręt umysłu zbadał to lepiej, niż wyprodukowany przez naziemny amerykański koncern helikopterowiec teleportny z peryskopem czasu - więc jeśli zbudujecie największy komputer, powie wam to samo. Dlatego nie można wykluczyć tradycji mówionej o Bogu z grona naukowych hipotez, które pomagają nam wyjaśniać zagadkę Istnienia.

 Musi być, po śmierci, jakiś dobry los dla sprawiedliwych - i zły dla złych, no nie ma bata. Każdy kto widział w górach świt na tle skał, to wie. Odpowiedź Boga, zarówno "Tak" lub "nie" - może być spoza granic ludzkiej Wyobraźni, ona może być z nieskończoności otchłani Boskiej wyobraźni - tego, co poza naszą wyobraźnią; wręcz powinno to być zaskakujące i spoza granic tego, czego dowolny człowiek by się spodziewał, tak "+" jak i "-".

 Czyli jeśli tu gra to rozumowanie, a jak na moje ucho nie jest źle - to, co spotyka złych - gorsze jest od najgorszego horroru, razy gorsze, a to co spotyka dobrych - podobnie zaskakuje, nawet oni nie mogli się tego spodziewać; Istnienie zaskakuje wszystkich, a zwłaszcza w takiej dobie bezczelności, lichotwarzowości, kłamstwa i obłudy jak nasza. Warto się starać, inaczej niż cię diabeł zwodzi - wieloma on dowodzi. W ustach on wielu, lecz znajdziesz drogę w sercu swym, wieczności przyjacielu.
*
Każda chwila tu, jest wiecznością Tam. Prawdę wielką oni przed nami zakryli,
 ci, którzy niewidzialnie - wokół tu nas, i w nas, byli -
 a różnie się oni nazywali, fortelów znali lik przed nami.

  Długo siły walczyły,
 nim my tu krzyczymy -
a jak długo istnieć będzie dane, to w żadnym laboratorium nie jest zbadane

 więc nie ryj se łba, Ecik - bo się na wieczność twój film rozleci.

 Szatan ogień wznieci z twoich grzechów, będziesz mógł mówić o pechu

 wyrwą serce, jak reaktor z robota ..wieczności pieczą jest cnota,

 roboty zdeprawowane - we inne idą drzwi, "złomowanie".
 I może tak jest, że gdzieś w piecu wielkim, cząstki ich jaźni przeżywają męki
 we "krótki obwód" spięte są kabelki.

 Wybacz mi Energio Stwórcza, że zachęcałem do zmiennych kanałów jaźni
 sam jakże wyzbyłem się woli, sprytu i bojaźni.
 
* * *

 Kojarzę to co widziałem w swoich snach, że tak naprawdę - jesteśmy częścią Większej Opowieści, niż tu od śmierci do narodzin widzimy. W o wiele czymś donioślejszym tkwimy !! - ..gra idzie o większą świeczkę, niż ci gazeta robi z mózgu sieczkę, a nauczyciele i naukowcy z mocy szatana kładą we głowy, że żyje się tylko dopóty, dopóki inni cię tu na tym padole widzą oczami, dopóki jesteś w tej bazie. Nie, nie tak jest - żyje się wiecznie wśród Gwiazd, przypominam sobie w swoich Snach... wiedziałem to. Sam w sobie starałem się zakodować i zapamiętać: "żyj tylko spokojnie i uczciwie, nie daj się wciągnąć w żadne zło, nie kombinuj i nie ryzykuj aby za bardzo, w żadne złe rzeczy - a wszystko będzie dobrze.. " - oto, co kiedyś dzieckiem ujrzałem, będąc po tamtej stronie. Niebezpieczeństwo, które czyha na tych, którzy jednak dadzą się złowić gałązkom krzaków "złych rzeczy" - było zbyt straszliwe i wieczno-dołujące ..abym wtedy mógł je pojmować, i sobie uświadomić; nie byłem gotowy

  Dopiero dziś, jako dorosły grzesznik - kojarzę, co to mogło/musiało być. Rzeczywistość zbyt straszliwa, bym mógł ją opisać słowami - czeka na tych, którzy wpadną do złej otchłani. A zaczynać potrafi się dość niewinnie, od takich trochę-złych rzeczy ...

 Nie jest warta stawka, żeby ryzykować - wystarczy się kulturalnie zachować, tu podczas tego życia, jednego - a zaś spijasz krem niby Wieczność, wpuścili cię do restauracji.. -Albo czekałeś grzecznie na autobus na przystanku, i przyjechał, i zabrał cię.

  Mogą się wydawać te analogie śmiesznie proste, ale nie poradzę - one właśnie dobrze oddają witraż praw kosmosu i Bytu, który w końcu poskładałem, jak szewc-pustelnik-amator ..wydźwięk moich metafizycznych i transcendentalnych przeżyć z całego życia, które zdarzały mi się w takich "nadrealnych snach" i innych jasno-widzących pomieszaniach, na długo zanim spróbowałem środków ..które zniszczyły wiele układów w moim organiźmie i umyśle, tak że pozostałą częścią cybernetyki - musiałem przejść na spontan, bo inaczej nie zrobiłbym kariery nawet w kolejce po kiełbasę, w trybie "nieśmiały geniusz w masce" jak jechałem wcześniej.
  Słuchaj jeszcze raz Ecik, bo ci tera nie kładę kitu - choć oszukałem, przyznaję, we zeszły wtorek przy bułkach:

   O wiele większą stawkę idzie, niż się tu podaje, wszystkim do rozpowszechniania! ! -Inaczej jest, niż oni padają; złe cienie po słabych z nas się skradają. Wiecznie trwa melodia, ...z wieczności w wieczność, przelewa się nieskończony krąg-Pierścień ..a my jesteśmy nutami, o różnych częstotliwościach na pięciolinii.

 Nie tak idzie w kosmos gra w Chińczyka, nie tak z moich przeżyć i Snów wynika. -Przypomnij sobie swoje sny, w nich lepiej wagę żyć znamy. We śnie czasem podróżujesz do Krainy, gdzie jest Bardziej Naprawdę - skąd przybywamy i dokąd wrócimy, gdzie zaiste sednem naszym cały czas jesteśmy - w tych snach wiesz nagle jakby więcej; ufaj temu, a nie małym czarnym znaczkom literek w gazecie.




To, co robi z nami szatan - można rozpatrywać jako ultymatywną rolę/formę kontroli umysłu, to jest lepsze niż kiedy rusek znad komputera nadaje przez elektrofale puszczane z antenki - w syna, żeby pokrajał ojca i wrzucił go do stawu.  Po tym żywocie tutaj - istnieje się wiecznie. Czas wygina się w pałąk, i staje się Tym Samym, co Istnienie. A każdy jest takim zegarem, jakim siebie przemyślał i wydoskonalił! -Już czas nie płynie, teraz ty jesteś zegarem, ty jesteś czasem. Pierwej uchem, zaś hałasem; co dałeś - tym się później, we innym świecie lego, zbudowałeś.

Ta cała tu ściema tutaj, ściema trzeciego stopnia - to jeden nazwie okrutną grą szatana z człowiekiem, a drugi powie, pułkownik, że przypomina to zaawansowaną technologię kontroli umysłu, jakiejś ultra-zaawansowanej cywilizacji z dalekich gwiazd.
Ściema typu pierwszego to jak rybki ściemnisz, że nie są w akwarium tylko woda ciągnie się w nieskończoność, a im to puścisz po okręgu, w takim tunelu "no patrz, przecież płyniesz płyniesz - to jest nieskończone".

 Ściema typu drugiego to jest że trzymasz bobry w teatrze, i przez całe życie od maleńkości one tam żyją, po starość i kres - niektóre bobry zostają garderobianymi, inne żyją na widowni ..te ze sceny - to elita. Ale bobry niewiele między sobą wiedzą o tym, że prawdziwy świat biegnie sobie i żyje gdzieś daleko, poza teatrem - w nim, jest tylko odbicie ..wąskie reprezentowanie i przedstawienie.

 Ściema typu V3.0 to jest, że znajdujesz jakieś wieczne istoty.. których serca nie będą miały końca, ani uczucia - i wmawiasz im, hipnotyzujesz ..czyścisz pamięć i kodujesz, że to tylko się żyje tak - do zakrętu, a potem nie będzie życia. Tylko film się urwie, jakby gdzieś taśma pękła i o tym zapomnieli, ekipa zdjęciowa poszła do domu, a gwiazdy się rozjechały z hotelu. Tymczasem te Istoty żyją wiecznie - a oszukałeś je, że nie ma się czym martwić ..czym przejmować, o co dbać - bo i tak, niedługo wszystko się skończy.

 Oto właśnie ściema trzeciego typu, której nie ma i nie będzie na filmach s-f
 bo naprawdę, odchodzi cały czas, taki wokół ciebie blef.

Przybyłem tu z dalekich stron czasu i fantazji
-- ja, komandos jaźni. Krajobraz urwany, jak szalik kibica pod Arnhem
 wiecznym traktatem z gwiazdami jest nasze istnienie. Sumienie w cenie -

równa się wszechświatować warto; inaczej - wszechświat wad, wzajemnej kurczliwości siebie przez siebie, zatracalności ..Ci, co tracą - oni jeszcze regał wzbogacą,

naprzynoszą nobli, złotych podków.. elektronicznych skobli, -
  ale i tak być człowiekiem, to jest we sumieniu równo iść - w Duchu z Wiekiem.

 Wielki Duch czuwa, nad pustynią, -
gdzie gekon muchę przeżuwa.
 Nie tak, inaczej.. idą frędzle przez Bramy Czasu
niż obcy teleankieter wciskał pode szałasu, przebrany za afrykańskiego czarownika z KGB
od dawna nas kosmos wie.. zna nasze słabości, i martwe punkty oka - ta wiedza chodziła na targowisku już od naszego zarania. Nikt nie pamięta, co było zanim dziadowie naszych rodziców zaczęli się rodzić, nikt tego tak naprawdę nie wie - czy była historia, i ile lat temu się wydarzyła ..jak zaczęło się to, że dzisiaj jest jakiś teren, przychodzą sobie ludziki ..i wybudowują bloki, zaś oni chodzą wewnątrz tych kopców, i jak masz z bliska na zbliżeniu - to ładne wzory marzeń, snują ich oczy.  Lecz dużo jest sztucznych strachów, źle napisanych w prawie ..Prawo należy zmienić, na takie co cię nie oceni. Banda starych dziadów zawsze gorzej wie, niż to młody łepek w sercu wyczuje. "Rozpoznaje on, tym niezwykłym radarem, koordynatorem - jakieś nici dobra, są nam wszczepione. Wzięliśmy się z Dobra, staliśmy się złem - w tańcu te dwie siły, walczą złączone. Ale i z tego wszystkiego, się wzięliśmy - my, tak naprawdę, problemem we własnym pytaniu byliśmy."

 { Głębokość peryskopowa.  daj marchwi - napiszę
ci wszystko od nowa. }

Załóżmy że wszechświat to je byłoby, połączenie światłości i ciemności. Że są dwa tylko bieguny, kompasy ..prądy - kierunki, w które może wieczna żaglówka duszy płynąć. Czyli albo 0, albo 1 - kosmos jest zero-jedynkowy. [-Nie jest udowodnione, że tak nie jest, więc rozważać nie odmówi komputer, trzeba-można założyć taką możliwość.] -A jeśli tak jest, to po śmierci może być przyspieszenie, nie że tak długo dryfujesz - to już było, Kosmos wie co idzie dalej ..więc cię dostarcza na koniec, już przygotowany - a raczej to ten koniec cię przyciąga, rozrośnięty już niczym gwiezdno-wieczna metropolia - wiedzieli że przybywasz, zdążyli się pokapować co jest grane "...metro dojechało, wysiadasz już na końcowej stacji". Budzisz się ze Snu, w którym diabły grały na nas jakby orkiestra na instrumentach, a aniołów głos - rzadko dobiegał, niby z budki suflera.

  Nie jest udowodnione, przez żaden komputer ani w innym sztabie generałów - że tak nie jest; dlatego nie może mieć racji byle twarzo-zniwąd perorując, że nie powinniśmy już tego badać, gdyż to kojarzy się wielu osobom z zakapturzonym mnichem ze średniowiecza, goniącym z pochodnią za czarownicami. Nie, to nie jest to samo - chociaż ktoś może przebąkiwał o tym samym ..Ale nie można walczyć z Iranem, tylko dlatego że też mają czołgi, jak Niemcy w 1939 r. Uważajmy na sztuczne argumenty, i próżne niby-rozumowania oparte na pustym podobieństwie częściowym - kształćmy za to mędrców i filozofów, teologów ..gdyż nie zaszkodzi, jeśli na każdym ORP "Orzeł" przyszłości - czterech siedzieć będzie telepatów gwiezdnych, jakby w innym wymiarze psychicznym niż reszta załogi, w zanurzonym okręcie wpatrujących się przy stoliczku w mapy gwiazd nieba.

  Aby wiedzieć czym jesteśmy, i na ile powinniśmy bać się Piekła i Nieba, tej jednej jedynej gry - którą jest życie - ..zbadać natomiast musimy, dokładniej skąd się wziął człowiek - i jak to jest, że tu jesteśmy my, a za rzeką Niemcy - lud odległy od nas genetycznie jak Orion od Skalara ..jak to możliwe, że te wszystkie języki się potworzyły, ludy przywędrowały - skąd się gatunki wyodrębniły? -Tędy, w przeszłości - dojdziemy do odpowiedzi z przyszłości.

  Szkoły, książki, telewizje - wszystko wtłacza, indukuje i hipnotyzuje - że jesteśmy już kurczakami, lub co najmniej pisklaczkami. Tymczasem my jesteśmy jeszcze w jajeczku, jeszcze się nie wykluliśmy - nie zaczęliśmy żyć. Całe życie tutaj, tzw. doczesne na Ziemi, na tym padole - to jest tak, jakby kurczaczek rozwijał się i spał wewnątrz jajeczka. Tak zwana "śmierć" tutaj - to jest moment, kiedy pęka skorupka. Życie - to jest wieczność, już we innym wymiarze.. Nie wewnątrz jajka, jak było i trwało - wielu się zbyt tym zasugerowało.. -Metaforę tę sklecam nie na bazie zasłyszanych opinii i wyczytanych nawiedzonych przesłań, ale bo w końcu dokopałem się umysłem przez wszystkie te informacje, do dawnego "snu" który miałem, w którym byłem Po Tamtej Stronie. Żyje się wiecznie, więc uważaj - co z siebie zrobisz; bo kiedy kurczak się wykluje, oni go klasyfikują - i koniec, taśma leci dalej ..dla ciebie już nie ma powrotu. O większą stawkę tutaj walczymy, niż miałby w ręku Kloss nad Warszawą, na spadochronie, trzymając walizkową bombę atomową.

 Krótki opis, jak żyć żeby nie trafić w złe miejsce - otchłań wieczną, który to los jako jedną z dwu opcji dla duszy kojarzyłem z dawnych transcendentalnych przeżyć, "niezamawianych ...przedziwnych snów, które toczyły się w krainie, gdzie naprawdę jest bardziej naprawdę niż tu" (tylko wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to może chodzić o piekło - nie miałem wglądu w to miejsce, którego istnienie w ogóle z oporami przyjąłem do świadomości):
- nie pij
- nie pal
- wybacz wszystkim, wszystko
- żałuj za każdy grzech
- nie kradnij
- nie kłam
- w ogóle, przestrzegaj przykazań
- nie pozwalaj sobie na erotyczne myśli o np. przechodzących obok osobach
- nie spółkuj z nikim, z kim nie łączy cię sakrament małżeństwa

 Jak widzicie z powyższej listy, dla każdego z nas problemem będzie któryś z podpunktów. Dla jednej taki, dla drugiego inny - i tak to właśnie działa, że każdy ma jakiś jeden grzech, jeden wystarczy... Oni nie potrzebują, żebyś miał więcej grzechów - bo żadnego mieć nie można, na sumieniu, wchodząc w wymiar wyższych istot. "Przeszli test..."

 A my nie przeszli - grzeszni.. Dobrze wiem, że każdy ma jakąś słabość, jakiś grzech na którego jest uwięzi, bez którego z trudem mógłby dociągnąć do końca dnia.. A każdy ma jakiś inny, ten grzech, bez którego nie może żyć. To takie ..podejrzane.

Jak nie, to zastanów się nad takim moim mottem: "Fajnie jest się kopcić... ale przez całą wieczność?! ..bez żadnego końca, w kółko?" (link) To już jest przegięcie, i dlatego postanowiłem się poprawić - choć nie wyglądałem moralnie wiele lepiej, niż Berlin w 1946r. pod względem architektonicznym. Przy okazji, według tych takich różnych relacji, które zapoznałem, np. wg siostry Faustyny "Szatany w piekle wyprawiają z ludźmi takie rzeczy, że można umrzeć na sam widok owych mąk" - a wg koreańskiej grupy artystów, jakoby odbierających wizje od Boga, np. narkomani idą w miejsce, gdzie jest bardzo zimno, a ich kończyny zostają odcięte i umieszczone w lodzie. Osoby nadaktywne seksualnie, w ten czy inny sposób, również mają powody do niepokoju - to jednak tak brutalne, że nie napiszę o tym; zrobili tam w Korei całą wystawę tych obrazów, bo to duża grupa artystów była. Dołująca sprawa, ale kto wie - może tak jest, że ci co nie chodzili do kościoła wiszą na krzyżach ..a inni mają jeszcze gorzej, i tak przez wieczność.

 Nie straszę cię bez powodu, sam chętnie dałbym chodu - od tej wiedzy, bo nie jest łatwo widzieć codziennie wiele urodziwych dziewczyn, zwłaszcza teraz latem, i nie móc nawet się im przyjrzeć. Najchętniej żyłbym dalej po staremu - ale zbadałem informacje, i poskładałem relacje ..które złożyły się w coś tak przerażającego, że nawet ja nie mam odwagi powiedzieć tego wprost.

 Życie nie jest za darmo, ale płacisz dopiero na tamtym świecie - który jest właściwym wymiarem trwania, ten tutaj to jest tylko przedsionek - makieta, "paintball". Nie jesteśmy panami wszechświata, zegarmistrzami trwania - raczej czymś w rodzaju manekinów światłości, żywych kontenerów na jabłka. Obyś kontenerze miał te swoje jabłka, kiedy przyjdzie Ten, który cię zrobił i owoców nasypał! -Bo jak nie to wtopa, i zobaczysz że pożałujesz każdej sekundy "na lewo", i będziesz żałować i mieć pewność, że nie było warto. Bo nie było, bo sprawiedliwie się wszystko i zawsze rozliczyło; inaczej gwiazdy by nie świeciły, tylko też by robiły przekręty.

 Nasze ciała może i są materialne, tak jak świat materialny wokół - coś jak murzyn w GTA jest bitowy, i świat wokół niego też. -Ale nasze dusze, to czym jesteśmy -świadomość - jest animowana, nie umiera i nie ma końca. "Obyś się Zenon nie zdziwił ..!!" Pochodzimy z animowanego świata, to w ten sposób wszystko trwa i nie ma końca, jest animowane - podobnie jak zasady animowanej logiki.

 Mędrzec gadający coś o kosmosie - jest tylko małżem, zagrzebanym w piachu.. i mówi coś o przepływie planktonu przez muszlę. Ale nijak się to ma do zagadnienia początku czasu, które samo w sobie okazuje się przeczyć pojęciu czasu tak, jak uczono nas je rozumieć.

*  Mimo wszystko, cała ta historia z Panem Jezusem - no, dwa tysiące lat minęło ... To jednak jest kawał czasu, i trudno określić sprawę, czy wszystkie te wypadki faktycznie miały miejsce - tak sobie myślałem, aż do dzisiaj. No jednak, dajcie spokój - nikt nie jest aż taki mądry, żeby z liści trąconych na ścieżce odczytać, co działo się 2 000 lat przed jego urodzeniem. Ale z pomocą przyszedł mi na jakiejś stronce filmik o egzorcyzmach - nawet się nie włączył ..ale w mózgu mi się włączył - bo widziałem takich wiele, o osobach opętanych ..i z nadludzką siłą osób pochłoniętych szalonym gniewem i złem spotkałem się również w dziejach życia osobistego. Te rzeczy istnieją, są te demony - czy jak kto woli, kosmici albo inne istoty astralne; czasem wchodzą w ludzi, nie mówiąc już o sporadycznym grzebaniu w myślach czy ..podjadaniu z talerza, ew. podrzucaniu obcych kąsków "na przynętę" - może akurat krzywy pomysł zaskoczy w maszynie jaźni, i taśma pojedzie? Istnieją egzorcyzmy, istnieją egzorcyści - to sprawa oczywista, i jest tak od wielu wieków. Egzorcyzmy przeprowadza się w imieniu Jezusa Chrystusa - to wypędzanie demonów i tak dalej, ciągle egzorcyści używają frazy "w imię Jezusa Chrystusa". Dlaczego ci goście od pięciu, dajmy na to, wieków - używają akurat tych słów? Odpowiedź może być tylko jedna - bo są skuteczne. Widocznie to najlepiej działa, i dlatego to stosują - tak samo, jak sprinterzy stosują start z bloków, a projektanci myśliwców opływowe kształty. To działa, więc jest używane. Skoro zatem demony, kosmici czy co to tam jest - wychodzi z ludzi na wezwanie Jezusa Chrystusa, to znaczy że istniał i sprawa ta jest prawdziwa. Powiem wam, że nie jest łatwo z taką osobą opętaną przez złą siłę - i na pewno, gdyby coś innego bardziej skutkowało, to używaliby tego innego sposobu.

  No a skoro Jezus istniał, to jest ten motyw - że umarł za nasze grzechy, żeby nas zbawić. Zbawić ... zbawić, o kurde - od czego? -Czyli jest coś, od czego by nas zbawić On gotów był złożyć swoje życie w ofierze. Jakiś niewesoły los, znaczy się - bo inaczej nikt by sobie nie robił tyle zachodu.

  Sam czułem przez wiele lat awersję do religijnego gadania, więc wiem doskonale że wiele osób tak ma, co jest winą pychy i drewnianego uporu katechetów, etc. takich. Więc jak ktoś chce, to niech sobie postrzega Ziemię - jako planetę kontrolowaną przez istoty niewidzialne dla nas, które nas hodują. Pozwalają nam żyć-śnić niby na farmach czeka się, aż kurczaki w klatkach urosną. A potem kurczaki opuszczają klatkę - a nasze dusze te ciała. I jechane ...
- Tak to jakoś, powiem Wam moi drodzy, może być - coś mi się ułożyło. Czyli że nasz normalny los, to jest dostać się po śmierci w ręce tych istot. I od tego możemy być zbawieni, mocą kosmicznej sprawiedliwości - ale tylko jeśli staniemy się doskonali, i bez żadnych grzechów przeciwko Trybom Istnienia ..bo jeżeli ktoś rozrzuca papierki, i miałby żyć wiecznie - to on by wiecznie rozrzucał papierki, co się równa nieskończoność papierków = czyli góra śmieci, narobiłby wysypiska .. Dlatego nie można mieć żadnych grzechów, nawyków pod prąd Optymalnego Kontinuum Istnienia - aby żyć wiecznie jak wolny duch, nie zabawka-pokrak sadystycznych dziwadeł, które biorą z nas strach itp. tak jak my z kaktusa olejek.

  Nie wymyśliłem ci tego, żeby cię przestraszyć - ale bo tak jakoś to jest, prawdopodobnie. I niestety - przecież tak samo jak ty, wolałbym żyć dalej jak Jamajczyk na plaży wśród panienek. Jeno mrówka-maszynista w deklu coraz wolniejsze miałaby ruchy, co może być nie teges w kontekście wielkiej Bitwy Wszechczasów, na strzelające z serc promienie sumień.

 Wolisz mieć prawą rękę, czy sumienie - gdyby trzeba było wybierać? Sumienie to jest coś, nie wiemy jeszcze co, naukowcy nie wiedzą - to jest coś ważnego, może najbardziej, kompas Wieczności. Przypomnij sobie teraz środki, które je modyfikują - te z monopolca, te w batonikach i te w paście do zębów. Tak, frajerze - to, że jesteś taki zajebisty, to jeszcze nie znaczy, że ktoś z tobą nie jedzie jak Misja Stabilizacyjna ONZ na Planecie Krasnali w 2329 r. - gdzie oni nawet nie wiedzą, te krasnale, że istnieją jacyś ludzie, którzy chodzą pomiędzy nimi zamaskowani holograficznie.

 Nie wymyśliłem tego dla sławy, bo coś bardziej pozytywnego już prędzej, prawda, by zaskoczyło. Ja tego w ogóle nie wymyśliłem - co zastałem i widziałem, tylko uczciwie opisałem. Nie moja wina, że w dzisiejszych czasach zakrawa to na wielkie wydarzenie. Ani że brzmi tak paranoicznie.. -Wiem że nikt nie lubi, gdy coś brzmi tak paranoicznie ..tak brzmi w taki sposób, że gdyby to była prawda, to właściwie ..nie da się tego wykluczyć, że tak jest - niepokojąca hipoteza, z której w dodatku trzeba się śmiać jednym okiem, w sytuacji gdy drugie patrzy uważnie.

 ******* *********** ******* ** * * *** * **** ************ ******
 Nieraz człowiek sobie myśli: Ech.. Tak nudno, tak ciężko. - To może sobie zgrzeszę, a potem kiedyś umrę - i nara! Najwyżej..

  Otóż, to nie jest takie proste. Kluczem tu jest zrozumienie, że grzechy w naszym świecie - są rysami we innym wymiarze, mechaniki Strun Istnienia. Gdyby wszyscy grzeszyli, wszystko by się roz... - innymi słowy, gdyby wszyscy ludzie, diabły, aniołowie i tak w górę - wszyscy gdyby grzeszyli, Istnienie by może miało jakiś kłopot z istnieniem jako "Jestem, który Jestem". W każdym razie, więcej problemów ...

 Bóg i Kosmos - są wieczni. A człowiek sobie myśli: "ja zgrzeszę, a potem kiedyś umrę - i do widzenia ...". Już mnie nie dojdą z mandatami.. Otóż, taka taktyka jest bardzo nieprzyzwoita - bo rysa na Istnieniu powstała, we innym wymiarze, lepszym i ważniejszym od naszego. Jest to więc zostawianie Pana Boga samego z naszym grzechem, na wieczność. -Tak nie może być. Pan Bóg by się na to nie zgodził, to byłoby nie fair. Dlatego my też jesteśmy wieczni, i wiecznie będziemy karani za spowodowane przez nas "rysy", lub nagradzani za zasługi, które osiągnęliśmy niby wielcy mistrzowie wyrzeźbiwszy arcydzieła we swoich charakterach.

  Przy czym nie ma się też co napuszać, "o, ja jestem wielkim pisarzem - albo blogerem" czy "wszyscy mnie uwielbiają, to muszę być zajebista" - niekoniecznie, ponieważ niektórym na starcie Pan Bóg dał więcej, czy nawet dużo więcej. Od tych, którym więcej jest dane - więcej będzie wymagane.

*
"To nie jest tak, że idziesz do piekła. To jest tak
że nie idziesz do Nieba."

A potem, że tak powiem - ktoś już się po ciebie zgłasza.   Na początku jest cicho,

cicho ... - ale potem coś przybywa, mówi:
"Dzień dobry ! - Jestem twoim grzechem ..." wszystkie
grzechy ożywają we innym wymiarze, skąd widać że wszystko jest żywe.

Byliśmy tu kontrolowanym snem, ale gdzieś muszą iskry lecieć z kabli naszej maszyny, gdy krztusi się zmarnowanymi milionami obliczeń, wskutek naszych złych wyborów - nas, żywych równań.

 twoje grzechy są złymi wyborami lub rysami, powiedzmy patrząc stąd -
ale tam, gdzie trafisz, potrafią się one poruszać i są żywe, jak wszystko.

 Jak myślisz, co sobie o tobie myślą - "Dzięki, że mnie stworzyłeś"..? -Czy to fajnie być takim grzechem, a nie lepiej kwiatem - czy kurde
innym czymś mądrym, np. drzewem?
Grzechy są wieczne i wszystko jest wieczne, a animowana świadomość niezniszczalna - resztę se dopowiedz, człowieku, jak taki jesteś mądry. Tu w tym wymiarze, możesz zniszczyć swoją świadomość - np. zawężaczami jaźni. Ale tam, gdzie ona jest zakotwiczona - w innym wymiarze, skąd wydobywa się paradoks istnienia naszej jaźni, wielki cud o którym wszystkie gazety milczą, bo nie potrafi tego wytłumaczyć pokrętna logika mędrców, że jesteś i myślisz, a kiedyś cię nie było ( wszyscy byliśmy zawsze, w potencji; czekaliśmy wieczność, żeby się urodzić - i we Wieczność wrócimy -nie ufaj mnie, przypomnij se) - tam twój duch jest animowany, i niezniszczalny. Oby nie był jak postać, która nie odbija się w lustrze! - Bo jak nawet w lustrze się nie odbijasz, to pomyśl czy będą cię chcieli w Schronie; a jak się nie załapiesz do Miasta, to zostaje pustka i bezkres, i ciemność ... oraz ci, którzy nimi rządzą i zamieszkują.

* *

 Powiedzieć wam, jakie nieraz miałem dziwne uczucie, patrząc na swoją rękę, dłoń i palce? Że kurcze, jakie to skomplikowane - z tymi palcami; jakie ładne ..a jakie wymyślne. Ja tego nie wymyśliłem, na pewno nie. To nie moja zasługa, że mam palce i rękę. To nie moja sprawka. - No to może ewolucja? ..myślałem, choć powiem wam, że mnie to za bardzo nie przekonywało. A teraz zacząłem trochę czytać w tych teologicznych rozważaniach ..bo to jednak jest kupa dobrej myśli, sfera równie ogromna i bogata jak filozofia czy cybernetyka - i tam piszą, proszę ciebie, że moje ciało i mój duch należą do Boga - są darem, który ja otrzymałem ..żeby jakby opiekować się tą kulą Światłości, świadomości - którą właśnie jestem, ja który zostałem stworzony. Dziwne ziarno wieczności, którego nie wytłumaczy żaden cyborg, za pomocą pojęć co mu wgramy, reguł drewnianych warcab spisanych przez niemieckiego szewca von Schrankenduffela - bo nasze pojęcia to tylko tapety, którymi oklejamy ściany, od wewnątrz - a Siła, która nas stworzyła ..widzi ten jakby domek, naszego świata, od zewnątrz.


  Jakże skompromitowali się w moich gwiezdno-tkliwych oczach promowani tu niby puste gwiazdy estrady, dawni przebieracze łopatą pojęć próbujący zakreślić rzeczywistość niby w siatkę dwu-mapy, akcjami podkoszowymi typu
Byt - Idea - Przedmiot                czy Podmiot - przedmiot - tranzystor

 albo inne zestawy co tam dawali, niby wyjściowe maski na papę z cienkich miedzianych drucików, dla osób które za dużo czasu spędzały pod dachem, w ciasnym pomieszczeniu z maszyną do pisania.

 Widziałem dema na 8-bitowce i sam chociaż nigdy bym żadnego nie zrobił, to chociaż jakieś efekty tam próbowałem. Podobnie, gdy pojawiły się wszędzie punkty "u buka" - i ja spróbowałem swoich sił, nie raz i w niejednej kolekturze ..choć może bez wielkiego powodzenia, inaczej niż każdy sobie wyobrażał za komuny, gdy nie było takiego czegoś.


  Tak że do tego się zniżyłem, i do tamtego też - a powiem wam, że podczas studiowania filozofii się nie zniżyłem do operowania z nimi tymi pojęciami "na dyskusjach", ponieważ ogólny dogmatyzm istnienia pojęć o znaczeniu niezależnym od jaźni uczestników rozmowy, był tam zbyt wmurowany w chwile czasu, podobnie jak wiele innych zabobonów trącących interesownością kadry kierowniczej, zaawansowanej wiekiem i "stażem".

 Jakbyś był Bogiem, to jak byś żechta zrobiła? - czy by szmeges-teges "na widoku" zasuwano, żeby każdy wiedział że jest Bóg i miał się na baczności, ...czy może coś a'la "Ukryta kamera" bardziej, żeby oni do końca nie wiedzieli - te stworki, kasztanowe ludziki, mróweczki.. - że ktoś ich ogląda, śledzi każdy ich ruch, ma wgląd w przyszłość i w przeszłość - to tylko dla nas wymiary są spłaszczone, jako teraz sprzedają toto niby obraz, że mrówki w tym mają korytarze i se można powiesić na ścianie. To gdyby była Bogiem, jakby żechta zrobiła? - "kawę na ławę" od razu, czy przyczajenie za kurtyną.. tak żeby do końca nie wiedzieli, czy Istniejesz czy nie ..ciągle wahali się na skraju pytania, niedopowiedzenia i obecności.

  A niejeden, poszukuje - drugi gdy, swój but pucuje.

  Tak że dziś wydaje mi się, że może zagalopowałem się przez lata - robiąc ze własnym ciałem i świadomością, to co mi się podobało, nie dbając o nie. A być może jestem tylko maszynistą, maleńkim ludzikiem w kabinie na czele pociągu - podczas gdy cały pociąg, ogromna machina mojego ciała i żywa masa pasażerów, czyli jaźń - nie należy do mnie, nie ja to stworzyłem. Ja tylko tym kieruję, i mam w miarę przyzwoicie dojechać od punktu A do punktu B - odpowiedzialne zadanie, z którego zostanę rozliczony.

  No powiedzcie, czy to nie brzmi bardziej sensownie, niż głupie gadanie naukowców, że życie jest przypadkową przygodą bez głębszego sensu, a wszechświat powstał z głupia frant przez niewyjaśniony wybuch punkciku, w którym zmieściły się wszystkie gromady galaktyk i eony lat przygód ?

 Całe życie zastanawiałem się nad takimi rzeczami, i teraz raczej przekonuje mnie teoria, że wszechświat istniał od zawsze, jako Żywa Świadomość - Jestem, który Jestem. We wyższym wymiarze, nie ma materii - fabularnej, tylko jest Świadomość - animowana; wszystko żyje, dla ciebie to jest skała, poręcz, chmura - tutaj, a Tam to Jest Byt - żywy, Żywy jest cały. Tam, stamtąd patrząc - Wszystko jest Żywe, i np. twój grzech także. Więc się potem nie zdziw, towarzystwem .."takich gorszych pchełek".

 Skoro w naszym świecie - fabularnym, wytwarza się filmy animowane.. -to co wytwarzają w świecie animowanym? -Ano właśnie, Ecik. Napisałem to dla ciebie, żyjąc na z twej pracy chlebie.

Albo jest ta wieczność, albo jej nie ma.
Są tylko dwie opcje, Zygfryd.

 Z moich snów, dziwnych wspomnień ..których kiedyś nie rozumiałem - wynika, że istnieje wieczność. Wieczne leje.. Albo jest, że tak powiem - taki lej do góry, w który trudno się załapać, bo kodem jest sumienie wytrenowane jak Bubka frunący 5 cm nad rekordem świata - albo jest taki inny lej, zły.. w który się wpada na niezliczoną ilość sposobów, i na początku wygląda to jak szarówka. A co w nim jest, nie wiem.. Bo nie chciałem wiedzieć, tylko wiem że to mnie przerażało - wtedy, we tamtym "śnie", który raczej był jakąś dziwną podróżą - niemożliwą, według dzisiejszej dogmatyki Wielkiej Nauki. Zapamiętałem, że bardzo trudna jest droga, bardzo wąska - którą trzeba iść przez dni, żeby potem w tym innym wymiarze nie wpaść w tą kaprawą nieskończoność - bardzo to była droga jakby ukryta, i odmienna od mojego codziennego życia "wesołego magisterka" ..więc się zdołowałem, wiedząc że po obudzeniu zapomnę szczegóły i najprawdopodobniej nigdy w życiu na jawie tej drogi nie odnajdę.

 Inni, co to niby przeżyli śmierć kliniczną - wiecie, teraz w Danii w pokojach do reanimacji zaczęli zawieszać takie karteczki z symbolami, że tylko je można odczytać ze sufitu, czyli będąc duchem wychodzącym z ciała ..i chorzy, którzy mówili że "widzieli się w dole, na stole operacyjnym" ..potrafili podać te symbole, czyli jednak że dusza istnieje - takie osoby mówią, że tam niewesoło jest, w tym leju zła - bardzo niewesoło, tak bardzo że nie mogę o tym napisać, bo więcej tam brutalności niż w najnowszej grze komputerowej typu horror-masakra.



 No ale jest też opcja nr 2, tak jak mówią naukowcy - co prawda nie wszyscy, ale ci powiązani ze światem władzy-korporacji-mediów ..raczej oni tak mówią: nie ma żadnego życia po śmierci, bo my tego nie wykryliśmy swoimi przyrządami (ew. wykryliśmy, ale to tajemnica wojskowa - powiązana z technologią transferu świadomości do innego ciała). Według tej opcji kosmos przypomina coś w rodzaju wysypiska, które samo się wysypało - i nawet przez miliardy lat nie był taki zaradny, żeby ożyć i zacząć myśleć, zyskać samoświadomość.. Dopiero gdzieś, na jakiejś zakurzonej planecie, ludzik powstał od płaza, który mutował i mutował - i ten organizm, który nazwał się człowiekiem, jako pierwszy zyskał świadomość ..i wyprzedził kosmos, niby jakiś Ben Johnson na hiper-dopingu. Ta opcja numer 2 przypomina mi trochę sytuację termitów-naukowców ..które przekonują, że nie ma żadnego człowieka na zewnątrz kopca, bo oni go nie stwierdzili. Chybocze się to wszystko, ta cała optyka - jak kartonowy domek podczas wiatru.

  Ale spokojnie, nie przesądzajmy; powiem wam, że nawet ja nie wiem, jaka jest prawda. Jednakże istnieje coś takiego, jak rachunek prawdopodobieństwa, a także szacunkowa prognoza zysków i strat. Resztę sobie pokalkulujcie sami, kto tam mądry..

I będą, będą się z was śmiali. Kiedy żem walnął stronkę o ufo, podziemnych bazach itp. kosmitach - to był odpór społeczny, dopiero się to ostatnio robi modne, kiedy już więcej ośrodków nawija, i tysiące materiałów zostało przetłumaczonych na język polski. Wydarzyło się to w ciągu ostatnich ok. 6 lat - przez ten czas nieraz wysyłano mnie do psychiatryka, choć obyło się bez obelg i osobistych zaczepek.

   Myślołech, że po wykonaniu zwrotu na religijny kurs - teraz już nie będzie tak źle, przestaną mnie wyzywać od czubków etc. Ale tu dopiero się zdziwiłem! Ledwo żem pierwsze dwa filmiki puścił z polskimi napisami, już - dosłownie w przeciągu 24h - atak hejterów i prześmiewców, jakiego żem przez pół roku nie doświadczył, pisząc o Smoleńsku itp. wersjach historii niekompatybilnych z kapitałem operatorów medialnych. Czyli jednak coś w tym musi być, skoro od razu jest taka reakcja, skoro od razu występuje odczucie silnego brnięcia pod prąd - tak charakterystyczne dla klimatu tej witryny i kolein losu jej autora, obojętnie w co by nie wierzył na danym etapie swego życia.


I wyśmiałem Kartezjusza wczoraj, słuchaj tera nazaś w noc we łbie mym podobna afera.

Nieraz, że tak powiem - kiedy strojąc fortepian uderzyłem się w łeb tą pokrywą,
tak mi się robiło płasko we filmie, dziwnie krzwo
..gorzej jak plastelusiowemu ludzikowi, w bajce o 19 z telewizora


świat to jeszcze mój, azali czyjś sen - zmora .??
Dziwny film, trwał na krótko w nim - "co ja tu robię? -co to właściwie jest, że istnieję? Co to za afera?"

Rozglądam się wtedy czujnie, a w głowie jak granat brzmi ciągłym wybuchem pytanie "Ja istnieję?"

 Wczoraj właśnie kolejny raz to miałem, i dwa zasadnicze "przeniknięcia w klimat" wytachałem - jak Kartezjusz, owej pamiętnej nocy.

Na okręcie podwodnym mojej szczerej jaźni, w ciszy nocy - gdy nikogo już nie musiałem udawać, tylko sobą naprawdę byłem - rozegrało się to mniej więcej tak:

"Ja istnieję.. !!" Niepokój. -Rozglądanie się po ścianach, cienkich drewnianych meblach. Jestem, jestem w jakimś otoczeniu. Czas trwa, ja to przeżywam, jestem sylwetką niby z kliszy filmu, a taśma biegnie nie wiadomo jak długo i dokąd.

  Ja Istnieję - "i co, kurde, teraz ?!" Wyjść z tego nie można, jak z napadu na bank. Nie wiadomo kiedy się skończy, ani gdzie to zabrnie; czy się skończy, i tak dalej - co będzie, gdy już ..że tak powiem, wyjdę z tej "przebieralni", niby przymierzalni kostiumu ..ciała, a może to jest bardziej jak szkoła - podstawowa?

  Niepokój. --Słów tyle i pojęć, nie przewinęło się wtedy w mojej głowie, zmęczonej. Raczej myślałem wtedy odczuciami. Pierwszą fazą, tembrem, brzdęknięciem - było to "Ja istnieję."

Drugie uczucie też rozpoznałem, jakby następną falę w żywym oceanie jaźni. Był to niepokój, dość silny zresztą, gorzej jak w poczekalni w przychodni.

  Ale potem, kiedy z pozycji półsiedzącej na łóżku, w zaniepokojeniu ciemnego pokoju - z powrotem się położyłem, ponieważ na tyle mnie to poraziło że nie miałem siły się tym przerażać, jak nie wiadomo wieczne jest to istnienie i co to będzie, a wszystko co mi mówi kiosk Ruch-u nie daje żadnej gwarancji na nic, w razie czego - potem gdy się położyłem, i ze zamkniętymi oczami tak jeszcze chwilę se o tym porozmyślałem - to się ucieszyłem, że Istnieję, że dane mi było przeżyć te wszystkie chwile, uczestniczyć we wydarzeniach, i tak dalej. W sumie było to fajne, fajny film - więc jednak cieszę się, że istnieję.
 "Cieszę się" - oto było trzecie odczucie, niby jakiś kurde III akt tej krótkiej 5-minutowej tragedii u mnie w bloku, we mnie i po zmroku - niby nic, dla kogoś kto jak co dzień wyrzuca śmieci, ale dla mnie było to coś ..niby właśnie w tym stylu, tego Kartezjusza co miał pewnej nocy olśnienie.

*
gwiezdna gwiezdność życia
mieszka w oczach dziecka, nadzieja i wiara w świat,
który dopiero się zobaczy - jego fantazje

a my dorośli to tracimy, choć dziecko wpatruje się w nasze oczy tą swoją nadzieją, "gwiezdną gwiezdnością życia" w oczach
dziecko jest tak pozytywne, że nawet nie widzi - we naszych matowych pokornych stawach, tego rozczarowania i smutku, że wielkie nadzieje rozminęły się w czasie.

 Chciałem myślicielem być, a zostałem deklem -
lecz robota ocykałem na konkursie filozofów "Orbity Czakis-2213", w technice dowolnej kata bez słów i szczypczyków pojęć, którymi osoby uznające się za filozofów próbowały operować tkankę Bytu, myśląc że wszyscy są takimi samymi mięśniami albo np. komórką paznokcia - i nie wiedzieli, że Igorowi z Rosji bardziej płynnie, i niby zieleń na stawie, łagodnie miesza się i zalewa to w tę, to wewte, na różnych sferach -jaźń z Rzeczywistością, która Żyje ;dwie siły, które wydają się na siebie napierać, a my to widzimy jako film na Ekranie - musi też być ktoś myślący z drugiej Strony;; natomiast u Norwega, panie tej Kartezjusz - czy inny jakiś debet - to jest inaczej, ponieważ Norweg ma ostry kontrast jaźni z rzeczywistością, i np. 81% wstążek żywosensów w pomieszczeniu to jest Norweg, a prawie 19% pozostałych byłoby tym otoczeniem: pokój ..ściany ...telewizor - wyraźny jest kontrast pomiędzy jaźnią Norwega a Żywą Rzeczywistością, w której on przebywa niby w korytarzu macicznym, tylko on tego nie wie - bo mu się nie przydarzyło coś, co zresztą w wielu krajach jest przestępstwem.

 Tak że tego nie wiedzieli Kant i tacy inni tam, z dawnych czasów ksiąg gdy każdy dwór króla, czy jakiś tam książęcy, wyglądał podobnie - więc to się im mogło mylić, gdy wysiadali z karocy; inaczej czuje/znaczy/ma Bierka w Maryli, a inna jest rola tego pojęcia: "Bierka" w żywym systemie jaźni dynamicznej Chińczyka Xang-Ding Hua. Dlatego stawianie sobie z pojęć domków niby z kart, zapisywanie tymi pasjansami książek i jeszcze próbowanie zachęcania studentów do tej zgrzebni ..jest to wszystko jednym i podobnym kołtuństwem. -Co wy tam stare dziady robicie, na tych krzesełkach filozofii uniwersyteckiej, opłacanych z trudu górników i rybaków - oprócz tego, że blokujecie drogę poznania innym, w których oczach "gwiezdna gwiezdność życia" jeszcze błyszczy?

 "Spider-man" może nic o was nie wie, Punisher też. Ale jest ktoś, kto widział te wasze sprawki i wykręty może dla innego hakera; ..my wiemy o was, znamy praktyczne wybory waszych Sumień. Filozofia jest królową i matką nauk, dzisiejsi ludzie nie wiedzą na ogół co to jest, a sektor budżetowy tej dziedziny reprezentuje stan technologiczny osiemnastowiecznej stoczni. Granda - już więcej ma przyzwoitości dziadek zbierający puszki, niż taki profesor przypominający gramofon do starych płyt.
 Chociaż może za bardzo po nich jadę, bo akurat tę dziedzinę "mam rozpracowaną", a w innych gałęziach nauki - czyż jest lepiej? Cały ten dzisiejszy "świat wiedzy" - publicznej, bo przecież wiadomo że na dole, w podziemnych bazach, jadą z lepszym koksem - to w ogóle przypomina jakieś fałszywe dożynki. Kto nie słucha lekarzy ten ma dobre zdrowie, kto nie wierzy szkole później się nie zawiedzie, nawet jak dwóch facetów bierze sierotkę na wychowanie - to jest to dobrze, a kiedy masz w kieszeni lulka jak na uczcie z "Pana Tadeusza" - to już nie, za kraty. Oj, dużo nam już dała ta Unia - może jeszcze jedźmy dalej, to będzie jak w Ameryce - i też będziemy wyglądać jak roboty, a wśród publiczności olimpijskich igrzysk - jak prostackie buractwo?

  Ja nie mówię, że za PRL-u było lepiej, bo do dziś w głowie wieje mi tamtą nudą; ale wtedy przynajmniej minister edukacji wypowiadał się naturalnym dla siebie, uczonym językiem, każde słowo było tam celne i sensowne, chociaż nie mówił z kartki - a dziś, byle jeden więcej czasu spędza przed lustrem, niż nad książką, potem gada niby jakiś prezenter czy postać z tele-show. Dlaczego teraz premier i wszyscy zresztą inni politycy, się na konferencjach wypowiadają takim "uproszczonym polskim", coś jak tabloid czy serial tv - albo promocja w markecie: tak, żeby wszyscy zrozumieli. -A kiedyś nie rozumieli? Gdy w "Dzienniku Tv" lat 80-tych zdania były bardziej złożone, a wypowiedzi przemyślane? Wtedy też przecież ludzie rozumieli, skoro tak było mówione. Więc dzisiaj co - ludzie zgłupieli?? -No może się trochę uprościli w mózgach, widocznie, od tych wszystkich symulatorów cukru, fluoru i innych badziewi ..więc trzeba do nich prostszym językiem. -Ale czy w takim razie nie wypadałoby oddać wszystkich nagród, co kto dostał za przemiany po 1989 r.?

  Łatwo mi mówić, bo ja nic nie dostałem, a przydałby się np. jakiś kominek - i chyba bym nie oddał. Ale chociaż kilka osób, w skali kraju, mogłoby zwrócić - zdobyć się na taki gest. Dołączyć krótką notkę, np. "Bo jednak okazało, że nie wyszło tak jak miało być, jak my myśleli". Skoro nikt nic nie oddał, to patrzcie - jacy to pazerni jednak muszą być ludzie; a wcześniej tacy społecznicy - ..no kurde, tu by się Sherlock Holmes w tym wszystkim pogubił.

Jedzenie jakichś syficznych batoników - nie jest zakazane. Czytanie dawnych książek prawdy ludów, nie jest zakazane; aczkolwiek wiele z książek tych zaginęło lub "spłonęło" - żeby nie wszyscy wiedzieli iż 2 i dwa nie jest cztery, ale nieco ponad 4 - bo tylko tak liczbę Pi można tu wpasować, obecną w przyrodzie i tym samym w tobie.

  To że widzę dziesięć palców, to nie znaczy że wszystko jest tak zbudowane. Bo mógłbym równie dobrze spojrzeć sobie w jelito, i zobaczyć że wszystko jest jednością - nieskończenie pofałdowaną. Inaczej wszystko pomyka, niż mędrcowi literka o literkę tryka, a on się cieszy jak głupek na wiejskich dożynkach.. Nie - wasze drewno to pomyłka, nieraz pracuje szyszynka ..wtędy widzę tęcze między stawami, które mijam jakby były kałużami - normalnie, szybki ..trzeźwy. "-Planeta, ląduj, weźmy."

  Inwazję na Planetę Krasnali przeprowadzalibyśmy za pomocą takich samych metod, jakich działaniu jesteśmy obecnie na Ziemi poddani. Oni nawet nie wiedzieliby, że są trzymani za ryj - zaawansowany kamuflaż holograficzny zastąpił dziś lufy armat na burcie okrętu, a cios mieczem w udo został wyparty bezszelestnie przez inną technologię, dosypki proszku w batonik czy dajmy na to, elektroniczno-wspomagane_kalkulatorowo walkie-talkie klientowi do mózgu, np. panu Edkowi z klatki C żeby codziennie kupował w warzywniaku oranżadę czerwoną, albo gorsze rzeczy.

 Były epizody, ludzie się bawili - to fakt historyczny, który wydarzył się nie mniej niż głodówki KOR-u albo inne strzały przed kinem - że nadawali gdzieś w latach 70-tych na Zachodnim Wybrzeżu USA, z domku kolesia który nieopatrznie udostępnił sprzęt radionadawczy paru inżynierom ..nadawali w eter na częstotliwości ludzkiego mózgu frazę "zadzwoń pod taki-to-a-taki numer". Ponad 300 osób zadzwoniło z wielotysięcznej populacji zamieszkującej dany teren - "ci podatni".

 Słuch po właścicielu domku zaginął, zapewne został rozjechany samochodem przez zastępcę redaktora naczelnego czasopisma dla sceptyków. Skoro trwał wyścig supermocarstw we wszystkich dziedzinach, a paru zapaleńców ze Stanów umiało to zastosować 40 lat temu - to co ma Rusek dzisiaj, i dlaczego to pytanie nie jest postawione, przez żadną z gazet pełną "mądrych", "kompetentnych" i "uczciwych" ..za co sami sobie nawzajem przyznają nagrody, której nikt nie ma odwagi nie odebrać ze słowami: "wiecie co, kasę z wypłaty to biorę, bo owszem i potrzebuję, ale to z tymi nagrodami - to już jest przesada, w kontekście tego co my robimy a czego nie czynimy, i jak właśnie za te "widełki" nam płacą"


* * *


Kiedyś bilion gwiazd świeciło, a mnie nawet jeszcze nie było; choć być może istniał ktoś podobny do mnie. W każdym razie chłopcy, mamy mało czasu więc streszczę wam szybko sytuację: albo się sami wzięliśmy, z głupia frant - Tak Jakoś Wyszło.. ;- albo jest, opcja Nr 2: ktoś nas stworzył.

 Drugi temat płynie od Loli z Targówka: to że kiedyś nie istnieliśmy, to wiemy. To że teraz istniejemy też, ale co będzie dalej - nikt tu nie jest taki mądry niby komputer, który zbadał sam siebie do ostatniej śrubki żeby stwierdzić czym jest - nikt nie wie dokładnie ani czym jest, ani czy będzie istniał zawsze ..czy też przyjdzie kres. Np. bajka ma początek i koniec, ale już z kolei rzeka - miała kiedyś początek, ale z tym końcem ..to już inny klimat.

  Podobnie piasek. Kiedyś nie było piasku, ale czy piasek kiedyś zginie ? - nie sądzę. Wiatr - kiedyś nie było, a czy ustanie ..? -Kosmos.  Kosmos istniał od zawsze, Jestem Który Jestem - wszelkie pojęcia to niby fresk który malujemy od wewnątrz kopuły, a budowla bazyliki - jest poza skalą pędzla naszego rozumu i logiki binarnej, ew. ośmiornicowej (one chyba nie liczą w systemie dziesiętnym, ani lewo-prawo...)

Niby wchodzisz raz do lunaparku-czasu, a potem trwa jazda w kółko, bez końca. Końce były tu, tam jest to spięte w inny sposób - gdzie tu prosta, okrąg jest; we innym wymiarze wszystko jest inne, jak to we innym wymiarze. Podobnie tu rzeczy martwe - tam są żywe, niektóre cię zaskoczą.. żywe rany na Ciele Kosmosu, którego nawet czas w pewien sposób żyje - choć to już nie na mój dekiel, ni inny kaj komputer peryskopowy z niemieckiego okrętu podwodnego. Kiedyś duże pisałem programy, dziś szlifuję klucze gdzie zaświatów bramy; długo grzebie już w drewnie chłopaczek, bystry lecz coś ciągle w nim płacze. Niejeden dostał Nobla, a pogoda w nim podła; niejeden otrzymał Oscara, straszny lecz w duszy zapłacił haracz.

 Tak mi coś dzisiaj przykminiło, że: "..we fakcie, że istniejemy - Stwórca ukrył dyskretną podpowiedź, światełko alarmowe.. tajna koperta z kodem, nazwij to jak chcesz - ale dużo zastanawiając się nad tym, że istniejemy ..czasem zahaczasz o tematykę wieczności."

* * *

Bóg czyli Ciało Rzeczywistości, żywe rozumne i przewidujące, a jakże siarczyście puentujące -
to coś jak zwał tak zwał, może być Istnienie albo Byt, Logos = powiedzmy że to stanowi 51% środowiska/otoczenia, a człowiek 49%. W przypadku inteligencji, jakiejś takiej głębi myśli - podejrzewam, że różnica jest jeszcze wyraźniejsza, na niekorzyść człowieka.

Ale to niekoniecznie jest taka inteligencja, jak ma człowiek, tylko lepsza - bardziej rozwinięta; taka sama góra, tylko większa. To może być, z powiedzmy pełnych 100% zrozumienia wszystkiego - te inne 59%, gdy my mamy 41%. To jest zupełnie inna wiedza, sposoby rozumienia innego typu - to jest to brakujące 59%, którego my nie mamy; ..wiele, wiele liczb Pi i pierwiastków z -1, których jeszcze nie odkryto w drewnianych tkalniach, gdzie szyją na aparatach z pojęć dawnych wieków - nowe nudne filmy literkami.

 Inteligencja Bytu, w którym jesteśmy zanurzeni, to nie tylko taka góra jak nasza, góra kumacji - ale również większa, zupełnie inna góra, która jest gdzie indziej, i w dodatku skierowana w drugą stronę. A zarazem jest to jedna i ta sama góra, jedna większa. Kompletne pojęcie, niby atom który ma tak skomplikowany kod DNA, że on nawet sam wie o sobie wszystko, bo to jest w tym DNA. Wzór samopowtarzający się w rzeczywistości, z którą tańcuje - we obie strony czasu.. My zaś jesteśmy atomikami takimi niedoskonałymi, w których kodzie - programie ..nie ma tej całej wiedzy.

   To czy jest dusza, czy jest reinkarnacja - czy jakaś po śmierci ostrzejsza akcja - to jest takie ważne, że wszyscy Norwegowie powinni zostawić swoje autostrady, Rosjanie węgiel i szklanki - a Szwajcarzy, tak ..powinni natychmiast zostawić te swoje zegarki, w cholerę -= i wszyscy powinni badać to, jak bracia ..jak bliźni -= czy dusza istnieje i co się z nią dzieje, we szpitalach na salach do reanimacji powinny być pod sufitem zawieszone sekretne symbole i słowa, aby osoby ew. unoszące się z ciała - mogły potem je podać, na potwierdzenie tego fenomenu i wzbogacenie bazy danych o przeżyciach, wizjach i relacjach różnego sortu - z których jak z internetu, wyłoni się w końcu mainstream o pewnym stężeniu dezinformacji, jednak dużo rzeczy też będzie można się dowiedzieć, nawzajem pracując z innymi nad swoimi wykminienami.

 Nie słuchaj jak cię zwodzą, tu niewidzialni chodzą.

  Gdy mówią "tańcz, tańcz ..baw się, za dużo nie zastanawiaj" - rozejrzyj się lepiej uważnie, bo możesz być na filmie s-f, chociaż nie kupowałeś biletu.

   Czy i ty jako dziecko widziałeś w nocy wzorki sunące po ścianach, jakby świecące.. a te krążki, niby ameby-meduzy ..czasem, w niektóre dni - widoczne jakby tuż pod chmurami?

  Bo ja widziałem, i potem o tym zapomniałem - ale niedawno przeczytałem w necie, że jakiś inny gość też to miał ..więc to nie było złudzenie, te rzeczy naprawdę istnieją - a coś dodawane do naszych organizmów, sprawia że tracimy zdolność postrzegania w pewnych zakresach.

  Lecz nie bój się, tym się nie zajmie żadna prokuratura - oni za co innego biorą pieniądze. Lecz nie łam się, zrób sobie najwyżej jakiś o tym film - i tam żeby był detektyw, który bada te sprawy.



 Teraz mi posłuchaj wykminienia, idzie nowa tęcza wstaje teraz
ze stawu gdzieś wysoko w górach, co nigdy więcej nie miał o tych chmurach
już był opowiadać - ze tak daleka relację nadać.

 Do pewnego stopnia literatura, pamiętnikarstwo itp. działalność poetyczna, lub literacko-filozoficzna ..pozwalają nam prowadzić walkę przeciwko istotom. Podam przykład, jak to wykminiłem idąc dziś w słońcu.

 Akurat rozmyślałem sobie o takiej frazie, którą przeczytałem - sorry za kryptoreklamę, ale na własnej stronce: "przyczepiło się do mnie niby porost do skały, jeno żyje gdzie psychik wymiary." Bo tak już jest, że czasem w życiu już sobie zapomnę o tym, do czego doszedłem w chwilach uniesienia, a potem "z pegaza znów w typie klaczy" i jestem takim zwykłym gościem, przeciętnym bolo duchowym - ale zaś, ponieważ mam stronkę i muszę coś tam doglądać ..niekiedy coś tam przeczytam fajnie ujętego w slogan, i później łatwo mi to przywołać w myśli, bo się rymuje ..:a następnie od nowa się tym zapalam, treścią ukrytą w tej wypowiedzi, jej praktyczno-życiowym sensem ..i np. z tego prowadzę jakieś rozważania, wysnuwam taktyki przeciwko istotom albo o celu życia.

 Czyli jednak jest sens, sens głęboki - w tej całej działalności pisarskiej, obojętnie który majster musi w danej dyscyplinie stać nad tobą z tabelką i dumać, czy dobrze machasz łopatą, jak na styl mózgów z jego czasów. Tak że ludzie piszmy, i zapisujmy swoje myśli - bo w niejednym miasteczku w pani z kiosku tkwi natchniony filozof, który by zrobił większy przebój niż stu starych dziadów, co biorą 5 koła miesięcznie za zgadzanie się z sobą w kontrolowanym niezgadzaniu. "Mafia paliwowa" - "mafia semantyczna.." skala wk.... krytyczna

Nie było kiedyś mnie, a teraz jestem..
z nieskończoności wysnułem się, pamiętam mgłę..
żywe barwy, jakby snu ..widzę iskrę, była mną
jestem tu - raptem czuję, widzę, przetwarzam
istnieję; czyjąś koncepcję wyrażam.

Wydobyłem się jak gdyby z magicznej fluktuacji nicości,
..coś wcisnęło mnie w ciało, nie czułem radości.

 Raczej zeszła dolina - długa się podróż zaczyna
trudna i przez gęste kłamstwa ..widziałem wtedy jeszcze przyszłość
niby film mogłem przewinąć do dowolnego momentu.
Gdy nic nie mogłem, wszystko wiedziałem; potem odwrotnie..

  Już więcej, ci powiem Ecik, chyba sobie nie przypomnę; i nie, nie przychodź z pół litra - gdybym pił, już dawno nie kojarzyłbym tych pierwszych w ciele chwil.

  Stosunek pomiędzy światem bajki a światem fabularnym, tą "realnością" tu a animowaną fazą bez czasu po Tamtej Stronie - określony jest tutaj błędnie, i podawany w szkołach i gazetach. Otóż podaje się, że cena moralnych uczynków itp. czynienia zła, rzucania papierków i napadania na banki - jest żadna, albo gościa złapią albo nie, i mu się upiecze. Tymczasem cena/zapłata istnieje i za uczynek "n" nie wynosi 0, nie wynosi +n, ale wynosi ..nieskończoność. Być może jest tylko "+" albo "-" nieskończoność, i to jest właśnie cena za nasze uczynki, za nasze życia i istnienie. Kara lub nagroda - finał ma przygoda. Tak że zapamiętajcie sobie dzieci, być może efekt moralnego szlaczka nie wynosi 0, nie wynosi "tyle samo, ale po tamtej stronie" ..lecz wynosi nieskończoność. Każda chwila tu, jakiś nieważny gest - to nieskończoność tam, niby odbicie w stawie, powtarzającym się dalej i dalej witrażu/fraktalu. Tak jak promień błyśnie, a potem leci i leci w kosmos - tak samo może być z tą ludzką duszą; w którą stronę się skieruje - w ten klimat już na zawsze sunie. Zapamiętajcie sobie robaczki, nie tylko dobro ma przynęty i macki, oraz paraliżujące czułki ..lepy, i zgrabne formułki.

  Nie chciałem nikogo zdołować, raport wszak z semantycznego patrolu - musiałem podać. Jeden całe życie konstruował samochody - inny schody pytań znał, gdzie spawał powody. Jeden dobrym był komentatorem sportowym, a kto inny - niby piłkarz trikiem - umiał błysnąć sensem nowym; pozginać stare równania, aż się nowy wymiar wyłaniał.

 Opowiedzieć ci o Zenonie? Dokądkolwiek by nie poszedł, czy się zatrudnił jako celnik na lotnisku - czy znów miał okres skromniejszy, te biedniejsze lata, gdy włóczył się po ścieżkach lasków nieco może szczęśliwszy, niźli ujęci w karby systemu ludzie w mijających go samochodach - wszędzie Zenek miał ze sobą w głowie stocznię pytań, która co jakiś czas wodowała nowe wytłumaczenie. Wiele dawnych zatonęło w jego strudzonych oczach, które nieraz zdziwione, nieco ogłuszone obyczajami tego świata, tych czasów i wytłumaczeń - z czasem, tak: kurestwem zaczęły odpowiadać na kur..two, i sam to generował ..czym najpierw został skażony, niby ptak z zatoki ropą. Tylko ten ptak był nieśmiertelny, niezniszczalny - w tym cały problem. Ta powłoka tutaj, którą zamieszkuje duch nie poddany prawu grawitacji, ale innemu przyciąganiu - to tzw. ciało to jest jak powłoka ważki, którą ona zrzuca przy przepoczwarzaniu.

 Naprawdę jesteśmy animowani, bo tylko tak kosmos może istnieć, a czas być w Istnieniu - nie istnienie w czasie. Tylko że animowana bajka ..też może mieć, że tak powiem, zrypane zakończenie.


I poślij dziecko do jakiej chcesz szkoły - tam nie dowie się tego co tu, z tej pozabudżetowej witryny. Obojętnie do jakiej szkoły gdzie nauczają za pieniądze go nie poślesz - tam nauczą go może trybików, jak szlifować żeby okręt jechał.. czy innego wsadzania drzewek - ale od fundamentalnego pytania, zakodowanego w każdym człowieku niby dzwon w kościele: "Jak to jest, że się istnieje i o co chodzi ?" - od tego kazali nam odejść daleko, ci którzy używają nas niby frędzli na swoich obrazach, a niejeden się cieszy że ma ładniejszy kolor niż sąsiedzi.

 Kiedy idziesz gdzieś jakąś drogą, powiedzmy nawet uliczką na letnią imprezę - gdzieś w małym miasteczku ..rozglądaj się uważnie, ponieważ wokół ciebie ukryte są najważniejsze pytania. Dawna piosenka coś o nich wspomni, ale dzisiejsza telewizja, radiostacja, ulotka - już nie. Oryginalny jest zwyczaj picia alkoholu na spotkaniach rodzinnych - ale jeszcze ważniejszy winien być, jak w dawnym gnieździe domowym - obyczaj rozprawiania o tym, co się z nami w ogóle dzieje i po co tu jesteśmy, dlaczego niby grzywy fal czeszemy chwile, i dokąd to zmierza - czy minie, czy się tkanina przez wieczność szyje.

Adam Mickiewicz

ŻĄDZA NIEŚMIERTELNOŚCI

Chcesz zyskać nieśmiertelność przez jaki czyn dzielny;
Głupiś! czy chcesz, czy nie chcesz, będziesz nieśmiertelny.

OGNIK

Mądrość świecka jest na kształt błędnego ognika:
Błyszcząc, zwodzi cię z drogi; gdy z niej zejdziesz, znika.


-----------------------------------------------------------
 Rzeczy, które opisałem powyżej - w sumie zawarłem tu na podstawie snów, które miałem. Bo pisanych i mówionych relacji cudzych jest dużo, jedne są o gadoidach rządzących światem poprzez kastę hybryd, inne o wesołych Plejaranach mówiących prawie po niemiecku, którzy pojawili się w 1946.. jeszcze wg innych źródeł światem rządzą Szarzy, którzy brylują w prawdziwej, podwodnej siedzibie ONZ - dużo jest tych wersji, a we wszystkie po kolei wierzyłem.. W końcu postanowiłem dać sobie z tym spokój i zwrócić się w stronę własnych przeżyć i snów, bo chociaż to wiem naprawdę, że sam siebie nie ściemniam: tak że dwa razy widziałem, jak czyjaś głowa zamienia się na chwilę w kaszanę-pixelozę, niby coś w gierce się zrypało ..i nie było to w telewizji, ale w realu.

 Poza tym miałem jeden sen, że wszyscy jesteśmy tak naprawdę bezpieczni, i nic się nam nigdy nie stanie, choć otaczają nas ukryte samolubne istoty, we innym wymiarze; według drugiego snu, po tym życiu większość ludzi trafi w złą otchłań, gdzie będą bardzo długo doświadczać bardzo marnego losu, aż do samego końca-zaniknięcia.
  Miałem też sen o Smoleńsku, w którym jakiś Rusek mówił mi, niby w pałacu gdzie było pełno arystokratów - że widział Lecha i Marię Kaczyńskich żywych ok. rok po ich zaginięciu w czasie lotu do Katynia; i oni wszyscy tam, w tym spotkaniu-śnie, taka powiedzmy elita-jakieś ukryte kręgi rządzące, jedna ze ścierających się opcji - oni wszyscy dziwili się, żałowali i zachodzili w głowę, jak my wszyscy Polacy, taki wspaniały naród, mogliśmy tak łatwo uwierzyć i dać się przekonać, że oni wszyscy nie żyją - podczas gdy przynajmniej para prezydencka jeszcze w roku 2011 żyła i była przetrzymywana gdzieś daleko na wschodzie, w otoczonym lasami budynku o kwadratowym dachu pokrytym śniegiem.

 Był to chyba jedyny sen w życiu, kiedy śnili mi się jacyś Rosjanie, bo zazwyczaj to się nie zdarza; i wcale nie byłem też badaczem kwestii smoleńskiej, nie rozmyślałem o tym całymi dniami, i na jawie w ogóle nie przyszłoby mi to do głowy, że oni mogą nadal żyć.

  Zdaję sobie jednak sprawę, że obecnie, w XXI wieku, już ludzie z krwi i kości, tacy jak my, posiadają technologię elektronicznej ingerencji w czyjeś sny. Zachowajmy więc pewien zdrowy dystans, bo na pewno to samo potrafią jacyś obcy czy demony.

 Jak zwał, tak zwał - a jedną przyszłość każdy z nas miał.
Czy i Twoja będzie taka, jak ci zagrają - jak cię zaszczują, tekstami i drwiącymi minami z telewizorka?

 Bo moja nie, choćby się ze mnie miały śmiać miliony - nie będę żył w psychicznej ławicy, nie po to jestem i mam wolną wolę oraz niezależną świadomość, własną nitkę z której robię sweterek i jeden, pewien niepowtarzalny wzorek. Inaczej po co byn żył, istniał, się urodził? Bez kitu wiara, każdy nie tylko ma prawo, ale wręcz powinien być inny, odwrotnie podług sztucznie obliczonych norm społecznych - patrz, znowu ustawili barierki wspak prądu.


-------------
***

Kiedyś normalnie kupowałem w kiosku gazetę, oglądałem "Wiadomości" ..ale później przerzuciłem się na "Fakty", żeby znać czystą prawdę :) .."Wyborcza" to był mój papież.. Trwało to kilkanaście lat. Śmiałem się z teorii spiskowych, a debili którzy w nie wierzą - uważałem za łomów nie wartych dwóch myśli scrollujących się w moim mózgu.

 Upłynęło trochę czasu, i przesączyło bez liku faktów przez durszlak, który miałem na czerepie - wymuskanego tchórza, płytkiego lalusia, jakim byłem ..co rok udając kogoś innego - próbując zostać poetą, rockowym wokalistą, pisarzem, aktorem teatralnym, psycholujem z parku ..wszystkiego nie pomnę, jak każdy - znacie to, drgania tożsamości gdy ma się 20 lat, i człowiek próbuje zostać kimś - będąc tak naprawdę, w środku, nikim; żeby nikomu się nie narażać...

 Jak zwał, tak zwał, na końcu rozjebali mu wrotki. Dziś sądzę, że Polska jest okupowana przez międzynarodową sitwę, która została nam w spadku po wojnach - które nie wszystkie wygraliśmy. Prasa i media znajdują się prawie wyłącznie we obcych rękach, choć nie jest to jakaś jedna "obca siła" - raczej różne kierunki, wiatry w strony świata, numery IBAN na przelewach bankowych; tylko melodyjka ta sama: "Śpij, śpij ...a potem pracuj, dostaniesz 3000 - ciesz się". Kraj nasz, jego zasoby i siły ludzkie - są brutalnie eksploatowane, a sytuacja Polaków przypomina codzienność mieszkańców Konga - nie ich interesy są najważniejsze w decyzjach władz "ich" państwa. Władze są "władzami" tylko z nazwy, a tak naprawdę to jest sieć zależności - sznurków i marionetek, i nawet jeśli co jakiś czas przebije się tam jakiś patriota - to musi latami udawać jednego z nich, albo kończy w samochodzie który rozpada się na dwie połówki. I podobnie jak pod zaborem rosyjskim, mieliśmy tak pięknie opisane przez Mickiewicza - kasty elit, profesorów ..urzędników państwowych, nawet przedstawicieli świata sztuki - tak i dziś, prawdziwa nauka i historia siedzą w podziemiu, na salkach konferencyjnych, w mediach elektronicznych - a dostępne z głośników i meganadajników "wiedza", informacje i punkty widzenia - reprezentowane są przez szpalery twarzy zgranych, tuzinkowych ..za których opisywanie się nie weźmie żaden poeta - I nic, nic po nich nie zostanie... podobnie jak po dzisiejszych "myślicielach", profesorach i doktorach od filozofii i sensu życia - pierdzących w stołki w sposób tak zachowawczy, że to bezpieczne bardziej od kompa podłączonego przez listwę antyprzepięciową do instalacji z bezpiecznikami ..biorących kasę za niewypożyczane przez nikogo publikacje, składające się z tysiąca zdań zbudowanych z poprzestawianych słów książek, które wydrukowano już wcześniej. Byłem, widziałem, ja bym takiej miernoty nie wymyślił, żeby ludzi zanudzić - tylko gdybym już bujał, trzepnąłbym historyjkę o naćpanych robotach gwałcących elektroniczne duchy snujące marzenia wspak czasu, a istniejące w myślach wieloryba (co by tak naprawdę mniej może było oddalone od naszej rzeczywistości, niż się na pierwszy rzut czaszki wydaje).

jedyny relikt nie powiązanej z Majami, Aztekami czy Inkami nieustalonej kultury w Ameryce Środkowej, odnaleziony przypadkiem na prywatnym terenie porośniętym gęstą dżunglą; rysy twarzy europejskie; obecnie poważnie zniszczony ogniem ćwiczebnym przez oddziały partyzanckie; jedyna znana fotografia